Szare są psy. Wiszą w przestrzeni na niewidzialnych smyczach. Ścieżki usłane niedoczekaniem, czekaniem na nic.
W ustach posmak krótkich rękawków i szybkiego papierosa w oknie.
W lustrze śmieję się do siebie.
Dziwna jesień. Pełna niedopowiedzeń, czekania, marnowania dni.
Dni są przykrótkie, nie starcza ich na myślenie. Mechanizm dnia codziennego.
Sranizm.
poniedziałek, 28 listopada 2011
za dni.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, listopada 28, 2011
0
komentarze
środa, 2 listopada 2011
Urodzić się w święto zmarłych, niezły żart losu.
Choć nie do końca. Całe życie czułem się tak, jakbym się nigdy nie narodził.
Żyłem gdzieś obok życia.
Psy wyły, alarmy aut.
Ja śniłem o lepszym świecie, o seksie z tobą, o wiecznym nienarodzeniu.
Zawsze byłem na opak, przeważnie milczałem.
Znajomi mówili, że jestem dziwny.
Wyliczali mi błędy i towarzyskie foux pas.
Znajomi... Ludzie, których poznałem na drodze - na raz. Nic znaczącego.
Kiedy mówiłem, że mam urodziny w święto zmarłych, zawsze mówili: Ty to jednak masz poczucie humoru! Pozabijasz nas wszystkich śmiechem!
We mnie nie było nic śmiesznego! -Czasem jedynie uśmiechałem się na myśl o wybiciu ich wszystkich nożem przeznaczonym do odkrawania mięsa od kości.
...Nie pozabijałem ich śmiechem...
Autor:
Pola
o
środa, listopada 02, 2011
0
komentarze