Damy radę? -Damy radę.
Pierwotnie było tu napisane zupełnie co innego, ale po przemyśleniu skasowałam i ostatecznie damy radę. Bo trzeba. Bo złapać Boga za nogi jest bardzo trudno. Ja złapałam. Ale puścić niełatwo...
sobota, 25 grudnia 2010
Autor:
Pola
o
sobota, grudnia 25, 2010
0
komentarze
piątek, 24 grudnia 2010
Święta świętowane niechybnie, na odczep. Wino w żyłach. Te święta są takie weekendowe, trudno je nawet zauważyć. Czekolada pod choinką. Cieszę się jak dziecko i oszczędzam kawałki, by starczyło na jak najdłużej. + fajki. Pełnia szczęścia.!
Autor:
Pola
o
piątek, grudnia 24, 2010
0
komentarze
wtorek, 14 grudnia 2010
Można.
Czy rzeczy nie nazwane nie istnieją? Albo rzeczy właśnie istnieją do czasu, kiedy się ich nie nazwie? Hm. Hm? Czy można żyć bez nazywania rzeczy? Bez przypisywania im nazw i określeń? Czy daje nam to satysfakcję? Ja nie wiem. A wy?
Autor:
Pola
o
wtorek, grudnia 14, 2010
0
komentarze
środa, 1 grudnia 2010
Erease and rewind.
Kasować! Kasować to życie bez mrugnięcia okiem! Bez zastanawiania! Kasuj! Delete! Backspace na wszystkie te lata. Skasuj. Nie wracaj. Skasuj. Erease. Już.
Autor:
Pola
o
środa, grudnia 01, 2010
0
komentarze
czwartek, 25 listopada 2010
styczeń.
Mieszkamy w domu pełnym i ciasnym. Na przekór dnia. Czasem nie umiesz mnie tam znaleźć. Czasem krzyknę. Ten czas jest zeskładany z czekania i cichego łkania w poduszkę. Odległość z pokoju do pokoju najeżona jest granatami. Nie znajdujesz mnie na nowo. Czas pożegnać się z tym snem, czas spakować szczoteczkę. Czas wyjść. To zimowe powietrze jeszcze nigdy nie było tak rzeźkie! Jak cudownie jest się do siebie uśmiechnąć i powiedzieć sobie: nigdy więcej.
Autor:
Pola
o
czwartek, listopada 25, 2010
0
komentarze
czwartek, 18 listopada 2010
KC wcale nie równa się kocham cię!
Aha, coś od siebie jednak. Pogodzona z Ka. Życie wydaje się lżejsze od tej pory. Thin Lizzy jak wtedy. Znów może zacznie się tradycja przedwigilijna. Lubiłam to kiedyś. Teraz też polubię. Człowiek się aż tak bardzo nie zmienia. Od zawsze na zawsze już teraz 23 grudnia naszym dniem przecież. A ta przerwa się nie liczy. Dlaczego? Bo ja tak mówię! Witaj znów na moim pokładzie. Ten statek się topi, ale cieszę się, że chcesz w tym uczestniczyć. W ogóle witajcie wszyscy. Miło jest mieć Was.
Autor:
Pola
o
czwartek, listopada 18, 2010
0
komentarze
dust to dust.
I cóż że kroczymy udeptanymi ścieżkami lata. Po mojej prawej wzbiera się niepewność. Po pozostałości świtu dym tli się z ust.
Jakże tak znowu by było cudownie opaść z liśćmi na trawy, na piątki i soboty, na kwiaty na drzewach. Niedorzeczności pulsują w naszych życiach jak migrena.
Zaniemawiam. Zastygam w kamień po raz setny. Nie dowiesz się o mnie więcej. Nie zaznasz spokoju.
Nie uzależniam się od ciebie. Uzależniłam się już od tylu rzeczy. Nie mogę już teraz jeszcze. I to.
Lata później, jak to czytam, to wiem, że ta przyszłość była mdława.
Słowa za szybą, oczy za mgłą, za dobrze to znamy by dać się nabrać na to.
Jest nieposkładanie, tańcząc w świetle księżyca z plamami z czekolady na spodniach.
Na swój sposób mnie odnawiasz.
Nie rób z tego sensacji jednak.
Niepotrzebnie wzniecać kurz.
Autor:
Pola
o
czwartek, listopada 18, 2010
0
komentarze
cień wiatru
Zakładam, że mogę zrobić coś tak amoralnego jak Ty kiedy jesteś ze mną. Zaciskasz wargi do krwi. Znów nie zastała nas noc. Znowu żyjemy na chwilę. Papierosy mają gorzki smak, wino odbiera rozum. Roztańczeni pośrdoku dnia, na koniec tak pięknie się marnieje. Umrzyj ze mną ten ostatni raz. Potem pójdę.
Autor:
Pola
o
czwartek, listopada 18, 2010
0
komentarze
środa, 17 listopada 2010
Unduraga.
Czas na brzegu szklanki tkwi póki co
Usta do pocałunku w usta do słów
Słowa pełne treści i dobry dom
Wieczór lekko wlewa nam się do głów
Wódka naturalnie przywraca pion
Spacer pośród ludzi, nie ma ich tu
Bo wszystko jakby z dala i przez szybę
Kwiecień się rozmywa nad chodnikiem
Żadne zło nie wstrząśnie mną, póki co
Jestem tutaj z tobą poza krzykiem
Zobacz jak cudownie marniejemy
Zapętleni w treści bez znaczenia
Miasto ledwie jawi się spoza mgły
Mkniemy w jego światła jak głupie ćmy
Przestrzeń rozstąpiła się i wzdycha
Z tobą nie dotykam już chodnika
A potem, kiedy wspomnę, jeśli wspomnę cię
Zawładnie mną ochota zgłębić myśli
A potem kiedy wspomnę, a że wspomnę wiem
Tak trudno mi zrozumieć będzie powód, że
Widzę jak owszem
Widzę jak owszem
To bez znaczenia i to nieistotne
Jak wszystko waży mniej i nie przybliża się
Widzę jak małe, nieidealne
Nocne niebo o ile znaczy mniej,
Nie urodzajne, nie nawołuje mnie
Widzę jak owszem, to nieistotne
Nieważne, niepiękne, wyblakłe i
To nie istotne z perspektywy absolutu.
xxx
Wiosna zaczyna się dziś. Postanowiłam. I poczuć na sobie tę ciszę i ową się ciszą dokarmić... Jest sen.
Autor:
Pola
o
środa, listopada 17, 2010
0
komentarze
czwartek, 4 listopada 2010
Pp3
Słoneczne lata tak szybko odchodzą. Jest lato, a potem już tylko gwałtowne zmiany pogody. Chyba na tym polega życie, by czekać na lata, w tych przedwiośniach, w przesileniach i w marności dni.
xxx
Porcupine Tree. Jak zawsze o tej porze.
Autor:
Pola
o
czwartek, listopada 04, 2010
0
komentarze
czwartek, 28 października 2010
xx
Przedarliśmy się przez przedmieścia zimy.
Z tabletkami na sen jest łatwiej.
O wiele łatwiej.
Łatwiej.
No i z tobą po lewej też jest łatwiej.
O wiele łatwiej.
O wiele.
Autor:
Pola
o
czwartek, października 28, 2010
0
komentarze
sobota, 23 października 2010
stateless.
Zatańcz ze mną.
I módl się po cichu.
By to przeszło.
By cię zostawił
Smutek.
Autor:
Pola
o
sobota, października 23, 2010
0
komentarze
środa, 20 października 2010
czytajac to jutro chyba sama w to nie uwierze...
nie chce kurwa
nie ma tak
jestem nawalona jak messer schidt
nie chce tgo znow
i nie bedzie tego
trzeba tylko znalezc luke w mysleniu
nie chce!
nie chce!
ale co to zmieni jak bede to powtarzac?
chyba nic
Radiohead dla opornych...
nie chce i nie bedzie tak
i mysl tak sobie
do upadlego
do zdechlej ciebie
do zdechlej ty!
za duzo myslenia
za malo robienia
nic nie ma do robienia
a wiec ide
nawalona!
oooo takkk...
to lubie chyba najbardziej
chyba po to jest swiat.
Autor:
Pola
o
środa, października 20, 2010
0
komentarze
updown
Zamieniasz mnie w przedświt, którym karmi się każdy koleś po wypiciu 3 piw.
Wszyscy mnie tu lubią, wiesz?
Oferują wódkę, nie chcąc nic w zamian.
Kocham ten stan.
Kocham Ciebie.
Nawet dziś podczas tej burzy.
Nie zniszczysz tego tak łatwo.
Budowaliśmy ten dom latami.
Nie zmusisz mnie znów.
Nie...
Autor:
Pola
o
środa, października 20, 2010
0
komentarze
Name it after me.
And if you ever decide to escape
Remember that the dream you live is only in your mind.
Name it after me.
xxx
Postanowiłam polatać trochę nad tym gównem.
Autor:
Pola
o
środa, października 20, 2010
0
komentarze
niedziela, 17 października 2010
Parapet.
Psy wyją
Na parapecie siedzę
Ulice zwieszone niezdarnie z tym chodnikiem kostrobatym w dole
Śnieg z lewej
Bo tutaj był zawsze
Na skraju dzielnicy od pola
Od wschodu wieje
Psy wyją
Do moich myśli
O tym spacerze w lesie, który się odbyć nie zdążył
Bo jesień...
A teraz zima
I wyją do moich bliskich
Których ubywa i giną
I nikną po miastach
Tak samo odległych jak moje
A raczej już wcale ich nie ma
A jeśli to nie wiem
Telefon zmieniłem...
Nie dzwonię
Siedzę i macham nogami
Z szóstego to sztuka cyrkowa i chwiejna
Framuga wstrzymuje mi ręce
A ręce wstrzymują mnie jednak
Inaczej już dawno bym przepadł
I przepadłbym w śnieg ów bym przepadł
Nad pola sunąwszy pod prąd ów
Pod śnieg ów niesiony
To wiatrem, to wyciem
Jak dobrze mi byłoby opaść
Z daleka od domu od okna
Na drzewa...
Na drogę...
Na lipiec...
Na środek świeżego miesiąca gdzie
Troski nie gryzą nie gniotą
A wokół nikogo i upał
Co włosy przemieniłby w złoto
Zapomnieć że zima i zgrzyty
Że wycie przenika przez ściany
I poczuć na sobie tę ciszę
I ową się ciszą dokarmić
I poczuć na sobie tę ciszę
I ową się ciszą dokarmić...
Autor:
Pola
o
niedziela, października 17, 2010
0
komentarze
S&P
Nie, nie nie!
Nie nabierasz realnego kształtu!
Przestajesz brzmieć w moich ustach!
Przestaję cię wymawiać!
Przestaję w to wierzyć!
Za długo żyłam tą ułudą.
Jest za późno na papierowe myśli.
Nie chcę cię tu.
Możesz już iść.
Idź sobie.
Autor:
Pola
o
niedziela, października 17, 2010
0
komentarze
fight me.
Nie mogę patrzeć dziś na świat.
Znienawidziłam ludzi.
Poddałam się eutanazji.
Nie było nas już tyle lat.
Aluminium przy ustach.
Węgiel w płucach.
Ciężkie godziny.
Autor:
Pola
o
niedziela, października 17, 2010
0
komentarze
sobota, 16 października 2010
Up to do now.
Początek totalnego rozkładu myśli.
Zamknąć się w ścianie, założyć ciemny koc na codzienność.
Ułatwić sobie umieranie.
Wszczynać bójki.
Zaniemówić na trochę.
Wejść na szafę i śmiać się ze swojej pomysłowości.
Kupić sobie prezent i odpakować go na święta.
Zmienić ulubiony kubek.
Zaczynam wierzyć, że mi się uda to.
Autor:
Pola
o
sobota, października 16, 2010
0
komentarze
piątek, 15 października 2010
Przedziera się przez mgłę muzyka Stereophonics.
Przed chwilą była COMA.
Ja znów czuję jesień za dokładnie!
Autor:
Pola
o
piątek, października 15, 2010
0
komentarze
Nadal. to niewyobrażalne, że nadal!
WYJDŹ MI Z GŁOWY PANIE PŁOWY!!!
Autor:
Pola
o
piątek, października 15, 2010
0
komentarze
Zdelegalizować szczęście.
W sumie wymieniamy się bez drogi, bez znaczenia. To już niczego nie zmieni. Jesteśmy w kratkę. Jak ten cały ból świata. Bo cokolwiek powiesz, będzie wykorzystane przeciwko Tobie.
Nie ma w nas nic z magii, nie ma nas w tym międzyczasie.
Nie uzbieram nigdy tylu bzdur, nie nadławię się tlenem.
Drogi wiodące po nic.
Czego teraz nie wypowiem, czego nie zdołam zrobić...
Nie zdążę ponaglić czasu.
I jeszcze nie ocalają mnie noce płaczu.
Jeszcze nie zamierzam cię oswoić.
To jest w nas.
To trwa.
Autor:
Pola
o
piątek, października 15, 2010
0
komentarze
wtorek, 12 października 2010
Nieidealne nocne nieba.
Tu było coś napisane, ale zamazałam to.
Muzyka Stereophonics mnie przygnębia.
To już ten czas, gdy wychodzę na łowy.
Czas wyjść na świat.
xxx
Próbujemy unieszczęśliwiać się na siłę tej jesieni.
Jest w nas coś z tragedii w tych październikowych popołudniach.
Melancholijny posmak w ustach.
Czas pozamykać okna.
Autor:
Pola
o
wtorek, października 12, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 11 października 2010
Do człowieka.
Zastygam w niepozie
W niemrawości
W nieprawości
Do snu.
Te pretensjonalne popołudnia
schyłku lata
i pomarańczowy sen.
Wdychasz mnie
Zamierasz w niepokoju
W przedpokoju
Do nocy.
Postanawiasz mnie kochać.
Otwieram oczy.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, października 11, 2010
0
komentarze
sobota, 9 października 2010
Szepczę. Tak jakbym mówiła sekret.
Rozchylasz usta.
Nie wiedziałeś.
Ta wszechwiedza jest czarująca.
Odbieram Ci wolność.
Odbierasz mi sny.
Jest w nas coś z chemii.
Autor:
Pola
o
sobota, października 09, 2010
0
komentarze
Jaki sens ma ten gorzki posmak w ustach?
Kto dał nam prawo do ucieczki?
Jak się żyje po drugiej stronie muru?
Wiosna zielenieje z ptakami.
One zawsze niosą wiatr. Zawsze.
Dym wypełnia dni.
Jak mogłeś nie zauważyć tej wolności tuż tuż?
Umarłeś jak małolat.
Nikt nic nie wie.
xxx
Dziś młodo umiera świat.
Autor:
Pola
o
sobota, października 09, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 4 października 2010
Zwyczajnie o tej porze.
Nie nakochawszy się do syta, nie wypaliwszy ostatniego w życiu papierosa i spojrzawszy w czarną maślaną noc, zamknąłem okno. Wróciłem do łóżka i postanowiłem umrzeć.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, października 04, 2010
0
komentarze
niedziela, 3 października 2010
AA
Moje pijaństwo jakoś nigdy mi nie przeszkadzało dopóki pamiętałem o swoich urodzinach i urodzinach mojego kota. Zawsze przychodziłem wtedy z pracy, w urodziny kota mego i śpiewałem mu 100 lat otwierając kolejną Tatrę Mocną. Dawałem mu Whiskas, wygrzebany gdzieś na promocjach po 3,99.
Moje pijaństwo nawet świetnie ze mną współgrało. Co prawda, myłem zęby o najróżniejszych porach dnia i nocy, śniadanie jadłem w okolicach pory kolacji, a zmieniałem ubranie co 2 dni. Jednak czułem się spełniony otwierając białe wino pod koniec strudzonego dnia. Zawsze przed otwarciem butelki, tudzież puszki modliłem się o jutrzejszego niekaca. Traktowałem picie jako nagrodę za ciężki dzień, a kaca jako karę za nieodpowiednią nagrodę. To ciężko wytłumaczyć. Jeżeli miałem - w moim mniemaniu - ciężki dzień i pozwalałem sobie na 7 piwek przed pójściem spać, a ktoś inny nie uważał, bym miał ciężki dzień, to karał mnie kacem. Jeżeli rzeczywiście był to ciężki dzień i miałem podstawy ku temu, by nagrodzić się alkoholem, kaca nazajutrz nie było.
Z biegiem czasu i kac minął i zastanawiałem się, czy tak naprawdę ma być. Czy to jakiś podstęp i czy te wszystkie kace się nie skumulują w całość pewnego dnia pod postacią niewyobrażalnego bólu i kurczy mięśni. Okazało się, że nigdy po prostu nie trzeźwiałem, leciałem na gazie 24 godziny na dobę. W pracy szło mi wyśmienicie, ludzie mnie chwalili, ale ja miałem w sobie to poczucie winy za niekaca. Wyraz KAC wisiał nade mną jak fatum i czekałem tylko kiedy na mnie spadnie...
Pewnego dnia zapomniałem o urodzinach kota. Spojrzałem od niechcenia na kalendarz późną nocą już nieźle zrobiony. I oprzytomniałem. To dziś. A kot nie dostał Whiskas. Było już za późno, by cokolwiek kupić, tak więc schlałem się jeszzce bardziej, próbując zapomnieć o mojej porażce. Tego dnia straciłem przytomność. Nie odzyskałem jej już nigdy więcej.
Autor:
Pola
o
niedziela, października 03, 2010
0
komentarze
sobota, 2 października 2010
Zastanawiam się co napisać. Skoro nie wiem, to jaki jest sens pisania czegokolwiek? Nie chce mi się stwarzać dziś fikcyjnego świata, w którym i tak się nie znajduję, nie chce mi się wymyślać osób i osobowości, nie chce mi się pisać wierszem, nie chcę pisać rodzajem męskim, nie mam zamiaru też fałszować wspomnień. Może po prostu napiszę coś od siebie... Może po prostu będę sobą w ten wieczór... Ponoć Goethe miał tak, że on sam nie pił alkoholu, ale wszyscy jego bohaterowie chlali na umór, tak samo było z samobójstwem. On sam myslał o samobójstwie, ale żeby ostatecznie nie skończyć z sobą, kazał Werterowi strzelić sobie w łeb. G. przelewał cały Weltschmerz na swoich bohaterów. A ja dziś chcę coś od siebie... Więc co dokładnie to oznacza? Nie chcę nic przelewać? Widocznie nie. Nie chcę dziś nikogo schlać, nikogo zabić? Widocznie nie. Jakoś dziś jest tak dobrze jak jest i zastanawiam się JAKIM CUDEM? A tak jakoś. Prowadzę dialogi ze ścianą, rozmawiam z czasem. To jakoś mi wystarcza dzisiaj i nie mam się siły silić na zabicie kogokolwiek...
xxx
Borges? Niee chyba nie to jednak. Borges: Człowiek szczęśliwy nie chce pisać, w zasadzie nic nie chce robić, chce po prostu być. Czy to z Borgesa stan znowu? Ja mówię nie, ale co powie sam On? To już ten stan? Ej, Jorge Luis, to już ten stan?
/wydaje się nie, ale próbuj, próbuj wariatko!/
Autor:
Pola
o
sobota, października 02, 2010
0
komentarze
piątek, 1 października 2010
blagam zeby jak najpredzej zdelegalizowac szczescie wolnosc niech w paragrafach kare smierci ma uniewaznic abolicje stworzyc tajna policje i szczesliwej milosci tropic kazdy slad!!!!!!
Autor:
Pola
o
piątek, października 01, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 27 września 2010
20.54 meldunek w domu.
Trochę przesada.
Jakiś zły ten dzień.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, września 27, 2010
0
komentarze
niedziela, 26 września 2010
Dzis świat jest moim największym wrogiem.
Pokazał mi środkowy palec. Dziś, wczoraj, przedwczoraj...
Ja trochę mam już tego dość i to już trochę nie jest śmieszne...
Jestem od 6.30 na nogach, to środek nocy! Bez śniadania, w deszczu, wychodzę do pracy. Czy to naprawdę już będzie tak wyglądać?
NAPRAWDĘ?!?!?
/CHORA, Z NOGĄ WIELKOŚCI ARBUZA, ROZCZAROWANA, SMUTNA, ZŁA I NA NOGACH O 7 RANO, CO SIĘ CHYBA WSZYSTKO ZE SOBĄ WIĄŻE.../
Dam znać jak wrócę z misji.
Autor:
Pola
o
niedziela, września 26, 2010
0
komentarze
mixtape
I don't like you anymore
You made me feel like whore.
Autor:
Pola
o
niedziela, września 26, 2010
0
komentarze
.
Dziwnie brzmisz w moich ustach.
Wymawiam cię z rozwagą
I sama się dziwię
Że zaczynasz nabierać realnego kształtu.
Autor:
Pola
o
niedziela, września 26, 2010
0
komentarze
wtorek, 21 września 2010
XX(X)
Jest w nas taka moc, że kochamy naszą wolność. Ptaczyznę. Poprawiasz włosy, malujesz usta. Przyglądam się Twojej niewierności. Dziś będziemy stykać sie dłońmi z całych sił, kochać się z całych sił, tak jak kochamy Naszą Matkę Ziemię.
Autor:
Pola
o
wtorek, września 21, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 20 września 2010
T. H.
Powinnam już dawno nie żyć, rozkładać się w cudzych myślach.
Ale ja tu jestem wciąż i uprzykrzam wam nieskazitelne jestestwo.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, września 20, 2010
0
komentarze
niedziela, 19 września 2010
5 am
To jest ta najczarniejsza część nocy.
Gdy myśli przybierają realny kształt.
Są jakby głośniejsze.
Papierosy smakują lepiej.
Piękno jest zbyt silne, by je przespać.
Rozmowy półszeptem o tajemnicach.
Najlepsze rzeczy dzieją się w nocy.
Najstraszniejsze rzeczy dzieją się w nocy.
Autor:
Pola
o
niedziela, września 19, 2010
0
komentarze
Spojrzała w lustro. Oczy ze wczoraj. Włosy w nieładzie. "Tak więc wygląda księżniczka, o której mówił tata?" Huk w głowie, niesmak w ustach. Ubiera się powoli, chwiejąc się na nogach.
-Czy ty naprawdę chcesz ze mną wchodzić w bliższą relację? - przebrzmiewają skrawki rozmowy ze wczoraj - Wiesz, ja śpiewam w aucie, nie czeszę włosów i oglądam nudne programy w telewizji. W ogóle jestem nudna.
Waży się. Znów 3 kilo więcej. Kalendarz pokazuje zero zadań na dziś. Bardzo ją to cieszy. Nie musi nigdzie wstawać, z niczym walczyć, o niczym myśleć.
-Wiesz, ja jestem bardzo trudną osobą ("daj mi spokój!"), nie umiem z nikim żyć na pół, nie znoszę kompromisów ("stary, zrozum, nie podobasz mi się"), jestem romantyczna ("ja ci kurwa zaraz w dupę wsadzę jakikolwiek seks ze mną!"), poza tym lubię słuchać Craddle Of Filth do snu ("jesteś ciota").
-Kocham cię.
-To u mnie czy u ciebie? ("niech stracę")
Przypomniała sobie. Zasiada zatem na skraju łóżka ze skrawkiem listu. To był jedyny list, o którym pamięta. Dostawała wiele listów. Ten zapamiętała jednak na życie i nosiła go zawsze przy sobie.
Cicho na skraju łóżka zapłakała, zakwiczała przeraźliwie rozdzierającym rykiem. Miała dość takiego życia. ("Przyjdźcie i zabijcie mnie wszyscy!")
Uczesała włosy. Postanowiła przeżyć jeszcze jeden dzień. Tym razem inaczej.
Autor:
Pola
o
niedziela, września 19, 2010
0
komentarze
sobota, 18 września 2010
Heavy in your arms.
I LOVE YOU.
...Whispering like it was a secret.
Autor:
Pola
o
sobota, września 18, 2010
0
komentarze
czwartek, 16 września 2010
Powracasz mi tu. Nie chcę cię. Nie teraz, nie na nigdy. Na wieki wieków.
Amen.
Autor:
Pola
o
czwartek, września 16, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 13 września 2010
Patrzę na pusty dokument tekstowy. Kursor mruga. I mruga. I mruga. Tak jakby się niecierpliwił: "kiedy coś napiszesz kretynko?"
Totalny brak zainteresowania dzisiaj pracą z mojej strony. W taki sposób, że coś tam skubię, ale nie mam tego polotu, tego bujania się na granicy snu, tej lekkiej ręki. Z każdym słowem dzisiaj walczę. Może to znów moje niewyspanie? Niedospanie... Nikt się nie rodzi Baczyńskim. Ponoć talent trzeba ćwiczyć. My, pisarze mamy zgoła inaczej. Piszemy, kiedy nie musimy. Kiedy musimy, nie piszemy. Tacy już dziwni jesteśmy. Odpakowuję ciasteczko. Nigdy nie będzie już takie przepyszne. Zjedzone łapczywie w jednej z przerw. Jakby ukradkiem.
Dziś jestem taka głupia!
Autor:
Pola
o
poniedziałek, września 13, 2010
0
komentarze
niedziela, 12 września 2010
Gdzieś ja.
Dziś przeczytałem w porannym apdejcie portalu informacyjnego, że co drugi kot miewa lęki. Spojrzałem więc na mojego kota. Wydawał się być normalny, czyli, jak zawsze: z miną chęci zagłady świata.
xxx
Przeszukałem cały strych w poszukiwaniu tej książki o Księżnej Dianie. Tam było napisane, jakie oczy miała Księżna Diana, a ja tak bardzo chcę sobie przypomnieć jej oczy!
co prawda, mogę wejść na google i sprawdzić, ale to nie to samo.
xxx
Zawsze wieczorem puszczam sobie ten zapomniany album Emerson Lake and Palmer, po czym dochodzę do wniosku, czemu cały czas nazywam go: "zapomniany", skoro słucham go co wieczór? Muszę to przemyśleć...
xxx
Czasem marzę o dziewczynie. Żeby przyszła do mnie i została już do końca dni. Następnie, jak patrzę na mój rozkosznie kawalerski bałagan w kuchni, myślę sobie, że może jednak nie.
xxx
Obudzony sygnałem o 4 rano na komórkę, dochodzę do wniosku, że muszę wyłączać dźwięk gdy kładę się spać.
xxx
Meksykańskie psy są znane z tego, że gryzą ludzi. Zadziwiające...
xxx
Rano słodzę kawę. Wrzucam 8 łyżek cukru, po czym kawę wylewam, bo i tak jest za gorzka.
xxx
Jestem znany z tego, że na każdy kontakt w moim telefonie ustawiam inny dzwonek. Adekwatny do danej osoby. Szukałem telefonu u kumpla. On zaoferował się, że zadzwoni na sygnał i takim oto sposobem znajdę zgubę. Zanim zdążyłem powiedzieć, że nie trzeba i żeby tego nie robił, on już wybrał numer. Było słychać zdławione: "You're a faggot, faggot, faggot!" Tego wieczora dowiedziałem się dwóch rzeczy: telefon jest za tapczanem i że nie mam już kumpla.
xxx
Koledzy w podstawówce mówili o mnie, że jestem dziwny. NIE JESTEM DZIWNY, JA TYLKO LUBIĘ CZYŚCIĆ WAZONY!
xxx
Zawsze gdy mam napisać następną książkę, kursor miga nieubłaganie. Ile razy mignie kursor, tyle stron mam napisać - narzucam sobie. Potem zdaję sobie sprawę, że bardziej skupiam się nad liczeniem mrugnięć kursora, aniżeli na faktycznym pisaniu.
Autor:
Pola
o
niedziela, września 12, 2010
0
komentarze
Zachorowałam na świat dzisiaj. Do wszystkich komórek dopływa czystsza krew, serce tłoczy radość, sen się spełnia.
Autor:
Pola
o
niedziela, września 12, 2010
0
komentarze
Dziś tak jakoś wspaniale. Telefony sprzedają świetne wiadomości, listy pisane od serca. I pogoda raczej na plus. Do tego w głowie dawno niesłyszany szum. Muzyka Casiokids i przejmująca książka. Nie odbierzesz mi tego!
xxx
Zawsze rano, w deszczowe dni zbieraliśmy się razem na klatce schodowej modląc się o słońce. Jak nie było co robić, zapalaliśmy papierosai rozmawialiśmy o nowych grach komputerowych. Marta zawsze przynosiła jogurt z ziarnami zbóż (polubiłam go dzięki niej). Spędzaliśmy na tej klatce całe dni, kłanialiśmy się sąsiadom. Błażek przynosił z domu ciepłą herbatę i cukierki. Ja wynosiłam z domu obiad i dzieliłam się z sąsiadami. Każdy zresztą przynosił obiad. Mentos opowiadał o kolejnej nieudanej randce, nie wiedząc że Maga oddałaby duszę diabłu za jeden film z nim na pół. Inni sąsiedzi skarżyli się na dym na klatce. Zazdrościli nam po prostu, że mamy co robić w deszczowe dni.
Jak było słonecznie, wszyscy wychodziliśmy na rower. Puszczaliśmy sobie nawzajem sygnały na stacjonarny i było wiadome, że za 15 minut na dole z rowerem. Czasem w środku nocy zdarzały się sygnały. Schodziłam zatem z moim Scottem na dół i jazda parku! Była nas szóstka. Marta, ja, Błażek, Mentos, Maga i Szi. Za to, że było mi dane mieszkać w jednej klatce z nimi - dziękuję.
Teraz wszystko się rozpadło raczej. Mentos i Maga założyli rodzinę na drugim końcu Polski, Maga jest w ciąży po wielu nieudanych próbach. Dziś przyszedł od niej list. Mentos jest szefem w wykwintnej restauracji (zawsze obiady jakie przynosił były najsmaczniejsze, może ma z tym związek jego późniejszy zawód?) Marta mieszka nadal w tym samym bloku i jest nauczcielką w szkole podstawowej, praktycznie nie mamy już ze sobą kontaktu. Błażek się doktoryzuje na Wydziale Nauk o Ziemi. Szi założył swój własny biznes i często podróżuje do Chin, nie ma go praktycznie w kraju. Zastanawia się nad przeprowadzką do Chin. Wpada czasem na święta, wtedy idziemy na piwo i opowiadamy sobie o naszych teraźniejszych życiach jak i wspominamy przeszłe... Dziś napisał, ze wraca w grudniu i że się musimy spotkać. Ponoć zapuścił włosy i przestał nosić okulary (soczewki...). Jakoś to życie idzie naprzód. Błażek planuje wesele w marcu.
A ja? Teraz jak idę do Tesco na piechotę (to wcale niedaleko) to zabieram ze sobą jogurt z ziarnami zbóż i zdarza się, że wieczko w torebce pęka...
Autor:
Pola
o
niedziela, września 12, 2010
0
komentarze
Bloc Party.
Jakoś tak bez większych emocji. So, what is the fuzz all about?
Autor:
Pola
o
niedziela, września 12, 2010
0
komentarze
niedziela, 5 września 2010
Zastanawiałeś się pewnie co robię godzinami po nocach. Ja Ci powiem. Obmyślam plan zagłady świata. Proste? Proste!
Głupie pytania, głupie odpowiedzi.
I nie tyj już, na Boga. Wyglądasz jak pełny kontener na śmieci!!
Autor:
Pola
o
niedziela, września 05, 2010
0
komentarze
wtorek, 31 sierpnia 2010
Wciąż nie możemy uwierzyć, że niebo jest częścią nas.
Siedzimy wciąż na tej samej ławce z Rachmaninowem po lewej.
Jest miłość.
Autor:
Pola
o
wtorek, sierpnia 31, 2010
0
komentarze
18.11.
Byłeś tu. Jeszcze czuję zapach Twoich myśli.
Na pewno przyszedłeś, by przeprosić za krzywdę.
Zrozumiałeś gdzie jest Twoje miejsce.
Mam dowód, że mnie znasz:
Niezmyty pocałunek z bladej ściany i odciski palców na moich łzach.
Zaraz wybuchniesz. Powiedz słowo, a wybaczę.
Milczysz.
Suchy deszcz przegrał z jesiennym bladym słońcem.
Nie byłeś tu. Nawet nie chciałeś...
Nie wiedziałeś nic oprócz tego, że kochasz nie tą dziewczynę.
Podarowałeś mi ważny koniec moich złudzeń.
Słońce zaświeci jeszcze dla nas wszystkich.
Dla mnie może trochę słabiej.
Autor:
Pola
o
wtorek, sierpnia 31, 2010
0
komentarze
!
-I have to ask myself one question: do I feel lucky?
-Well do you, punk?
Autor:
Pola
o
wtorek, sierpnia 31, 2010
0
komentarze
W czwartek do dziekanatu oddać pracę. To takie dziwne. Magister? Przecież wiele ludzi tak robi, dla mnie to jednak dziwne. Nie nadaję się na magistra jeszcze. Jestem za niedosrosła, jestem za niepoważna. Ja wciąż lubię huśtawki i kreskówki na Cartoon Network. Nie chcę tego dorosłego życia jeszcze. To mnie przerasta. Może dlatego podświadomie odwlekam datę mojej obrony? Nie chcę... Ale za przedłużanie dzieciństwa płaci się 1800...
Autor:
Pola
o
wtorek, sierpnia 31, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
OK daje tlen
Znów moje plany spełzły na niczym. Znów zajęłam się tym, czym nie powinnam. Cały dzień z odkurzaczem w łapie, hm, w sumie niezły start. Start w powszedniość. Start w porządek. Jak mam burdel tu, to niech przynajmniej porządek będzie tam.
xxx
Z rozumem na Pan. Z uczuciem za Pan brat. Koniec świata już blisko. Dziś tym oddycham.
xxx
Czasem mam ochotę potargać te strony z kalendarza, ale tylko czasem, bo przecież tak świetnie się do nich wraca. Wszystko odmerzam latami. To ile lat już będzie? Ty plus ja to jakies parę ładnych lat. W przyszłości, nie teraz.
Żeby szybko przeszło to nieposkładanie. Nie chcę tego zszywać, za cholerę nie mam ochoty ani siły na to. Tylko modlę się o niezwariowanie.
Poskładaj mnie.
OK.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, sierpnia 30, 2010
0
komentarze
niedziela, 29 sierpnia 2010
NY.
-Being poor in NY is like being rich in Poland.
-Why you say so?
-Oh, hellloooou! It's New York City! Cabs are yellow there!
Autor:
Pola
o
niedziela, sierpnia 29, 2010
0
komentarze
This is a new shit.
Unieszkodliwiam Cię. Wdzieram się do myśli i obezwładniam. Ty skręcasz następnego papierosa, nie myśląc o mnie wcale. Twoje życie jest przepełnione niemyśleniem o mnie. Ja obgryzam paznokcie słuchając najnowszego albumu Klaxonów. Pytałeś się mnie, czy potrafię się jeszcze zmienić. Dobrze wiesz, że nie. Walczę z telefonem dzień w dzień próbując w myślach nie układać sobie rozmów z tobą.
Wiem, że gdzieś w paralelnym życiu myślisz o mnie czasem. Ale tylko wtedy, gdy trzeba wynieść śmieci. I czasem się uśmiechniesz na myśl o mnie, bowiem pamiętasz te namiętne noce w Montrealu.
Nie przyznasz się, ale często ci się śnię.
Autor:
Pola
o
niedziela, sierpnia 29, 2010
0
komentarze
Dzwonisz do mnie o 2 nad ranem. Wiesz, że normalni ludzie już o tej godzinie śpią? Masz rację, ale to nie ja, więc co chciałeś?
xxx
W powietrzu czuć zimę. Ja nie chcę. 10 stopni i kurtka jesienna.
xxx
Weekend miałam fajny, Bonobo na żywo. Cały czas tym żyję. I mały afterek u mnie. Ładnie, ładnie.
Autor:
Pola
o
niedziela, sierpnia 29, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Siedzę na balkonie, jest ani zimno, ani ciepło.
Na całej dzielnicy czuć jedzeniem.
Sąsiad będzie miał spaghetti na obiad.
Kocham to niedzielne lenistwo każdego dnia.
Z wiatrem na ty.
Ze słońcem na już.
Za to, że nie trzeba ubierać kurtki, kiedy wygląda się za okno.
Dziękuję.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, sierpnia 23, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
The B.
Studiowała geografię. Nie znała żadnych z montralskich wybrzeży. Nie odróżniała stalaktydu od antarktydy. Zastanawiała się dlaczego bierze ją natchnienie na napisanie znów jakiejś ksiązki jak ma zasiadać do nauki. Pisała po nocach z wielką rozwagą. O podróżach. Nie do Grecji, czy Andaluzji. O podróżach wgłąb siebie.
Raz nawet wyjechała. Z pewnym panem, który palił czerwone Marlboro, miał wąsa i dawał jej 30 euro za to, że będzie go bić paskiem od spodni. Zwiedziła kilka klubów, przeszła się grecką ulicą ze dwa razy, po czym wróciła. Uciekła.
Po przyjeździe oglądała gorączkowo filmy Tima Burtona i pisała. Spadła o rok niżej w swej edukacji. Nie przejęła się tym. Codziennie otwierała nową paczkę gum-kulek i żuła wszystkie jednocześnie.
Nie skończyła tej szkoły.
Poznała mężczyznę o 5 lat starszego od niej. Spotykali się. Ona przypadkiem pokazała mu swoje książki. Napisane ręcznie, niebieskim atramentem. Spodobały mu się. Czytał jej okropny charakter pisma godzinami, po czym przepisywał na komputer. Pewnego dnia zaniósł druki do miejsca swojej pracy. Był wydawcą. Książki się przyjęły, zrobiły furorę. Ona dowiedziała się o swojej sławie na ulicy, patrząc na witryny pobliskich księgarń. Spytała go. On odpowiedział: niespodzianka.
Ona się obraziła, bo to był jej wewnętrzny świat, teraz każdy ma do niego dostęp za 35,50.
Zmieniła zdanie jak przyszedł czek.
Żyła długo i szczęśliwie.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, sierpnia 16, 2010
0
komentarze
wtorek, 3 sierpnia 2010
Ty jesteś mi znana! Jak ta rosa niedzielna. Wdzierasz się nam do ogrodu, rujnując zapasy. Jesteś mi znana. Niecodzienna, z nienacka, z zaskoczenia. Jesteś mi znana. I Twój uśmiech... Twoje włosy. Bywałaś tu i ówdzie. Znam Cię dobrze. Nic o tym nie wiesz. Wiem, jak się uśmiechasz i jak ogarniasz włosy do tyłu. Uwielbiam cię słuchać w tłumie, udaję, że się znamy. Ty mnie nie znasz. To Ty jesteś mi znana. Wiem, gdzie mieszkasz i wiem jak nie wymawiasz "r". Jestem tylko trochę ciekaw jak zaistniałaś w tym świecie. To przecież nie Twoja bajka, to przecież nie Ty. Ty jesteś mi znana, a w opowiadaniach ludzi zupełnie inna.
Czasem odwiedzisz mnie w snach. Opowiesz jakiś ciekawy żart. I znikasz.
Nie umiesz pływać, nie cierpisz kuchni meksykańskiej, nie nauczyłaś się norweskiego mimo wielu starań... Nigdy nie kłaniasz się pierwsza, nie śmiejesz się z nieśmiesznych żartów, nie lubisz kobiet. Przecież Ty jesteś mi znana! Nie słuchasz Boba Dylana i Deep Purple, lubisz za to mięso. Możesz je jeść na kilogramy. I kukurydzę.
Czasami widzę cię w przedśnie, czasem mówisz do mnie. Opowiadasz mi o tym , jak pragniesz miłości i o tym, jak bardzo chcesz być kimś.
Jesteś przecież kimś. Dla mnie. Dla muzyki, którą tworzysz chodząc. Nie pytam Cię o nic, sama odpowiadasz na niezadane pytania.
Uwielbiam Cię. Bo właśnie Ty jesteś mi znana.
Autor:
Pola
o
wtorek, sierpnia 03, 2010
0
komentarze
sobota, 31 lipca 2010
Jak przeżyć Cię, życie?
Od przypadku do przypadku.
Od chwili do chwili.
Od muzyki do nut.
Jak do raju stąd.
Autor:
Pola
o
sobota, lipca 31, 2010
0
komentarze
piątek, 30 lipca 2010
Nie było cię tu. Nie widziałeś tego. Nie uśmiechałeś się do mnie. Mówię do ścian. Do luster. Do nas na zdjęciu.
xxx
Zrobić coś, wstać, nauczyć się, żyć.
Autor:
Pola
o
piątek, lipca 30, 2010
0
komentarze
piątek, 23 lipca 2010
Bullets are the beauty and I don't know why
Blistering sky!
Wakacje w Kato. Pełna Mariacka. Szy, Natalex i ja.
Gimme someone I could love.
Autor:
Pola
o
piątek, lipca 23, 2010
0
komentarze
sobota, 22 maja 2010
Byłam wczoraj na świetnej imprezie. W jadącym tramwaju. Mój znajomy organizuje takie imprezy. Skorzystałam. Wyruszyliśmy za 10 dziewiąta spod Teatru Wyspiańskiego. W tramwaju prawie 200 osób, ścisk i duchota, a okna ledwo dało się uchylić (Karlik)... Ja zaraz przy głośniku (do teraz jestem przygłucha), ale świetnie się bawiłam, to było coś. Najpierw pojechaliśmy na Pętlę Słoneczną (tak, tak - blisko mnie), potem azymut na Brynów, a następnie do Chorzowa i z powrotem. I znów na Brynów. I znów na Chorzów. Krążyliśmy prawie 3 godziny. Jakie to wspaniałe, że umiemy sobie coś takiego zorganizować. Impreza naprawdę przednia, to jedna z lepszych przygód jakie udało mi się doświadczyć. Cudo. Był też Gałbi, Lucas (poczułam się prawie jak w Tworogu, hahah), a ja miałam ze sobą Martę. Marta szalała na siedzeniach, ja wzięłam się za rurę (jak to ja zwykle :D). Potem after w Zanzi. W Zanzi jakoś za dużo ludzi. W ogóle nie przepadam za tą knajpą za bardzo. Gałbi z ekipą pojechali odwieźć tramwaj i wziąć auto. Mieli wrócić autem. I wrócili po jakiejś godzinie. W Zanzi spotkałam Pawła kuzyna. Z Gałbim i z Dagmarą wymiatałam na parkiecie. Dziś bolą mnie wszystkie kończyny. To się nazywa impreza udana, jak cię bolą nawet włosy od tańczenia (nie, to nie kac, ku zdziwieniu memu :D)
BYŁO PRZEFAJNIE! Polecam wszystkim taką imprezę, a teraz się szykuję, dziś liga mistrzów i wiśnióweczka w plenerze, ave!
Autor:
Pola
o
sobota, maja 22, 2010
0
komentarze
czwartek, 20 maja 2010
Poznałam kiedyś kogoś, kto pisał wspaniałe opowiadania. Siadał z papierosem i buteką wina i pisał od ręki. Poznałam kogoś, a on zmienił mi życie. Pił wódkę na potęgę, sikał przez balkon, miał włosy w artystycznym nieładzie i golił pachy. Siadałam często i patrzyłam jak pisze. Papieros, łyk wina, papieros. Stuk stuk stuk po klawiaturze. Olśniona, w letniej sukience podpierałam głowę ręką w zachwycie. Był wszystkim tym, co nazywamy "artystą" - nieposkładany w swej manierze, roztrzepany, z wiatrem i deszczem na ty. Bywały dni, kiedy mówił: "ty się, wariatko, do niczego tu nie nadajesz, idź już stąd" - siedziałam nadal. Żył w szale. W zapale. W nocy. Zasiadał codziennie. W tym swoim szale, był na tyle poskładany, by usiąść codziennie i pisać po nocy. Nie, nie powiem kto to był. Wiem tylko, że zmienił mi życie. Zapragnęłam być taka, jak on.
Nic się nie liczy. Tylko papieros, łyk wina, papieros.
Autor:
Pola
o
czwartek, maja 20, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 17 maja 2010
Pearls and swines.
Podziurawione myśli Ediego zdawały się krążyć w kółko. Wirowały wraz z pokojem. Pokój był mały, rozświetlony kruchą lampką stolikową. Była noc. W oknie wisiała zżółkła, postrzępiona firana. Obok okna stałą wielka choinka z napisem wesołym i wolnym jak ptak: RADOSNYCH ŚWIĄT. Pod choinką prezent dla Ediego.
- No, wszystkiego najlepszego, chłopie. Byle to dalej trwało. Oby trwało długo... - mówił do siebie - Oto prezent dla ciebie - prowadził monolog.
Edie podszedł do choinki i wytaszczył spod niej prezent za nogi.
- Oto twój prezent, szczęściarzu! - uśmiechnął się szyderczo, popił wino... - no to walimy!
Na podłodze leżały bezwstydne tajemnice świata Ediego - nagie ciało matki. Martwe ciało.
- Zawsze chciałem wiedzieć co knujesz, suko! - krzyknął, napawając się swym urojonym zwycięstwem. Zrobił ofierze szczegółowy ogląd swymi złymi oczami i zauważył, że czegoś brakuje...
- Tu! Tu czegoś brakuje! Mojemu prezentowi czegoś brakuje! - nagle zorientował się, czego brakowało. Sięgnął po brzytwę leżącą na dziurawej kanapie. Krwawą brzytwą potraktował policzek matki.
- Zawsze cię kochałem i tak jest nadal. Nie myśl sobie, że przestałem cię kochać. Kocham cię jeszcze bardziej, kiedy jesteś już tylko moja! - ciął coraz brutalniej martwe ciało. Przestał po chwili. Wziął się teraz za zlizywanie krwi matki. Chciał trwać tą chwilą.
- Zawsze marzyłem, by ci to zrobić... Prawda, że tak jest lepiej? Tak cię kocham, mamusiu... - przytulił swoją twarz do tarzy matki. Począł rozkoszować się pyszną krwią. Nasmarował nią całe swoje ciało, a następnie ciało matki. Mazał krwią po najintymniejszych częściach jej ciała.
- Tak cię kocham... Tak cię kocham.... - powtarzał. Sięgnął po wino, brudząc przy tym wytworny kieliszek. - Tak cię kocham... - wylał odrobine wina na jej brzuch. Zaczął zlizywać trunek wraz ze skrzepniętą krwią. Po chwili Edie oderwał się od ofiary, by zaświecić lampki na choince. - Uczcimy te święta. tak jak zawsze. Nie zawiedziesz się na mnie, mamusiu. Nie zawiedziesz się na mnie... -wrócił do nieżywej. Położył się na jej brzuchu, lizał jej krew. Cisza.
Za chwilę milczenie gwałtownie przerwał ryk Ediego: - Co tak tu cicho??? Przecież cię kocham, a ty nic?!?! Nic nie mówisz?! Jak zawsze... Jaką miałaś tajemnicę?! Jaką?! Jaką!?!?!?! - zaczął potrząsać ciałem mamy. Szarpał nią. W lewo. W prawo... A gdy się uspokoił, położył ją sobie na kolanach. Głaszcząc jej włosy, szeptał jej do ucha:
- No bo ja cię kocham... Tak bardzo cię kocham. Chcę, byś już zawsze była przy mnie. A ty chciałaś do tego fagasa. Nie, nie odejdziesz! - spoliczkował pocięty policzek swojej ofiary, odrzucił ją od siebie i wyszedł z pokoju.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, maja 17, 2010
0
komentarze
niedziela, 16 maja 2010
Gin z tonikiem.
- W domu znów nie ma nic do picia. - mówię Gulaszowi.
- Weź się, wódka jest.
- Gulasz, kurwa, ja nie mogę codziennie chlać. Obudziłam się jeszcze najebana, nie będę doprawiać się wódką. - otwieram szerzej oczy tego brudnego ranka. Rozglądam się na boki. Kto tu wczoraj został na noc? Obok mnie Angelus i Macieńczuk. Na Oleśce leży Szpaku, obok nich Franek i Antek, potem, na samym końcu Alex i Szprycha. Gulasz chodzi po domu w majtkach w paski. Chyba zbiera się do łazienki. Na stole walają się kieliszki, niedopitki wódki. Widzę, że stół się klei od soku porzeczkowego. Niedopałki papierosów leżą na linoleum. W tle gra muzyka. Znów film się urwał, znów będzie kolektywna bezświadomość i próba odtworzenia sobie wczorajszego wieczoru. Pamiętam, jak zaczęłam tańczyć z Gulaszem do "Everybody's fool", a sąsiedzi walili przez ścianę. Chuj z nimi, jesteśmy młodzi, chcemy się bawić i mamy do tego święte prawo.
- Królestwo za wczorajsze wspomnienia, nagrywał ktoś? - zainteresował się Alex.
- Chuja, nie nagrywał! - krzyczy z łazienki Gulasz - wszyscy byliśmy tak najebani, że nie wiemy gdzie się podziały nasze telefony, znów będzie wielkie szukanie, kurwa mać!!
Poranek raczej szary, z kroplami deszczu na parapecie; zdecydowanie za smutny dzień na kaca...
- To jak, zbiorowe leczenie kaca? Musi ktoś coś dziś ogarniać?
Reszta ludzi obudziła się słysząc naszą głośna skądinąd rozmowę.
- Ja nie. -mówi Szprycha. W ślad za nią każdy mówi, że nie. Leżymy zatem dalej z rozkurwem we łbie. Lepiej jest przeżywać tego kaca razem, niż z osobna.
- Dobra - zaczyna Franek - to co się wczoraj działo?
- No na początek "Kosmatagon" - zdaje relację Antek - tam kilka kieliszków jeb jeb! Tequilla, 2 szybkie szoty i na parkiet, nie? Tam się wypociło, to do baru po następne. Kilka lasek przelizałem, kurwa, pasztety, z tego co pamiętam. Ile razy wam mówiłem, byście mnie zabierali od morświnów, jak mnie z jednym widzicie?
- A co ci będziemy zabawę psuć? - uśmiecham się do Antka, jednocześnie wypatrując Gulasza. Ciekawe czy usłyszał mój żart, czy się zaśmiał. Wczoraj powiedział mi, najebany już ostro, bym spierdalała. Ja oczywiście posłuchałam i poszłam wódkę pić. On odpadł, a ja topiłam żale z resztą ekipy. Jak spał, to nie spierdalałam, było już ostro nad ranem, a on jak się obudzi, to i tak nie będzie pamiętał, że tak powiedział. Zostałam. I piłąm tą wódkę. A teraz kac. Kac morderca. To wszystko, kurwa, przez Gulasza, bo jakby mi nie powiedział "spierdalaj", to bym się nie zapominała z tym piciem. A tak? Trzeba było zapić smutki...
- No a po "Kosmatagonie" co się działo? - wracam myślami do rozmowy.
- Jak to, kurwa, co?! - Gulasz wychyla się zza drzwi kibla - Żeście zrobili wiochę na ulicy. Za dużo zielska żeście spalili i chodziliście jak z "Akademii dziwnych kroków", Angelus to gacie nawet rozebrał. Laski się śmiały, no a jak, bo zjarane w chuj, mnie tam do śmiechu nie było, bo mieszkam na tej ulicy do chuja pana!
- Ej no luz, Gulasz. Agrafka się śmiała, a też tu mieszka.
- Tymczasowo - mówię - dopóki nie znajdę niczego innego, nie chcę wracać do rodziców.
- Ej, to dlatego, że ona się z tego śmiała, powiedziałeś jej wczoraj by spierdalała do rodziców? Tak coś mi świta... - zagaja Oleśka.
- Ej no kurwa, po co wywlekasz te brudy? To co było wczoraj, było wczoraj! Dziś jest juz zupełnie inne życie. I szare, i nudne... Daj jednak tą wódkę Gulasz.
- Sama se weź, nie jestem twoim murzynem.
- Gulasz, czy ty w ogóle lubisz tą agrafkę? Bo kurwa, ona wczoraj siódme łzy wylewała za tobą, a ty tak, jakbyś ją miał w dupie. Przeszkadza ci ona? Bo jak tak, może mieszkać u mnie!
- Oleśka kurwa, stul pysk! - Hamuję ją, a ona swoje.
- Niech jest, a że spierdalaj mówiłem to nie pamiętam. Musiałem być już ostro najebany, nie ogarniałem, no agrafka, wybacz, żalu nie ma.
- Spoko Gulasz... Nic się nie stało.
Podchodzi na łóżku, skrada się Oleśka i mówi półszeptem przez leżące osoby:
- Czemu ty się dajesz tak traktować, głupia? On cię poniża. Lubisz tak?
- Zawrzyj ryj. O wiele bardziej cię lubię jak jestem najebana!
- Dobra, kurwa, skończcie te babskie gadki, co się działo po "Akademii śmiesznych kroków"? - pyta Szpaku.
- Mnie się już film urwał tu. - zaznacza Antek
- No aj się nie dziwię! Tequilla podziałała! - odpiera Szprycha.
- Ty się nie pucuj Szprychalska, bo to nie ja rzygałem ludziom pod oknami. Jak ci wyszli popatrzeć, przez okno się wychylali, to żeś mówiła: "przepraszam, ja jestem z Łodzi, u nas inaczej się pije". No w ogóle what the fuck?? - odgryza się Antonio.
- Hahaha, mo rzygać rzecz ludzka, kurwa. Się wyrzygałam to lepiej mi było, nie to co ty, cały wieczór z dupy, bo cię trzeba było nosić wszędzie jak balast.
- Dobra, odchodzimy od tematu, co potem się działo? Wie ktoś? Przypomina sobie? - Macieńczuk drapie się po karku.
- Ja mam przebłyski... y... Dyskoteka? - Franek kontunuuje temat.
- Taaaa dyskoteka - schodzę z łóżka po wódkę i biorę łyka z gwinta. Nie czuję jej smaku, musiała wywietrzeć przez noc, bo nikt nie zakręcił butelki - dyskoteka numer dwa gdzie Antek siedział w boksie i lizał jakąś zwalistą blondynę.
- No nie mów, że to prawda!
- Prawda najświętsza, Gulasz świadkiem!
- Tak, tak, prawda. Kurwa, ty masz wzięcie u najobleśniejszych lasek w tym mieście. To się nazywa pech, stary.
- No i zwyczajnie - opowiadam dalej - polała się wiśnióweczka, piweczko i tequille. Gulasz zjebnął whiskey z lodem. Wyszedł na parkiet, na balety, na podrywy, coś go tam za tyłek macało, jakaś raszpla nieziemska...
- To gdzie my byliśmy na tej dyskotece w Kurwidołku Pener? - pyta Antek.
- No w "Zwyczajnej" byliśmy... - mówię.
- A potem? Potem? - dopytuje Oleśka.
- Potem przyszliśmy tu. Wzięliśmy jakiegoś kolesia z ulicy na chatę, zagubiony był, ponoć ekipę stracił swoją na mieście, to Gulasz przygruchał, wódeczką poczęstował. On tak siedział i siedział i nawet mądrze gadał o jakichś cząsteczkach w kosmosie i o egzoplanetach gadał... No i Gulasz poprosił mnie do tańca wtedy. Tańczyliśmy tylko my. reszta siedziała. To tak mi trochę głupio było samej tak z nim tańczyć...
- O! I wtedy ci powiedział byś spierdalała i poszedł spać! Tak tak! To wtedy było! Już pamiętam! Przypominam sobie!
- Kurwa i wielkie rzeczy ja pierdolę, stul pysk Oleśka bo jak boga kocham zaraz ci jebnę! - irytuję się nieco.
- Dobra, Agrafka luźno. Kurwa...
- Ale czekajcie, że co? Że jak? Ja kogoś na chatę zawinąłem wczoraj? Nieźle musiałem być najebany...
- No, Gulasz, po "Zwyczajnej" i po twojej whiskey to żeś się w sumie kurwa narąbał. Koelsia nie pamiętam, ale w sumie, to do ciebie podobne, że spraszasz ludzi. - mówi Franek.
- Wszyscy byliśmy wczoraj nieźle nadupieni. - pociągam znów wódkę z gwinta, ledwo się wzdrygam. Nie lubię pić wódki na kaca. Sok porzeczkowy cały na ziemi leży. Mam myśli, czy by nie zlizać...
- Kto do sklepu? - pyta Oleśka.
- Pierdolcie się wszyscy, mam taki czołg w mózgu, że ja do 18 stąd nie wychodzę! - mówi Antek.
- Ja kurwa też nie idę nigdzie - mówi Gulasz. W ślad za Gulaszem i Antkiem poszli wszyscy, nikt nie chciał do sklepu. Mnie się też nie chce, łeb napierdala jak oszalały. Tam mi chyba ktoś zamieszkał i wyżera mi mózg... Postanowiliśmy zamówić pizzę. Franek sennie sięga do swoich spodni, leżących niechlujnie na podłodze. Grzebie i grzebie, a z każdą sekundą rośnie w jego oczach przerażenie.
- Kurwa, portfela nie mam! Ja pierdolę, zgubiłem portfel! I komórkę!
- Ty, kurwa - Macieńczuk sięga do swoich spodni - ja też nie mam portfela!
Każdy zaczyna gorączkowo grzebać w swoich ciuchach. Nikt nie znalazł ani portfela, ani komórki.
- To jest kurwa niemożliwe byśmy wszyscy zgubili portfele!!! - mówi Antek.
- Ty, ale ten koleś! Ten co niby ekipę zgubił. Może on się nie bał i zajebał? - olśniło Angelusa.
- To jest myśl! Kurwa, złodzieja na chatę sprowadziłem. Chuj, kurwa!! Pierdolę! - Gulasz zaczyna panikować - Ktoś pamięta jak wyglądał?
- Co Ty, Gulasz, wszyscy najebani byliśmy. - mówi Szprycha.
- Agrafka, ty pozostałaś przy zmysłach najdłużej. Większość z nas nie pamięta jak się tu znalazła, tu u Gulasza. Ty jeszcze pamiętasz. Pamiętasz jak ten koleś wygląda? I kiedy poszedł? - pyta Franek.
- Jak przez mgłę - mówię - pamiętam. Taki wysoki, czarne włosy, kurtka zielona. Ale też najtrzeźwiejsza nie byłam... O której poszedł to nie wiem, nie zauważyłam.
- Ty, chwila, przypominam sobie! - krzyczy Oleśka - Bo Agrafka do Gulasza powiedziała, że ten gość to chyba nam coś z domu wynosi i że się dziwnie rozgląda. Agrafka była zaniepokojona w chuj, no nie? I mówi Gulaszowi, żeby go wziął stąd, bo jeszcze coś zwędzi. To było wtedy gdy tańczyli oni. No, gdy wy tańczyliście, no nie? I Gulasz mówi, że nie, że to jego gość, że on go tu sprosił i że na pewno nie ukradnie nic. Bo kurwa wódką poczęstowaliśmy i w ogóle... To Agrafka już nie chciała tańczyć, wolała tego gostka poobserwować, se siąść. I wtedy Gulasz ryknął, że jak ona mu nie wierzy to ma spierdalać, a to jakoś już po 3 było. I gdzie oan by się podziała, jak wszyscy tu są a do rodziców jej nie po drodze? I ta siadła wtedy i zaczęła pić. Chyba z Frankiem wtedy na kielony poszli ostro. A koleś kiedy zniknął to pojęcia nie mam...
- No, ja też nie, ale wiem, że zniknął z naszymi porfelami, do kurwy! - mówi Franek.
- Kurwa, kurwa, kurwa! Ja już nie piję! I nie sprowadzam obcych osób do domu! - przyrzeka Gulasz.
- Ja już nie piję i nie liże się z wielorybami! - przyrzeka Antek.
- A ja po prostu spierdalam stąd. Jak najdalej! - Wychodzę trzaskając drzwami - Chuj z wami! - schodzę po schodach uradowana, że czas tej pijackiej meliny mam już za sobą, a z drugiej strony zmartwiona, gdzie się pobędę. Nic, kazali spierdalać, to spierdalam, nie będę się nikomu narzucać. Kocham tego gnoja. Kocham. Ale nie mogę tak żyć. Oleśka ma rację: daję się poniżać. Koniec z tym! Dawno u rodziców nie byłam...
Autor:
Pola
o
niedziela, maja 16, 2010
2
komentarze
Brand new shoes
There's a force stronger than nature
Keeps her will alive
That's how she's dying
She's dying to survive
Don't know what she's made of
I would like to be that brave
She cries to the heaven above
There is a stone in my heart
She lives a life she didn't choose
And it hurts like brand-new shoes
Autor:
Pola
o
niedziela, maja 16, 2010
0
komentarze
wtorek, 11 maja 2010
Niegdyś mi bliska, trzymałaś piwo z sokiem w ręku. Zawsze gryzłaś słomki. To Ty, którą namalował świat, ukształtował mój światopogląd. Byłaś rumiana. Roześmiana. Obok. Nie mogłem pojąć rzeczy dla Ciebie tak oczywistych. Rozstawaliśmy się powoli. Gdy jechałaś do mnie, mówiłaś jedno słowo: "czekaj". Czekałem. Dni. Miesiące. Lata. Ty, z permanentnym papierosem, z oczami ze szkła, a alkoholem we krwi. Tańczyłaś przy latarniach, wchodziłaś w ich blask. Wchodziłaś im w drogę. Byłaś metafizyczna. Mówiłaś mało, za to wiele się uśmiechałaś. Pojawiłaś się w moim życiu... Pamiętasz jak? Z przypadku. Ze skrzyżowania ulic. Wyjawiłaś mi się nagle jako prawda, jako oczywistość. Wiedziałem już wtedy, że będziesz moją religią. Było to tak dawno, moja Ann. Wiem, miało być bez imion, moja Ann. Trzymałaś żonkile? Nie pytam, pamiętam. Nie umiem tylko tego właściwie nazwać. Z biegiem czasu, kiedy poznawaliśmy się, zrozumiałem, że żyjesz w labiryncie. Że nie sposób nadążyć. Że wiecznie błądzisz. Szukałaś wyjścia u innych, nigdy nie u mnie. Jednak stawałaś się coraz bliższa. Tak cicho. Tak bezszelestnie. Siadałaś cicho obok, na ławce, zapalałaś papierosa i byłaś. Dla Ciebie było to takie rzeczywiste. Ja za dużo myślałem. Nie o Tobie. O nas. Zadawałem sobie miliony pytań, jednocześnie wiedząc, że nie mogę Cię o nie spytać. Nawet nie próbowałem. Pogodziliśmy ze sobą swoje życia jakby niświadomie. Byłaś duchem moich dni. Nieobecna obecnościa. Przez mgłę. Uwielbiałaś nucić pod nosem nuty Twoich dni. Każda melodia kojarzyła Ci się z jakimś zapachem, z jakimś słowem, z czymś konkretnym. Miałaś melodię na każdy dzień, na każdą pogodę, na każdą kłótnię. Ty się nie sprzeczałaś - nuciłaś jedynie frazy nienawistnych piosenek. Nigdy Ci nie dorównałem, moja Ann. Wiem, miało być bez imion, moja Ann. I wiem, nie byłaś moja. Byłaś niczyja. Błąkałaś się od domu do domu w poszukiwaniu ciepła. Ja jednak chciałem Cię ogrzać całym sobą, jaskrawością moich dni, moim światem. Nie chciałaś do niego wejść jednak. Wiedziałaś, że jak wejdziesz, to zostaniesz. Nie chciałaś się oswajać. Nie chciałaś przekroczyć tego progu. A ja? Ja wepchałem do środka, spaliłem się w Tobie. A Ty? Uciekłaś. To umiesz robić najlepiej. Uciekać. Dlaczego tak, moja Ann? Dlaczego jesteś tak krucha? Jesteś zasuszonym liściem między stronami moich myśli. Jakimś dziwnym trafem skruszyłaś mi się, rozleciałaś. przeciekłaś przez palce. Przecudownie przeciekłaś. To był ostatni moment, w którym mogłem Cię dotknąć. To był ostatni czas, bym mógł wychwycić tą kruchość w Tobie. Teraz już wszystko wiem, moja Ann. Teraz już nie jesteś metafizyczna. Teraz rozumiem Cię jak nikt inny. Bo milcząco dałaś się poznać. Bo w ciszy dałąś się analizować. Co z nami, moja Ann? Już nie chcesz mnie słuchać, ja wiem. Dlatego piszę list.
Autor:
Pola
o
wtorek, maja 11, 2010
0
komentarze
sobota, 8 maja 2010
wtorek, 27 kwietnia 2010
sobota, 24 kwietnia 2010
.
Cisza dzisiaj jest za głośna. Przykrywa sen.
Cisza dzisiaj jest za głośna. Daleka od wszelkiego bytu i istnienia.
Autor:
Pola
o
sobota, kwietnia 24, 2010
0
komentarze
piątek, 16 kwietnia 2010
....
Mam żałobę w sercu. Większą niż każdy z Was. Z waszą żałobą na pokaz możecie się schować. Mam żałobę w sercu. Największą ze wszystkich. I uśmiechać się trudno. I przemawiać jest trudno. Dlatego zamilknę na jakiś czas, tak będzie lepiej. To nas różni od zwierząt. Właśnie to...
Ja już nie chcę się bać. Już nigdy nie chcę się bać! Ale to silniejsze ode mnie...
Autor:
Pola
o
piątek, kwietnia 16, 2010
0
komentarze
sobota, 3 kwietnia 2010
UNKLE.
God knows you're lonely souls
God knows you're lonely souls
God knows you're lonely souls
Yeah, yeah
I believe there's a time and a place
To let your mind drift and get out of this place
I believe there's a day and a place
That we will go to, and I know you wanna share.
There's no secret to living (There's no secret to living)
Just keep on walking
There's no secret to dying (There's no secret to dying)
Just keep on flying.
I'm gonna die in a place that don't know my name
I'm gonna die in a space that don't hold my fame.
God knows you're lonely souls
God knows you're lonely souls.
I believe there's a time when the cord of life
Should be cut, my friends (Cut the cord, my friend)
I believe there's a time when the cord can be cut
And this vision ends (Let this vision end).
But I'm gonna die in a place that don't know my name
And I'm gonna cry in a space that don't hold my fame.
Walking in the cold
Just keep on flying
There'll be a searchlight
On the mountain high
God knows you're lonely souls
God knows you're lonely souls
God knows you're lonely souls
God knows you're lonely souls
Yeah yeah yeah yeah yeah
I'm a lonely soul.
I'm gonna die in a place that don't know my name
I'm gonna die in a place that don't know my name.
God knows you are lonely souls
Lonely souls
Lonely souls
Lonely souls
I'm a lonely soul.
Autor:
Pola
o
sobota, kwietnia 03, 2010
0
komentarze
Musiałam.
Jestem zła na cały świat. Za to, że jest nudny, szarobury, szklany, wredny, chamski, mokry i za duży. Za to, że jest przeszłość i za to, że jest nieznane; za to, że są ludzie, którzy nie powinni się nigdy urodzić...
O!
Autor:
Pola
o
sobota, kwietnia 03, 2010
0
komentarze
czwartek, 1 kwietnia 2010
Namacalne.
Wrażenie, jakby cały świat nagle stał się wrogiem. Takie dziwne namacalne wrażenie, tego co ma się stać. Nie istnieje już logika, nie istnieją już przywileje. Niewyobrażalny stres. Sucho w ustach. Zamarznięte marzenia o podróżach. Nic dziś nie jest pewne, nienawidzę tego stanu. Znienawidziłam ludzi. I jestem sama. Z połową mnie.
Autor:
Pola
o
czwartek, kwietnia 01, 2010
0
komentarze
czwartek, 25 marca 2010
Jesteś uosobieniem.
Tego, co noszę w sercu. Tego, co noszę pod sercem.
Chyba po prostu chcę już tak. Jesteś blisko. I to mi wystarcza. Nie muszę wiedzieć, co robisz, nie muszę znać Twoich myśli. Wystarczy, że jesteś gdzieś. I pomożesz, kiedy poproszę...
Autor:
Pola
o
czwartek, marca 25, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 22 marca 2010
Wandering love.
Well, I know it's late
And it's probably fate
That I can't get through to you
But I needed to hear
Your voice in my ear
To start my day a new
And you've almost off and I missed your calls now you fell asleep
So when you get up and you're ready to rock, you can make my mobile beep.
Make, oh, just make..
You can make, you can make my mobile beep.
Oh just make my mobile beep!
Autor:
Pola
o
poniedziałek, marca 22, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 15 marca 2010
I feel you.
Dzień dobry.
Tak tak, ona nie może. Zakłada sobie wewnętrzny zakaz. Nie może i już. Po prostu już nie może. Chciałaby, ale no... Nie może! Nie, bo nie. To już postanowione. Nie może oszaleć, nie może wejść w to na dziesięciocentymetrowych obcasach, zwilżyć usta i zatrzepotać rzęsami. Bo to łatwe. Ale nie może. Nie tym razem. Trzymajmy się tej wersji.
Powtarza sobie, że nie wypada, że szkoda życia na to. A jednak wciąż jakoś wraca w te zakamarki świadomości, wciąż ją to swędzi, wciąż myśli...
Another sleepless night. Ile takich jeszcze?
Autor:
Pola
o
poniedziałek, marca 15, 2010
0
komentarze
niedziela, 14 marca 2010
The boy that you loved is the man that you fear.
Ja to Cię nawet lubię, wiesz?
Jakoś nadal tak. Tak jakoś.
I sama pukam się w czoło. Jak?
Ale ja to Cię nawet lubię...
Jakoś tak, a jak, na wspak.
Dziś mam fajnie w głowie
Nawet dziś lubię Ciebie.
Rozejm?
Ej?
Rozejm?
Rozjemcy z nas. Zawsze przecież. Nawet jak wojujemy. Bo jedno drugiemu pomaga w biedzie. Bo za dobrze się znamy. Przecież to ty jesteś moją playground love.
Zawsze już będziemy tak właśnie ze sobą żyć. I ja wiem, że będziesz zawsze gdzieś obecny. Zawsze byłeś no i będziesz. I muszę się z tym pogodzić. Ale nie umiem Cię pokonać. Nawet nie wiem czy chcę. A bądź se już, tylko bądź cicho.
To chyba w tym jest najśmieszniejsze, że ja nadal mogę na Ciebie liczyć. Śmieszny żart życia, by za nudno nie było. Ja czasem nie umiem się nadziwić jak moje życie odbiega od normy. Zawsze gdzieś się znajdzie ten jeden zwój mózgowy odpowiedzialny za Ciebie. Ale to dobrze. Bo gdybym zapomniała, to nic bym nie wyniosła z tej nauczki. Źle się wspomina, ale dobrze się pamięta.
Aha, i tak by the way - fuck you anyway.
Autor:
Pola
o
niedziela, marca 14, 2010
0
komentarze
I want to live this lie!
Dostosuj swój krok do mojego biegu. Dostosuj swój uśmiech pod mój żart. Dospasuj się do mnie. Zetrzyj się ze mną. Zwalcz mnie. Żyj ze mną. Obok. Po cichu. Namacalnie. Towarzysz mi milcząco. To byłby skarb.
Kurwa, robię się sentymentalna. Fuck! Lubosz walnij się w pysk mocno! Oprzytomniej, raz, dwa, trzy! Już mam dosyć tych tańców jakie tańczę. Musztra! Stań na baczność, przyklej jeden z twoich uśmiechów i hajda! Żyć dalej trzeba. Trzeba. Trzeba. Powtarzać sobie też trzeba. Trzeba. Trzeba.
Lubosz, już za późno, by powiedzieć "umarłam młodo" It's too late to die young. No to następny raz coś mnie ominęło. Już to nie wróci.
I'm on my way down, I want to take you with me. It's fucking funny. Lubosz chce kogoś zabrać w podróż. Już nei chce podróżować sama. Ja się czasem nie poznaję. Ja się czasem... No kurwa... Nie poznaję!
Dobra, do pierwszej. A potem spać. Sio. Jutro ciężki dzień. Poniedziałek. I DON'T LIKE MONDAYS FOR FUCK'S SAKE! w sumie to już mnie to pierdoli. Zwalczać dni. Do ślubu, czyli do zasranego nigdy. Ha!
Autor:
Pola
o
niedziela, marca 14, 2010
0
komentarze
Why won't you live with me?
It don't matter, when you turn
Gonna Survive, you live and learn
I've been thinking about you, baby
By the light of dawn,
A midnight blue ... day and night ... I've been missing you.
I've been thinking about you, baby.
Almost makes me crazy,
Come and live with me.
Either way, Win or Lose,
When you're born into trouble,
You live the blues,
I've been thinking about you, baby.
See it almost makes me crazy
Times, Nothing's right, if you ain't here
I'll give all that I have, just to keep you near
I wrote you a letter, I tried to, make it clear
You just don't believe that i'm sincere
I've been thinking about you, baby.
(woohoooo hoooo)
Plans and schemes, hopes and fears
Dreams that deny, for all these years
I, I've been thinking about you, baby
Living with me, wow
I've been thinking about you, baby
Makes me wanna ooooooh
Times, Nothing's right, if you ain't here
I'll give all that I have, just to keep you near
I wrote you a letter, darling, tried to make it clear,
But you just don't believe that I'm sincere
I've been thinking about you, baby
I want you to live with me, wow
I've been thinking about you, baby
I want you to live with me
Autor:
Pola
o
niedziela, marca 14, 2010
0
komentarze
sobota, 13 marca 2010
THE PARTY.
Let me tell you what I do when my day is over.
After picking the right clothes for about an hour.
Oooh, I'm turning orange from all the carats around my neck.
Tonight, I'm takin' out the bling and I'm dressed to impress.
I'm gettin' ready for my night out on the town.
I'm lookin' hot cuz you know we are holdin' it down.
Rockin' high-tops and sayin' no to stilettos.
'Cause I might get drunk off my ass and I don't wanna fall.
Out on the streets all the taxis are showin' me love.
'Cause I'm shinin' like a princess, in the middle of thugs.
And at the clubs, the bouncers recognize my face.
So while your waiting in the line, we just enter the place.
Let's get this party started right,
Let's get drunk and freaky fly,
You with me so it's alright,
We gonna stay up the whole night.
Let's get this party started right,
Let's get drunk and freaky fly (ey-ey-ey-ey-ey-ey-ey-eyyyy)
I'm callin' all my ladies at the table of 3.
Throwin' back a couple bottles and the tabs on me.
I been waitin' to get crazzzy.
Table dancin', smashin' glasses, its nice to get naughty.
Now we all ready to head out of the VIP.
I'm lookin' good and I can feel that all eyes are on me.
It's time to show 'em how we do on the floor.
So while my DJ play the track I want my girls on the floor.
Now you know I made an anthem for all my hot chicks.
And I ain't about how we girls are raisin' your dicks.
I got the surround sound so why ya wanna see me fall?
I'm just tryin' to have a blast and I ain't takin' your call.
Let's get this party started right,
Let's get drunk and freaky fly,
You with me so it's alright,
We gonna stay up the whole night.
Let's get this party started right,
Let's get drunk and freaky fly (ey-ey-ey-ey-ey-ey-ey-eyyyy)
You and me, c'mon lets take it to the next level.
Let's all go to the hotel pool as we finish the bottle.
Maybe kiss and don't tell, it's the rule around here.
You must have put me under a spell I lose control when your near.
Let's get this party started right,
Let's get drunk and freaky fly,
You with me so its alright,
We gonna stay up the whole night.
Let's get this party started right,
Let's get drunk and freaky fly
Autor:
Pola
o
sobota, marca 13, 2010
0
komentarze
i can tell what you want: you don't want to be alone
i can say it's what you know, what you know the whole time...
yeah, right.!
Autor:
Pola
o
sobota, marca 13, 2010
0
komentarze
piątek, 12 marca 2010
Why r u running away?
Dawno mnie tu nie było. Aż za dawno. Tak wiele się zminiło. Wszyscy trąbią o końcu studiów... Fajnie, koniec studiów. Ale co dalej?
Taki mały kryzys, takie małe pytanie: a co dalej?
Takie to wszystko śmieszne,,, Wszyscy poszli spać, tylko jedyna ona nie śpi. O czym myśli? O tym, co by mogło być, gdyby tego w ogóle nie było... Ona odczuwa każdą nutę, każdy odpych, każdą aluzję. No tak... Ja ludzi przywłaszczam. Ja ludzi mam na własność. Taka już moja przypadłość. Nie pytam się czy mogę - po prostu dzierżę. Ogarniam do miar przytomności. Przepraszam, jeżeli byłam zbyt pochopna. Wybacz. Ja tylko szukam kogoś kto by umiał odpowiedzieć na to pytanie. Jakie? Dowiesz się w swoim czasie. Nie jest ono trudne. Ja tylko potrzebuję cienia tego samego zainteresowania, that's all.
Nie znasz mnie, ja nie znam Ciebie. I to jest wspaniałe
Why r u running away? Tell me, why r u running away... From me?
Autor:
Pola
o
piątek, marca 12, 2010
0
komentarze
sobota, 20 lutego 2010
My Heart's a mess, I won't admit to it.
Pick apart
The pieces of your heart
And let me peer inside
Let me in
Where only your
thoughts have been
Let me occupy your mind
As you do mine
You have lost
Too much love
To fear, doubt and distrust
You just threw away the key
To your heart
You don't get burned
It makes it easier
(Easier on you)
But that much more
difficult for me
To make you see...
Love ain't fair
So there you are
My love
Your heart's a mess
You won't admit to it
It makes no sense
But I'm desperate to connect
And you, you can't
live like this
Love ain't safe
You won't get hurt if
you stay chaste
So you can wait
But I don't wanna
waste my love
Autor:
Pola
o
sobota, lutego 20, 2010
0
komentarze
Zatruwam się na nowo. Codziennie przyjmuję bezpieczną dawkę trucizny wierząc, że to ostatni raz, że to już przejdzie... Wraca, nie przechodzi.
Wczoraj byłam z Tomaszem na imprezie. Naprawdę świetnie sią bawiłam :)
Coś poza tym? Tak. Dziś urodziny Kultovej
I-sze "wisniowe" urodziny Kultowej
w programie:
- występ światowej kapeli "SPEC" ze specjalnym udziałem Romana Malika
- pokaz barmański - FLAIR
- ROCK PARTY do białego rana
Cały tą rozpierduchę poprowadzi najbardziej błyskotliwy konferansjer IV RP mgr Tomasz Trzos z Zawiercia
WSTĘP ZA FREE
Zastanawiam się czy iść.
Autor:
Pola
o
sobota, lutego 20, 2010
0
komentarze
niedziela, 7 lutego 2010
ÆNIMA.
Znów słucham. Przypominają mi się młodziutkie lata. Kiedy to całe życie się zaczęło. Lato na wsi, rowerowe wycieczki. Czy Ty wiesz, że już nic nie zostało z tamtego życia? Nic a nic. Oprócz ÆNIMY właśnie. Dlatego lubię muzykę. Dlatego właśnie.
Autor:
Pola
o
niedziela, lutego 07, 2010
0
komentarze
sobota, 6 lutego 2010
Myślisz, że jesteś już tak blisko, że możesz bezkarnie tu wejść? Nie nie nie kochaNIE. Znów na nie i do końca życia już na nie.
Nawet nie sciągnąłeś butów, nawet nie wytarłeś z błota, którego naniosłeś w moje życie. Poczekaj, nie wchodź. Stój w przedpokoju moich myśli. Weź ze sobą ten brud.
Jesteś jak ten dym z papierosa. Nie chcę go, a cały czas sięgam po niego. Jeden raz, drugi, trzeci... Tym razem już Cię nie wpuszczę do mojego krwioobiegu, tym razem zostaniesz poza świadomością, poza ciałem, poza fizycznością. Musisz. Zrozum, tak będzie lepiej dla nas. Dla NAS? Nie. Dla mie i dla ciebie.
Rozprzestrzeniasz się.
Panoszysz się.
Znów myślisz, że masz pozwolenie.
To zaproszenie wygasło.
xxx
Dziś jest fajny wieczór. Przy Ciemnej Stronie Mocy w trójce, przy laptopie, przy piwie i fajce. Nie chciałabym go spędzić w żaden inny sposób. Czasem się przydaje rozkoszne sam na sam...
xxx
Dlaczego?
xxx
Ooooo tak! Massive attack! Splitting the atom. Nie mogło być lepiej.
xxx
Mieszkam sobie teraz na desce do prasowania. Zamiast blatu pod oknem mam teraz deskę do prasowania i centrum dowodzenia mam tam. Po co to piszę? Nie wiem. Może dlatego, żeby udowodnić, że mogę się wszędzie odnaleźć?
xxx
Portishead. Ja tak mogę cały czas. Jest taki konkurs w trójce. Można wygrać swoją audycję. Wspaniale, do dzieła!
Autor:
Pola
o
sobota, lutego 06, 2010
0
komentarze
środa, 27 stycznia 2010
wtorek, 26 stycznia 2010
Tak, tak w tym lustrze to niestety ja.
Każdy kiedyś umierał od środka. Gniły mu żyły, mózg nie istaniał, sumienie nabrało innego znaczenia. Każdemu udało się pokonać małe śmierci. Każdy z nas kiedyś był tą kartką wyrwaną z kalendarza...
Po co się truć padliną dni? Po co mówić sobie "jestem" jak tak naprawdę sie kiedyś było? Teraz to już jest bez znaczenia. Zwalczasz dni jak schody w przyciemnej klatce.
Właśnie, masz rację - obudzić się choć raz bez tego poczucia winy, że można było przeżyć ten wieczór inaczej, że można było zmienić tą beznadzieję. Zmienić w co?
xxx
Zapełnia mi się mózg. Głowa ciężka od wszechwiedzy.
xxx
Jutro Tatuś idzie do szpitala. Ja pamiętam. Ja nie mam czasu, a pamiętam. Ja się dam za Ciebie pokroić, tylko nie rób mi tego teraz. Jutro mam egzamin, wiesz? A zamiast na egzaminie będę z Tobą i trzymać Cię za rękę. Bo nie możesz mi tego zrobić, nie teraz, nie tutaj, nie przy ludziach!!
xxx
Dni bez snu. Noce bez myśli. Ile jeszzcze można tak przeżyć życie? Z wiecznym aluminium przy ustach, z szumem godzin, z nienarodzonym talentem.
Węgiel w płucach. Unicestwianie się co dnia. Tylko po to, by odrodzić się kolejnego świtania i zapytać się siebie o godzinę.
xxx
Czekanie. Najstraszniejsza forma rozrywki. Czekanie na bliżej nieokreślony mniejszy chaos, na poukładane ksiązki na półkach, na kolejny sen...
Dziś świat stał się obły i tłusty. Dziś już mu nie wierzę. Dziś pokonam świat...
xxx
I am mine. Masz rację. Niczyj inny, tylko swój. Dlaczego zatem tak bardzo jesteśmy zależni od innych? Po co? Po nic?
To ciekawe, ale codziennie w nas umiera świat. Rozkłada się, a my naiwnie co świtania wierzymy, że da się to jeszcze naprawić. Muszę Cię zmartwić. Niestety...
xxx
Mamy w sobie tą nadzieję jeszcze. Tylko jak długo?
Autor:
Pola
o
wtorek, stycznia 26, 2010
1 komentarze
niedziela, 24 stycznia 2010
Czekając.
Niebezpiecznie powracam w te rejony. W rejony podświadomości i świadomości tej!
Niebezpiecznie jakoś tego nie unikam.
Autor:
Pola
o
niedziela, stycznia 24, 2010
0
komentarze
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Wszystko jest takie psie. I za grube w pasie trochę...
Ale i tak mam fajnie w głowie...
Bezsenność znów się wdziera, Boszzzz ja powinnam juz dawno spać!
Ale zrobiłam dziś wszystko, co było do zrobienia, dlatego jestem zadowolona. Zaczynam ogarniać nieźle.
Mam swoje postanowienia do spełnienia i ich będę się trzymać. Będę. A może nie? Zobaczymy jak wyjdzie...
Oprawiłam dziś zdjęcie w ramkę. Tak, nasze zdjęcie. I postawiłam na biurku. A niech jest. Niech stoi. Zawsze jest miło coś wspomnieć od czasu do czasu...
Jest godzina trzecia za trzy. Sen nie przychodzi. To już przyzwyczajenie.
Złapałam dziś Cię za nogi. I ja już będę się tak Ciebie trzymać. Bo tak mi raźniej.
Z wolnych zapisków można wydedukować, że ja chyba mam nie po kolei w głowie. Ale kto z nas ma? Z resztą - co to znaczy PO KOLEI? Że w kolejce? Że w rządku? Że porządek jest? Kto z nas ma porządek??
Bo to jest tak, że za każdym razem kiedy chcę napisać coś, z tego czegoś powstaje nic. Taki już mam chaos. Ale całkiem przyjemny chaos.
I dość na dziś. Jest trzecia, już nie za trzy. Czas się kłaść. Sesja. To się zbliża i śmieje się ze mnie. Ech, znów dasz radę, przecież wiem...
Żyjemy jeszcze. I chyba to się najbardziej liczy. A jak nie, to nie chcę wiedzieć, co się tak naprawdę liczy...
Zaznajamiam się z nową mną. Z taką, co połyka dni i noce całymi garściami, taką, co umie, jeszcze jest w stanie wstać rano do pracy, południem jechać na uczelnie, a wieczorem uczyć ludzi, a noce spędzać na nauce siebie samej. Zaznajamiam się z tym wszystkim. Na nowo. Bo trzeba. Bo zaniedbałam. I ja wiem to!
Autor:
Pola
o
poniedziałek, stycznia 18, 2010
0
komentarze
sobota, 16 stycznia 2010
Babe, you know Im gonna leave you?
That Im lasting my lust behind
Im gonna leave you, baby
Theres no way you told me to shut up
Babe, Im gonna leave all your eyes behind
Im gonna trust my personality
Im gonna leave you, baby
Say good bye to your virginity
Through the dusting air
Through the smoke
I told you Im not gonna leave
...It was a joke
Babe, just understand
Im gonna leave cuz Im a man
Dont cry for me
Stop being sad, damn!
But Im gonna leave you, babe
I dont love you you wanted me to
Its just a intimal matter
I must say this good bye to you
Lifes not that harsh
Say good bye and smile
dry your tears
and think of me once a while
Autor:
Pola
o
sobota, stycznia 16, 2010
0
komentarze
Czy pamiętasz moje zmarnowane życie?
Czy spotkałeś mnie na peronach?
Czy znienawidziłeś czas?
Czy?
Autor:
Pola
o
sobota, stycznia 16, 2010
0
komentarze
środa, 13 stycznia 2010
Po Tobie.
Wiesz? Po Tobie już nie ma świata. Są tylko szczątki słów poskładane w bełkot.
Wiesz? Po Tobie już nie ma życia. Jest tylko egzystencja bez większej emocji, bez większego bólu, bez większego ruchu.
Wiesz? Po Tobie już nic się nie dzieje. Jest tylko dźwięk zza ściany.
Wiesz? Po Tobie już nie ma uśmiechu. Pozostał już tylko niesmak w ustach.
Wiesz? Po Tobie już nie tańczę.
Po Tobie już nie śpiewam.
Po Tobie już nie jem czereśni.
Autor:
Pola
o
środa, stycznia 13, 2010
0
komentarze