Siedzę w pracy i ludzie gotują sobie lunch. Pachnie kiszoną kapustą. Taką, jaką zawsze robiła Wala... I uderza mnie to cholernie, że już nigdy nie zasmakuje tego babcinego obiadu... Przypomniały mi się stare czasy, jeszcze na Skłodowskiej, kiedy mówiłam jej, że nie lubię kminku i żeby nie dodawała do kapusty. A ona na to: I tak zjesz. I i tak jadłam... Robiła wspaniałą zupę pomidorową, przepyszne mielone (jedyne, które byłam w stanie zjeść) i marchewkę gotowaną z zasmażką. Pamiętam, że kiedy chciałam coś do "słodyczowania", dawała mi rodzynki....... Jak przekomarzała się z Ojcem i to jak wiele mówiła. Gadała na okrągło. Pamiętam też, jak przyjeżdżała do Hermanowej na koniaczka. Wtedy, nonszalancko trzymając kieliszek koniaka w jednej dłoni, popalała papierosa w drugiej... Już nigdy nie napiję się z nią koniaczka i nie zapalę razem z nią papierosa. Pamiętam również jej 80. urodziny, na które pojechałam z Szy. Kryliśmy się za ścianą z papierosem - ona, bo była już za stara, by palić, a ja za młoda; Szy nie chciał podpaść rodzinie, więc stworzyliśmy swoiste trio w ukryciu.
Była pełna władz umysłowych do samego końca. Pamietam, że kiedy dziadek już powoli umierał, opiekowała się nim do samego końca. Silna kobieta. Pamiętam też, że była świadkiem mojego pierwszego - i zarazem ostatniego - wieczorku poetyckiego. Klaskała najmocniej ze wszystkich zebranych...
Uwielbiała mnie. Często pytała się, czy się z kimś spotykam i czy dożyje mojego ślubu...Często pytała też, czy nie jestem głodna - przekonaj babcię, że wcale nie jesteś... Przypomina mi się, jak jeździliśmy w góry - babcia, ja i Ojciec. Uciekaliśmy wtedy z Ojcem przed babcią, żeby w zaciszu lasu napić się browara. Lub pięciu browaów ;) ...Nie mogę jeszcze w to uwierzyć, jeszcze chyba nie dotarło. Pogrzebu nie będzie. Zostanie spalona. I urna zostanie położona obok dziadka.
Skończył się kolejny rozdział w moim życiu.
Spoczywaj w spokoju, babciu.