CAT FOOD, CAT FOOD, CAT FOOD
AGAIN!!!!!!!!
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Autor:
Pola
o
poniedziałek, sierpnia 31, 2009
0
komentarze
niedziela, 30 sierpnia 2009
Can't breathe too well.
Piszę to po to,
By zrobić coś tak pięknego
Jak Ty
Kiedy jestem z Tobą.
Chcę być tym samym bohaterem
Którym chciałem być
Mając 7 lat
Doskonałym mężczyzną,
Który zabija.
L. Cohen
***
Nie zna żadnego z montrealskich narzeczy
Nie chce usiąść. Nie ma gęsiej skórki.
Odpala papierosa od gazowego palnika.
Odrzuca długie włosy do tyłu.
Nie zapominaj o starych przyjaciołach,
Których znałaś zanim poznałaś mnie
W czasach, o których nic nie wiem,
Będąc kimś, kto żywi się sobą
I tylko odwiedza cię na szlaku
Tak, tak, to o Tobie.
***
I know someday you'll have a beautiful life
I know you'll be a sun in somebody else's sky
But why, why, why can't it be...how can I be more?
***
Jesteś zimna. Jak ta noc, kiedy podwiozłem cię do domu całą w dreszczach. Jesteś zimna jak ta październikowa noc, kiedy straciłaś swą niewinność na pół przytomna od alkoholi i gorączki. Ja i Ty w zimnej taksówce. Zaciskałaś pięści. Nie uśmiechałaś się. "To nic strasznego" - powtarzałem, "to nic strasznego" - uwierzyłaś. Śnieg padał nam na głowy. Ty, z rumieńcem od kaszlu i od wstydu przemierzałaś ze mną pusty wieczór.
Teraz wszystkie Twoje plany ziściły się tylko po to, by zastygnąć w kamień. Tak, to Ty. Wciąż ta zimna, wciąż filigranowa Ty. Uwielbiałaś się uśmiechać, uwielbiałaś wtulać się we mnie wieczorami... Często uciekałaś, wychodziłaś po angielsku. Tylko zimą powracałaś, by rozjaśnić mi życie. Z permanentnym rumieńcem, z wypiekami mówiłaś "KOCHAM.", po czym odchodziłaś na długo, bym mógł znowu wyczekiwać Cię w oknie. Wiedziałaś o tym, wiedziałaś o mojej tęsknocie. Zjawiałaś się znienacka, znów z jakiejś dalekiej podróży. Nieproszona, niechciana, a zaraz po tym wkupiałaś się w łaski gorącym seksem, a nad ranem zostawała tylko mgiełka Twoich perfum. Nie chciałem tak. Wiedziałaś. Mówiłaś, że nie możesz inaczej, że nie potrafisz się już zmienić. Dziś leżysz obok mnie bez wyraźnej różnicy, ale brak mi Twoich wypieków na twarzy... No cóż, musiałem Cię jakoś zatrzymać...
***
Muzyka dni, nuty minut.
Zawsze czytałaś książki w ten sam sposób:
zatrzymując wzrok na zdaniach, które ci się podobały, a potem cytowałaś mi je przerywając pajęczynę milczenia. Wiecznego milczenia między nami.
Cortazar, Marquez, Sainz - to był nasz język. Nasze listy powietrzne.
***
W końcu coś od siebie:
Ktoś kiedyś tak robił... Czytał na głos "Grę w klasy". Wybrane zdania. Bo ponoć "Grą w klasy" można wszystko powiedzieć. Kto tak robił? Nie mogę sobie przypomnieć... Była taka para. Rozmawiała przez Cortazara, kłóciła się przez Cortazara, śmiała się przez Cortazara. I praktycznie nie rozmawiali ze sobą. Tylko posyłali sobie cytaty z "Gry w klasy".
Tylko kto to był?? A może mi się to śniło?
***
Bywają życia jak artykuły literackie w periodykach i czasopismach, wspaniałe na pierwszej stronicy, lecz z ogonami ciągnącymi się wstydliwie gdzieś na stronach trzydziestych, wśród ogłoszeń i reklam pasty do zębów.
J. Cortazar
Autor:
Pola
o
niedziela, sierpnia 30, 2009
0
komentarze
Siedzę sobie na balkonie (balkonie! Raczej na czymś co miało przypominać balkon) w pełnym słońcu i przypominają mi się wakacje. Na wsi. Jak jeszcze byłam mała. Beztrosko. Gry w badmintona przez wieczory. Rower.
Pytanie retoryczne.
Sama nie wiem czemu. Może przejadł mi sie wieczny NIE-dostęp do neta i te plotki wiejskie...Ale chyba tam pojadę w przyszłym tygodniu. Chyba tak zrobię. Chyba tak.
Siedzę sobie na balkonie w pełnym słońcu i powtarzam sobie, że jutro spędze tak cały dzień. Po chwili uświadamiam sobie, że jutro już poniedziałek i nie spędzę tak całego dnia. Będe musiała wstać i toczyć walkę z życiem; walkę, za wygranie której nie dostajesz absolutnie żadnej nagrody...
Uwielbiam te dni, gdy lepka od skwaru rozłupuję świeże orzechy w dłoni. Ze słomianym kapeluszem, który siatkuje mi twarz. Nie umiem objąć wzrokiem tego kleistego upału z muszkami zawieszonymi w gęstym powietrzu. Pokonuję wtedy na bosaka czas.
Z rosą na twarzy wyczekuję kulminacji: świata nie do wytrzymania, nie do pokonania. Wtedy chronię się pod gałęziami drzew zjadając wzrokiem każdy nienarodzony owoc tego zgniłego lata.
Uwielbiam czuć się sama w takie dni. To przecież takie intymne! Nogi fruwają w powietrzuze słonecznym paskiem pośrodku.
Mam ochotę wtedy pisać opowiadania, mówić na tematy, których nie udało mi się jeszcze rozgryźć. To genialne kretyństwo zmusza mnie bym już nigdy nie wracała do seksów, do telefonów, do spraw mniej ważnych.
Biegam na wpół brudna mając kwiaty polne za świadka. Z rumieńcami od słońca i wina, w tej intymności dnia, w tej nieznośności dnia.!
Tak było na wsi. We wsi. W Nowej Wsi. Jadę tam!
[właśnie widziałam jakiegoś dziadka na składaku na przerzutki ;|]
Autor:
Pola
o
niedziela, sierpnia 30, 2009
0
komentarze
sobota, 29 sierpnia 2009
W oddali czuć było tę pustkę. Smog unoszący się w powietrzu wieczoru. Ten zapach wiosennej burzy... Znajome drętwienie ust. Tak, Harry, koniec już bliski.
On jedyny sprawił, że płakałem. Płakałem ze szczęścia, z zachwytu, z żalu, smutku, bliżej nieokreślonej furii...
Zaiskrzyło coś z daleka. Ta duchota, ten skwar i spanie przy otwartym oknie, bys mógł dosłyszeć wszystkie odgłosy miasta. Czy tylko tego chciałeś, Harry?
Ktoś próbował wybudzić z wieczngo snu.
Wieczny sen.
Wieczny zywot.
Pióro wieczne.
Twoje dzieciństwo, Harry. Mówili ci, że to ty wszystko popsułeś.
Ubrania na podłodze - ty tak zawsze... Nie nienawidź się za to.
Kolekcjonujesz zapachy, a każdy jeden kojarzy ci się z innym etapem twojego zycia. Czy możesz mi je wszystkie zliczyć?
Po co to robisz, Harry?
Zapomnij.
Szklane meble w twoim domu. Nazbyt kruche byś mógł z nich korzystać.
Ale pamiętaj, że twoje serce nie jest ze szkła.
Wieczna ciemność. Umierasz już. Od środka gnijesz.
Pamiętasz? Kiedyś ręka usychała ci od pisania opowiadań, które teraz zbierają kurz w twojej szufladzie.
Teraz ręce pachną ci kwiatami.
Idź spać.
I nie myśl za dużo, bo podobno od nadmiernego myślenia biorą się te wszystkie przeokropne choroby psychiczne.
Nie stań się jednym z nich. O to cię proszę...
Autor:
Pola
o
sobota, sierpnia 29, 2009
0
komentarze
Dużo palę. Często się uśmiecham. Kiedy ktoś, kogo nie znam mówi mi "dzień dobry", odpowiadam. W towarzystwie wypowiadam się śmiało i jestem przekonana o tym, o czym mówię. Bałaganiara ze mnie. Nieposkładana. Wiecznie gdzieś gnam i ciągle gdzieś mnie nosi. Często gubię rzeczy. Lubię, jak ktoś robi mi zdjęcia. Lubię zdjęcia. Lubię śpiewać i tańczyć. Moim hobby jest muzyka, pisanie i książki. Nie przepadam za filmami. Staram się nie przeklinać i być obowiązkowa (nie wychodzi mi). Czasem chciałabym być w dwóch miejscach naraz.
Odnoszę się z szacunkiem do ludzi. Jeżeli stracę do kogoś zaufanie, trudno jest je potem odzyskać. Lubię jeść cheeseburgery z McDonalda i pić mleko (najlepiej ten zestaw razem).
Uważam się za osobę sympatyczną i z poczuciem humoru. Mam dystans do siebie.
Nie lubię kłamstwa i chamstwa. I marudzenia. I narzekania.
Tak poza tym to wszystko ok.
A teraz znów gnam Moi Mili, bowiem dziś jest ślub. Ślub Gosi. NIE MÓJ!
Lubię śluby i wesela. Pogrzeby też lubię. Kościoła nie lubię.
Znów gdzieś lecę. Czy znajdzie się kiedykolwiek ktoś, kto mnie zatrzyma?
Dziś Michael Jackson skończyłby 51 lat, a ja się idę weselić... W sumie nie wiem czy to dobrze. Sami oceńcie.
Autor:
Pola
o
sobota, sierpnia 29, 2009
0
komentarze
piątek, 28 sierpnia 2009
czwartek, 27 sierpnia 2009
Dla M.
W tym dniu nieistniejącym święta kobiet
A jednak właśnie ten dzień się pamięta
Doprawdy składam tę wiązankę tobie
Z wyrzutów sumienia
Niech że na gorsze nic już nigdy się nie zmieni
I nikt nie każe ci być twardą i bez wad
Miej zawsze dużo dobrych rzeczy do jedzenia
Bezpieczny własny świat
Cóż jeszcze tylko bukiet szczerych chęci
Co nie jest więcej wart niż ćwiartka w bramie
Niech nic już nigdy złego się nie święci
Święte niech - święci się
Nie telep się samotnie w czterech ścianach
W każdy odgłos się nie wsłuchuj jak ten pies
Niech tylko słońce w twoje okno skośnie wpada
Nie tylko ciągle deszcz
A życie twoje niechże będzie żywe
I pełne miłych żywych niespodzianek
I nie bierz dobrych monet za fałszywe
Mimo że mimo że
Ubieraj się w kolory - nie na czarno
I niech telefon dzwoni bodaj cały dzień
I nie trać wiary - niech na twoją przyszłość całą
Nie padnie nigdy cień
Autor:
Pola
o
czwartek, sierpnia 27, 2009
0
komentarze
Posklejane z wielu.
Kiedy usłyszysz, że telefon nie dzwoni,
Znaczy, że to ja nie dzwonię.
Autor:
Pola
o
czwartek, sierpnia 27, 2009
0
komentarze
Czasem wieczory są puste. Przepełnione są nicością i beznadzieją. Człowiek w taki wieczór stara się znaleźć swoje miejsce na ziemi. Czasem, w takie wieczory, wszystkie fotografie wydają się zakłamane i nic niewarte. I przed oczyma staje wyraźne pytanie: Kto Cię odprowadzi do domu kretynko?? Kto cię przeprowadzi przez te wszystkie opadające liście?
W te wszystkie wieczory świata desperacko szukasz wybawienia. I wmawiasz sobie, że to daje ci szczęście i ukojenie.
Czasem, w te brudne wieczory szukasz siebie. I w pewnej chwili zaczynasz bardzo tęsknić Za niczym. Za wszystkim. Zdaje ci się, że wszystkiego już w życiu wysłuchałaś: że on kocha, ona nienawidzi, że oni są i będą szczęśliwi... I już cię nic nie zaskakuje w takie wiczory jak ten. Nie ma już miejsca w sercach ludzi na twoje telefony rozpaczy, na łzy, na śmiech. I na krzyk. Pozostało ci jedynie dotykać kogoś, kto nigdy nie istniał w zaciszu czterech ścian, które zbudowały ciebie.
W te wieczory często płaczesz. Bo nikt nie przegląda listów od ciebie, a ktoś wyjmuje z ramki twoje zdjęcie. Całe powietrze milczy. Twój płacz przykrył cały hałas świata.
W ten wieczór, w te wszystkie niewyraźne najciemniejsze wieczory są z tobą ci wszyscy ludzie, do których nie było ci dane się uśmiechnąć. Ludzie, których nie było ci dane dotknąć, przytrzymać za rękę... Poczuć zapachu nie było ci dane, smaku... Ludzie, z którymi cię łączy więcej niż z innymi, bo oni czują tak samo, wyjmują ci z ust słowa, których ty nigdy nie byłabyś w stanie wypowiedzieć, bo rozumieją, bo chodzą spać z taką samą tęsknotą i budzą się z taką samą nadzieją.
Czasem, w niektóre wieczory, niebo zdaje się przykrywać, przygniatać świat swą wielkością.
Patrzysz w lustro - to nie ty, to ktoś, kto żyje wraz z tobą. Jego oczy mają ten sam blask co wtedy...
Tylko, że to nie ten sam świat.
To brak świata.
Autor:
Pola
o
czwartek, sierpnia 27, 2009
0
komentarze
środa, 26 sierpnia 2009
Z tatą.
Acha! Jeszcze! Kasety1 Jak maszjakiekolwiek niepotrzebne, to kiedyś...może?
[20:36:40] agrrrafffkaaa napisał(a): mam niepotrzebne
[20:36:53] agrrrafffkaaa napisał(a): i dam.
[20:38:28] Tatusiak napisał(a): całusam, bo jeżdżam mnogo i nie zawsze radio head, bardziej badziewiead!
[20:39:36] agrrrafffkaaa napisał(a): radiohead nie.
[20:39:39] agrrrafffkaaa napisał(a): wiem co ci dam
[20:39:47] agrrrafffkaaa napisał(a): tak pod ciebie wybiore
[20:40:30] Tatusiak napisał(a): I now, you wiesz!
[20:40:39] agrrrafffkaaa napisał(a): wiem wiem bardzo!
[20:41:17] Tatusiak napisał(a): A plakat ELP sobie na to patrzy!
[20:41:36] agrrrafffkaaa napisał(a): tak
[20:41:42] agrrrafffkaaa napisał(a): kasete ELP tez mam
[20:41:44] agrrrafffkaaa napisał(a): i dam.
[20:41:50] agrrrafffkaaa napisał(a): wyroslam juz z kaset
Autor:
Pola
o
środa, sierpnia 26, 2009
0
komentarze
Animal Instinct
Suddenly something has happened to me
As I was having my cup of tea
Suddenly I was feeling depressed
I was utterly and totally stressed
Do you know you made me cry
Do you know you made me die
And the thing that gets to me
Is you'll never really see
And the thing that freaks me out
Is I'll always be in doubt
It is a lovely thing that we have
It is a lovely thing that we
It is a lovely thing, the animal
The animal instinct
So take my hands and come with me
We will change reality
So take my hands and we will pray
They won't take you away
They will never make me cry, no
They will never make me die
And the thing that gets to me
Is you'll never really see
And the thing that freaks me out
Is I'll always be in doubt
The animal, the animal, the animal instinct in me
It's the animal, the animal, the animal instinct in me
It's the animal, it's the animal, it's the animal instinct in me
Autor:
Pola
o
środa, sierpnia 26, 2009
0
komentarze
U Borgesa na śniadaniu
Z chęcią pisania to ja mam tak dziwnie. Że piszę tylko wtedy gdy... Zresztą... Tutaj dobrze wyrazi mój stan cytat z Borgesa: CZŁOWIEK SZCZĘŚLIWY NIE CHCE PISAĆ, NIC NIE CHCE ROBIĆ, CHCE PO PROSTU BYĆ. A ja to w sumie nie chcę po prostu być... Za miesiąc piąty rok studiów, a potem wypieprzam do lasu. Mieszkać nad jeziorem. I pisać książki o tych wszystkich porankach, które przeżyłam, o wschodach słońca, które udało mi się zobaczyć... O orzechach i o czereśniach na pół z Tobą.
Dawno nie pisałam. Dawno nic nie NApisałam. Próba enta zaczynania czegoś na nowo. Bo ja zaczynam dużo rzeczy i nie kończę, ale taka już chyba moja uroda.
Dużo się zmieniło. Dużo ludzi się postarzało... Dużo przyjaźni się rozmyło, dużo się nabyło. W sumie nie było mnie tu trochę.
Paranoje.
Lenny Kravitz w Krakowie na Wiankach, Wesołe miasteczko, OFF Festiwal, Mazury, RADIOHEA_D w Poznaniu, za chwilę MGMT i Groove Armada w stolicy, co tydzień karaoke i w tym wszystkim ja. Fajne dni. Nie wszystkie, ale większość na pewno. Czasem tylko tęsknię. Nie, nie za Tobą. Za Tobą nie. NIE!
Autor:
Pola
o
środa, sierpnia 26, 2009
0
komentarze