Wkurzało mnie tak wiele rzeczy w niej. Ten jej głupkowaty śmiech i te pomysły, na które raz po raz wpadała. Nikt inny nie przejmuje się tym jak pod ziemią oddycha kret. Ona się przejmowała. Często marszczyła brwi w zadumie. Jak ja tego nie lubiłem! Wiedziałem, że zbliża się apogeum. Że znów padnie pytanie. Nie myliłem się.
-Jak dobrą pamięć mają koty? Bo wiesz, miałam kiedyś kotkę, która urodziła małe - O nie! Znów to bezsensowne opowiastki z jej życia!
-I co dalej? -przytaknąłem z pokorą.
-No i kiedyś zimą, ta kotka schowała się z małymi w aucie taty, koło silnika. Kiedy tata próbował zapalić auto, kotka wyskoczyła z auta jak poparzona. W sumie chyba była poparzona...
-Mówi się "oparzona". Wyskoczyła jak oparzona.
-A to nie to samo co poparzona?
-Kontynuuj -prychnąłem w geście rezygnacji.
-Małych nie dało się uratować, wszystkie zginęły.
-A jak się to ma do kociej pamięci? -to zadziwiające, że wciąż jej słuchałem!
-Bo chcę mieć pewność, że ona tego więcej nie zrobi swoim młodym... Że już ich nie wsadzi koło silnika...
Głupia! Aż bałem się pomyśleć, ile jeszcze takich bzdetów siedzi jej w głowie...
Wkurzały mnie jej zabawy. Głupie ganianki w parku, głupie kreowanie sztucznej rzeczywistości. Nie rozumiałem też, jak można aż tak bardzo lubić ptaki. Gdy widziała wróbla, świat przestawał istnieć. Ja już się w ogóle wtedy nie liczyłem. Liczył się tylko wróbel. Mówiła do niego tak, jak starsze kobiety mówią do dzieci: "wlóbelek psileciał? Psileciał wlóbelek?" - coś okropnego. Lubiła jeździć na rolkach i grać w paletki. Wyciągała mnie do parku na to bezlitosne zmaganie się z naturą. Zakładała rolki i pokazywała jak mam się odpychać. W gorsze dni graliśmy w paletki na rolkach. Czułem się wtedy jak kompletny świr i modliłem się, by żaden kumpel mnie nie zauważył. Sam nie wiedziałem, dlaczego z nią wtedy byłem. Może dlatego, że miała niesamowicie złote loki. Burzę loków na głowie. Te sprężynki opadały na moją twarz podczas dzikiego seksu w Monte Carlo. Taką ją chciałem pamiętać. Taką chciałem. Z wiecznie gołą piersią i z wiecznie opadającymi falami loków na moją twarz. W łóżku bywała dzika. Ale przypominało to raczej przedstawienie, performance, dla niewidzialnej publiczności, aniżeli chęć zrobienia mi przyjemności. Lubiłem, gdy grała dziwkę, ale wiedziałem jednocześnie, że nie gra dla mnie, ona sama chciała się sprawdzić w roli aktorki i przekonać się, czy da radę zagrać przekonująco i zadowalająco na tyle, by mogła startować do szkoły aktorskiej.
Szkoła aktorska. Następne niespełnienie i godziny marudzenia. Wiecznie prawiła o aktorach. Kogo poznała, kogo pozna, kogo nie chce poznać. Tak naprawdę gówno mnie to obchodziło i nie słuchałem zbytnio. Wyłączałem się na trajkotanie i miałem w końcu czas dla siebie. Męskie sam na sam. Wtedy czułem się tak, jak wtedy, kiedy po raz pierwszy się onanizowałem. W tajemnicy przed wszystkimi, moje małe męskie ja. Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz, że nie słuchasz jej. -Obiecuję. Tak było i tutaj. Podczas gdy ona krytykowała żałosną grę drugorzędnych aktorek, ja przeżywałem rozkoszne sam na sam ze sobą. W moim umyśle. W mojej tajemnicy.
Tak naprawdę nie było z nią spokoju. Paletki, rolki, aktorzy ptaki. I tak w kółko. Pętla życia. Pętla na mojej szyi. Paletki, rolki, aktorzy, ptaki. I głupie pytania do tego.
Wpinała spinki we włosy dla ozdoby, a nie po to, by spinały włosy, gryzła słomki, piła wódkę hektolitrami na imprezach, po czym rzygała jak kot do naszego łóżka. Była jak nieporadne dziecko, które nie uczy się na błędach. Czułem się bardziej ojcem niż kochankiem.
Za każdym razem, gdy wyrzygała już resztki ogórka ze swojej dietetycznej sałatki, obiecywała, przyrzekała, że to ostatni raz. Że ostatni raz się tak spiła.
Mhm, akurat.
Tyle razy zbierałem się w sobie, by jej powiedzieć, że już jej nie chcę, by sobie poszła. Ale jakoś zawsze wkupywała się w łaski. Jakimś cudem zostawała. Nie miałem serca kłamać, że ją zdradziłem. To by ją zabiło. Nie mogłem jej tego zrobić. Starałem się jej jakoś wytłumaczyć, że do siebie nie pasujemy, że lepiej będzie się spotykać z innymi ludźmi. Nie rozumiała tego.
-Ale przecież spotykam się z innymi ludźmi. Czasem chodzimy na kawę. Nie rozumiem zatem o co ci chodzi.
Zastanawiałem się, czy faktycznie jest taka głupia i infantylna, czy wręcz przeciwnie: udaje, że tego nie rozumie, by dłużej przy mnie zostać.
Chciałem mieć ją z głowy. Męczyła mnie. Wiecznie roześmiana, rozgadana, roztańczona. Doprawdy nie wiem, kto ją tego nauczył i kto jej wmówił, że to nie jest męczące.
Wydawało mi się, że nie ma żadnych zainteresowań. Nie lubiła czytać książek, nie potrafiła śpiewać (a niestety, robiła to nadto często), nie znała się na geografii i nie obchodziło ją to, kto napisał "Władcę Much". Siedziała zakopana w tych aktorach, ale czy można to nazwać zainteresowaniem z prawdziwego zdarzenia? Chyba nie.
Nie myła po sobie wanny.
Nie czesała włosów.
Goliła nogi moją golarką.
Nie obchodziło ją, co ludzie powiedzą.
Nie odpowiadało mi takie życie. Jako prezes poważnej firmy nie mogłem pozwolić sobie na łażenie w sukience po parku, bo ona tak chciała. Nie rozumiała tego. Tak, jak nie rozumiała masy innych rzeczy.
Pewnego dnia odeszła. W całkiem słoneczny poranek znalazłem list na kuchennym blacie. "Odchodzę. Nie pasujemy do siebie. Przepraszam, że pojęłam to dopiero teraz. Jestem głupia." - Boże! Nie była głupia! Była moja! I chciałem ją z powrotem! Jak mogła tak po prostu sobie pójść?! Ten dzień przywitał mnie pustką. Ten dom jeszcze nigdy nie był taki bezpłciowy. Był bez wyrazu, był bez niej. Błagam, wróć! Kocham wszystko w Tobie!!!
wtorek, 5 lipca 2011
Gryząc słomki.
Autor:
Pola
o
wtorek, lipca 05, 2011
0
komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)