Z piątku na sobotę umarliśmy sobie w objęciach. Świat nie istniał, istnieliśmy my. Przez te kilka godzin.
niedziela, 22 maja 2016
piątek, 13 maja 2016
To wszystko kosztuje. Terapie, narkotyki, pigułki wyrównujące nastrój. To wszystko kosztuje zdrowie, pieniądze... Ale czy mi zależy? - Chyba nie zależy.
Wlokę się przez dzień. Zwalczam godziny. Nie mogę się doczekać jutra. A jutro będę na nowo wlóc się przez dzień, czołgać się, chodzić na czworkach, pełzać.
I tak mi mijają miesiące, kwartały, lata.
Wszystko jest zasnute mgłą. Widzę się niewyraźnie i mimo, że obserwuję się teraz uważniej, to ciągle dokonuję wyborów, które trudno pojąć jest nawet i mnie. Tłumaczę sobie, że to tylko taki czas, taki okres, który trzeba przeżyć. Że zamiatam wspomnienia i niepowodzenia w kąt. Że odsuwam od siebie, to, co jest złe.
A prawda jest taka, że ja przyciągam wszystko, co złe.
Jestem zła.
Autor:
Pola
o
piątek, maja 13, 2016
0
komentarze
środa, 4 maja 2016
Even when you know...
Słyszę R. rzygającego w kuchni. To w sumie normalka. Pozostałość po weekendzie. Weekend był szalony. Tańczyliśmy jak szaleni do rana po zarzuceniu extasy. Wyszliśmy z klubu o 7. rano. Po klubie postanowiliśmy pozwiedzać park. Wzięliśmy ze sobą 2 butelki szampana i poszliśmy do parku z widokiem na Pragę. Tam wysączyliśmy tego szampana, jakby był Sylwester i ... najzwyczajniej poszliśmy spać. W parku! Na trawie! Potem szlajaliśmy się jeszcze trochę po centrum.
Układam swoje myśli w ramy. Próbuję nie myśleć, że włosy jutro znowu w kok, że ta zasrana deszczem Praga i śmierdzący ludzie w metrze. "A może znów Home Office?" - myślę.. - "Zdecyduję jutro." - kwituję po chwili. Pozwalam sobie na szaleństwo - bo kiedy, jak nie teraz? Teraz jest czas na zapominanie, na tańczenie, na rozedrganie, na bycie roztańczonym pyłem tego świata. Teraz jest czas na głupoty, na głupie miny, na unikanie siebie w lustrze.
Za tydzień idziemy znowu.
Łyk whisky - pozostałość jeszcze z weekendu. Teraz jednak postanawiam nie dolewać coli.
Autor:
Pola
o
środa, maja 04, 2016
0
komentarze