Yet It's just another day for you and me in "paradise"...
piątek, 21 października 2016
czwartek, 20 października 2016
Czy Wy tez tak macie, że tęsknicie za tą Polską lat 80. i wczesnych 90.? Za Lady Pank w radiu i za brudnymi utworami od Kultu i Ciechowskiego? I za tym, że jak ojciec długo nie wracał z knajpy to puszczaliście sobie "Nie płacz Ewka" z kasety, wypatrując w okno?
Żegnam was już wiem
Nie załatwię wszystkich pilnych spraw
Idę sam, właśnie tam
Gdzie czekają mnie
Tam przyjaciół kilku mam, od lat
Dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram
Jeszcze raz, żegnam was
Nie spotkamy się
Zawsze myślałam, że Ewką jestem ja, a ten gość, który to śpiewa to mój ojciec, który odszedł.
Tęskno mi jakoś do tego powietrza szaroburego przez okno. Do budynków obskórnych z wielkiej płyty; do czarnego boiska ze żwiru przed blokiem; do wierzb uschniętych; do codzienności; do czerwonych maluchów zaparkowanych na śliskim od deszczu asfalcie; do skrzypiącej furtki sąsiada; do psów ujadających w nocy; do ciszy zawieszonej w lepkim od skwaru powietrzu;do przeglądania się w bombkach na choince; do niewinności; do marzeń; do nadziei; do wyczekiwań...
Z włączonym radiem na Trójce i z nagranym Mr. Big na kasetę Fasolek.
Jakie to już wszystko jest stare. A ja tam za tym tęsknię - nie wiedzieć czemu - tak niewyobrażalnie tęsknię. Nawet za tym bólem, gdy on nie wracał. Nawet za tymi łzami, które wyłkałam przy oknie w kuchni wypatrując go w oddali...
Autor:
Pola
o
czwartek, października 20, 2016
0
komentarze
poniedziałek, 10 października 2016
Mózg mam podziurawiony myślami.
Kiereszują mnie uczucia i emocje.
Tyle dobrze, że skupiam się na sobie.
Coraz częściej zastanawiam się nad sobą, więc chyba jest progres. Kiedyś w ogóle nie myślałam o sobie i trwałam w dniu. Nie miałam wpływu na nic - nie chciałam mieć. Teraz zaczynam czuć moją decyzyjność. Jeszcze nie jestem decyzyjna, ale czuję, że mogę być.
To coś nowego.
Odkrywam się, zaczynam się zastanawiać nad tym, co lubię robić. Lepię się do nowych rzeczy - malowałam cały weekend. I odkrywam, że lubię to robić. Porzuciłam malowanie tak dawno temu... Teraz wracam jak syn marnotrawny, z podkulonym ogonem i mówię sobie: spróbujmy.
Trzeba walczyć, trzeba drapać pazurami, trzeba gryźć, trzeba wydrapać ze mnie gnijące części mnie.
Trzeba mieć wobec siebie oczekiwania i czasem ich nie spełniać. Bo każdy czasem popełnia błędy. Nauczyć się jednak, jak tych błędów popełniać mniej.
I nie przejmować się zbytnio. Otoczeniem. Innymi. Inni boją się tak samo i mają to samo w głowie. Niektórzy jednak dobrze to skrywają. Trzeba skupić się na sobie i na tym, co ma się u siebie w głowie. I na tym, jak bardzo nie chcemy tego mieć...
Żyć dla siebie.
W równowadze ze sobą.
W zgodzie.
Odkrywać świat na nowo i próbować go namalowć. Opisać. Stworzyć.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, października 10, 2016
0
komentarze
niedziela, 9 października 2016
Oddajcie mi te wszystkie noce, kiedy zamiast tworzyć rzygałam na tęczowo w jednej z Praskich bram.
Chodź, załóżmy rodzinę, miejmy dom z ogrodem, psy i koty i udawajmy, że nie jesteśmy emocjonalnie niegotowi na to.
Weź mnie w miejsca, które lubisz. Skradnij mi całusa.
Chcę znów poczuć życie na nowo.
Teraz jestem już na takim etapie życia, że w ogóle nie potrafię zrozumieć, że byłam kiedyś tak do bólu zakochana. Że wszystko po kolei mnie raniło, byłam nadwrażliwa i łatwa do krzywdzenia. Teraz już tak chyba nie umiem. Ani kochać z pasją, ani dawać się ranić. Jakoś dziwnie to chodzi ze sobą w parze. I jest mi i smutno, i wesoło, że tego już nie ma. Z tym odeszła cząstka mnie, ale też duża dawka melancholii i przygnębienia.
Autor:
Pola
o
niedziela, października 09, 2016
0
komentarze
sobota, 8 października 2016
Smutnych ludzi nikt nie lubi.
Jestem rozszarpywana. Między ciebie, a Ciebie, a nich. Dziobią mnie kruki, wrony, nadszarpuje mnie czas i świadomość tego, jak bardzo nie radzę sobie w życiu.
Czytając "Najgorszego człowieka na świecie" odczuwam wielką chęc podrapania się po lewym udzie. Podrapania się wszędzie tam, gdzie mnie swędzi. Nagle nachodzi mnie chęć posiadania tego wyciorka do naczyń- tego, którym czyści się wazy i długie szklanki; chcę go mieć i podrapać nim całe wnętrze. Wszystko wyczyścić, wydrapać, wyjąć - co mnie drażni, swędzi, co mi przeszkadza.
Jestem smutna.
A wiadomo - smutnych ludzi nikt nie lubi, więc siedzę cicho. Siedzę cicho przy barze pełnym osób, sącząc trzecią sangrię. I milczę. Jestem milcząco tak bardzo smutna. I idę na spacer nawet. Z muzyką w uszach i z piwem w ręku. I śpiewam. Śpiewam na cały głos "Got it good" Kaytranady i myślę sobie jednocześnie, że ja to nie mam "good" ani trochę. No nic, ale siadam na ławce, wyśpiewuję żale i zastanawiam się nad opcją niepicia - biorąc kolejnego łyka piwa - wiadomo. Zastanawiam się jakby to wszystko wyglądało bez alkoholu. Wszyscy mówią, że zupełnie inaczej. Coś pamiętam - jak przez mgłę - że rzeczywiście świat wyglądał trochę mniej podle sobotniego poranka, kiedy się nie piło. Może warto spróbować? [łyk piwa]. Spróbuję. [Łyk piwa].
I ci terapeuci. Zamnknięci z Tobą w jednym pokoju o białych ścianach. Ty vis a vis człowieka z zeszytem. Obcy człowiek. I ja nagle mam teraz stać/ siedzieć/ leżeć i mówić mu całą mnie. Mam mu teraz powiedzieć, co jest nie tak. Nie wiem co jest nie tak! Gdybym wiedziała, to by mnie tu nie było! Zapisuje coś w zeszycie. Zawsze ciekawiło mnie, co oni zapisują w tych zeszytach? Nigdy nie dają spojrzeć. Być może są to bardzo fachowe spostrzeżenia na temat psychiatrii bechawioralnej, a może jest to coś w stylu "LOL ale debil", "Naiwna dupa myśli, że facet do niej wróci ha-ha!". Czuję się w tym pokoju źle, będąc opisywaną. Mówię cały ból, wszechstronny Weltschmerz, wszystko, co mam w głowie - a oni ołówkiem po papierze - ciach ciach. Dziwi mnie ten fakt, bo tego, co ja mam w głowie nie sposób opisać - czy im się to naprawdę udaje? A może jedyne co piszą w tych zeszytach o mnie, to to, że
Jestem smutna.
Pójdę dziś na spacer, na pchli targ, na rower, nad rzekę. To miasto jest pełne przygód. Tylko ja ich nie widzę, bo nos mam ciągle w kieliszku. Na ocasach, ze szminką, z ciuchami z Camaieu i z cieniami do powiek od NUDES, ale wciąż w kieliszku. Chcę przeżyć to życie inaczej. To mi się znudziło i tego już nie lubię. Muszę jednak znaleźć siłę, żeby pozbierać się do kupy po wielu porażkach i mieć odwagę, by zacząć na nowo. Dręczy też mnie mój wiek. Nie wiem, czy nie jestem za stara na jakieś rewolucje? Być może to taki kryzys wieku średniego - że zmienić, ale nie wiadomo co w co? Być może to tylko takie moje widzi-mi-się? Czas chyba najlepiej to wszystko zweryfikuje, czas w którym ciągle, bez ustanku, bez przerwy, bez pytań i odpowiedzi
Jestem smutna.
A że smutnych ludzi nikt nie lubi -
Jestem sama.
Autor:
Pola
o
sobota, października 08, 2016
2
komentarze
piątek, 7 października 2016
Wracając wczoraj z koncertu, z bardzo przygnębiającego koncertu, cisnąc się w zakurzonym, przyciemnym autobusie, wspominałam Ciebie. Wspominałam, jak pocałowałeś mi przecięty palec, żeby szybciej się zagoił; wspominałam nasz śmiech i nasze pocałunki na wietrze; przypomniały mi się spacery po kamiennych ulicach Pragi. Rozmyślałam o tym, jak znaleźliśmy buty na środku chodnika i o tym, że przyniosłeś mi kasztana na pożegnanie. Zdałam sobie sprawę, że ja tak pięknie i cudownie za Toba tęsknię, aż mnie to boli. Że boli mnie ten autobus, ta cała moja bylejakość kiedy Ciebie przy mnie nie ma mnie boli. Bez Ciebie jestem szara i byle jaka. To Ty sprawiałeś, że czułam się zabawna; sprawiałeś, że czułam się mądra i sprawiłeś, że poczułam się lepszym człowiekiem. A teraz - w tym nocnym 136 cisnę się wraz z bandą nawalonych nastolatków i wszystko wydaje się być dzwine, tłuste, szare i przydymione. Ja sama jestem szara i przydywmiona. Chciałam wyjść, wyć, wydrzeć się. Że lecę, że pierdolę, że już mnie masz. Że tam jest moje miejsce - że od zawsze było. Życie podjęło decyzję za mnie - niedługo się pakuję. I polecę.
I już więcej mnie nie zobaczycie.
Autor:
Pola
o
piątek, października 07, 2016
0
komentarze