sobota, 30 sierpnia 2014

JRR

A pamiętasz jak w Twoim pokoju powiedzieliśmy sobie "zróbmy to"?

W pokoju zaczął nam padać śnieg, który w totalnej ciszy osiadał na kolorowych motylach.

Siedzieliśmy z nogami przewieszonymi przez parapet, łapiąc liście spadające z drzew. Liście mieniły się kolorami.

Chwile nieopisanego szczęścia, huk minut, hałas godzin. Wskazówka w ściennym zegarze tykała tak mocno...

Następnie siedzieliśmy godzinami w kącie pokoju, nie mając poczucia czasu i przestrzeni. Staliśmy się doznaniem.

Byliśmy cisi i przez mgłę. W zwolnionym tempie odkrywaliśmy nasze jaźnie.

Dotykaliśmy powietrze, próbowaliśmy je uchwycić.

środa, 27 sierpnia 2014

wtorek, 26 sierpnia 2014

Jak ja cię teraz nienawidzę.

Jakoś to się stało. Nawet nie wiem kiedy. I wiem dobrze, że mogłam coś zrobić, coś powiedzieć.
Już nawet wiem po co było to całe rozstanie, spryciarzu!

Śnił mi się. Po braku reakcji z jego strony na moje teksty po danym śnie, postanowiłam go odwiedzić.
Wciąż się o niego martwiłam.

Jego ciało akurat wynoszono w czarnym worku...

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

4.30

Liczę sobie kości. Czy ja będę tęsknić do tego? - Nie sądzę.

Nie martw się proszę, wszystko skończy się. Oddałam wszystko, żeby wszystko mieć.

To na tyle. Przepraszam, ale ja już nie potrafię dłużej,

niedziela, 24 sierpnia 2014

Tak dobrze być w domu.

Przypominają ci się rzeczy, do których tęsknisz.

Spacery z Mi, pierwsze trzymanie się za ręce w podstawówce.

Pierwszy skradziony całus na garażach.

Tak dobrze być w domu.

Liczyliśmy z dziadkiem na spacerze w ilu domach przebywałam jako dzieciak.

Przypomina mi się siedzenie na ławce bez początku i końca z tobą.

Pamiętam huśtawki. I śpiew. I muzykę.

Wspominam ulice i ludzi.

Tak dobrze być w domu.

Spotykam cię, ty mówisz, że u ciebie wszystko w porządku.

Jesteśmy roztańczonym pyłem świata.

Spotykamy się wietrznie na skrzyżowaniach ulic i gadamy o rzeczach tak nieważnych.

Praca? Dom? Dzieci? Mąż?

- Nie, dziękuję.

Jak dobrze być w domu.

xxxx

Wróciłam. Weszłam do kuchni i mówię "Honey, I'm home!" Oni przytulili i powiedzieli, że mają dla mnie wódkę. Wspaniali. Jeszcze parę godzin temu wylegiwałam się na słońcu, jeździłam rowerem, mokłam na festiwalu, kochałam. Czy to już ta pora na umieranie? Czasem się zastanawiam - czy to już pora? I zawsze okazuje się, że mam coś jeszcze do zrobienia. Jednak, teraz... Nie znajduję czegoś do zrobienia. Wszystko zamknęłam. Pożegnałam się nawet.

Spaliliśmy zioło i skończyło się na oglądaniu "America got talent" na Youtube.
Wyrzucam z siebie dom. Wmawiam sobie, że tutaj jest dom. Może i jest, bo tutaj tylko mnie przytulają po przekroczeniu progu. Przecież zawsze tego chciałam. Tego ciepła.

Wiem, że tam wrócę. To tylko kwestia czasu.
W knajpach będę znów pić sok, chodzić z rękę, spotykać się na ulicach.
Jeżeli czas mi nie zniknie.

środa, 13 sierpnia 2014

Nic ciekawego.

Zapomniałem jak do ciebie mówić.
Zapomniałem jak do ciebie pisać.
Zapomniałem jak cię nazywać.

Pamiętam jak do ciebie krzyczeć.
Pamiętam jak od ciebie uciekać.
Pamiętam jak cię wyzywać.

xxx

Podróżując w myślach, zostawiając zapach w przypadkowych kątach, zapomniałem zupełnie drogi wiodącej do domu. Błąkam się na przedmieściach, upajając się jej alkoholami. Zagubiłem się w przededniu mojej śmierci. Krew pulsuje w opuszkach palców. Odpalam kolejnego papierosa z myślą, że muszę w końcu zakryć ten tatuaż wyryty w sercu jej imieniem. Dzień jest mglisty i mleczny. Pragnę wdychać to rzeźkie powietrze i wmawiać sobie, że taki jestem szczęśliwy. Że z postawionym kołnierzem od płaszcza wokół szyi już nic nie może mnie ruszyć. Chcę zapamiętać ten dzień - dzień w którym zima włazi do miast, a chodniki stają się śliskie od mrozu.

Zapominam o tylu ważnych rzeczach. Wymykają się niepostrzeżenie i niepoważnie. Jeszcze trochę i nikt nie będzie mnie brał serio...

Pamiętam siebie w lato. Kiedy wybuchaliśmy z całych sił w podkoszulkach. Rozmywaliśmy się w dniu, jednoczyliśmy z czasem. Moje ja było tam i ówczas. Tu i teraz. Było mnie wtedy tak dużo realnie. Podróżowaliśmy po nieokrytych ścieżkach. Kwiaty strzelały do nas pąkami.

Czy ty jeszcze w ogóle mieszkasz za tymi ścianami? Czy to twój cień widzę codziennie za czerwoną zasłoną?

Znikaliśmy doskonale w dniach.

Zniknę sam. Jak bohater. Bez świadków. Módl się za mnie czasem, proszę.
Gaszę butem papierosa, mając doskonałą świadomość, że krew w opuszkach pulsuje mi po raz ostatni.
Wiatr duje w mury. Chmury zapowiadają deszcz ze śniegiem. Nic ciekawego.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Angelene.

Dear God, life ain't kind
People getting born and die.

.

Rozstaliśmy się bez bólu.
Pytaliśmy tylko: dlaczego?
Nikt nie wiedział.
Rozeszliśmy się w dwóch zupełnie różnych kierunkach.
Pocałowaliśmy się w policzek.
Wracając do domu miałam przy sobie Philipa Lyotta śpiewającego mi w uszy "I'm still in love with you".

W sumie to ja siebie nie lubię z kimś.
Jestem wtedy taka rozemłana i na dwoje babka wróżyła.
Jest za mało czasu, by poświęcać go komuś. Jeszcze.
Nareszcie mogę skupić się na sobie i moich potrzebach.
Planuję Rzym.

Płakałam przy nim jak dziecko, nie mogąc uwierzyć, że zamykam kolejny rozdział.
Nie płakałam z powodu, że się rozstajemy, bo to było nieuniknione i dojrzewałam do tej decyzji od dawna.
Jednak nie jest miło, gdy po raz kolejny coś się kończy.
Zaczynasz pytać się siebie: dlaczego? Z jakich przyczyn? Czemu znowu?

Ze mną chyba jest zdecydowanie coś nie tak.

I'm still in love with you. - ten link to tak z przekory.

Nie zmarnowaliśmy naboi. Obiecaliśmy sobie spotykać się, by razem tworzyć. Z nikim mi się tak dobrze nie tworzy jak z nim. Z nikim nie byłam tak spokojna, opanowana i natchniona.
To był dobry związek. Tylko, że bez rewelacji.
I my to czuliśmy. Nie jesteśmy z kamienia.

I pobiegłem w mgłę.

Z każdym krokiem czy łykiem czuję, jak mnie ubywa, jest coraz mniej, w sposób zupełnie niegroźny, wyrzuty z dramaturgii, najwolniej jak można znikam.

Jacek Podsiadło.