wtorek, 31 sierpnia 2010

Wciąż nie możemy uwierzyć, że niebo jest częścią nas.

Siedzimy wciąż na tej samej ławce z Rachmaninowem po lewej.

Jest miłość.

18.11.

Byłeś tu. Jeszcze czuję zapach Twoich myśli.
Na pewno przyszedłeś, by przeprosić za krzywdę.
Zrozumiałeś gdzie jest Twoje miejsce.
Mam dowód, że mnie znasz:
Niezmyty pocałunek z bladej ściany i odciski palców na moich łzach.
Zaraz wybuchniesz. Powiedz słowo, a wybaczę.
Milczysz.
Suchy deszcz przegrał z jesiennym bladym słońcem.

Nie byłeś tu. Nawet nie chciałeś...
Nie wiedziałeś nic oprócz tego, że kochasz nie tą dziewczynę.
Podarowałeś mi ważny koniec moich złudzeń.
Słońce zaświeci jeszcze dla nas wszystkich.
Dla mnie może trochę słabiej.

!

-I have to ask myself one question: do I feel lucky?
-Well do you, punk?

W czwartek do dziekanatu oddać pracę. To takie dziwne. Magister? Przecież wiele ludzi tak robi, dla mnie to jednak dziwne. Nie nadaję się na magistra jeszcze. Jestem za niedosrosła, jestem za niepoważna. Ja wciąż lubię huśtawki i kreskówki na Cartoon Network. Nie chcę tego dorosłego życia jeszcze. To mnie przerasta. Może dlatego podświadomie odwlekam datę mojej obrony? Nie chcę... Ale za przedłużanie dzieciństwa płaci się 1800...

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Głowa już boli od tego.

OK daje tlen

Znów moje plany spełzły na niczym. Znów zajęłam się tym, czym nie powinnam. Cały dzień z odkurzaczem w łapie, hm, w sumie niezły start. Start w powszedniość. Start w porządek. Jak mam burdel tu, to niech przynajmniej porządek będzie tam.

xxx

Z rozumem na Pan. Z uczuciem za Pan brat. Koniec świata już blisko. Dziś tym oddycham.

xxx

Czasem mam ochotę potargać te strony z kalendarza, ale tylko czasem, bo przecież tak świetnie się do nich wraca. Wszystko odmerzam latami. To ile lat już będzie? Ty plus ja to jakies parę ładnych lat. W przyszłości, nie teraz.

Żeby szybko przeszło to nieposkładanie. Nie chcę tego zszywać, za cholerę nie mam ochoty ani siły na to. Tylko modlę się o niezwariowanie.

Poskładaj mnie.
OK.

niedziela, 29 sierpnia 2010

NY.

-Being poor in NY is like being rich in Poland.
-Why you say so?
-Oh, hellloooou! It's New York City! Cabs are yellow there!

This is a new shit.

Unieszkodliwiam Cię. Wdzieram się do myśli i obezwładniam. Ty skręcasz następnego papierosa, nie myśląc o mnie wcale. Twoje życie jest przepełnione niemyśleniem o mnie. Ja obgryzam paznokcie słuchając najnowszego albumu Klaxonów. Pytałeś się mnie, czy potrafię się jeszcze zmienić. Dobrze wiesz, że nie. Walczę z telefonem dzień w dzień próbując w myślach nie układać sobie rozmów z tobą.

Wiem, że gdzieś w paralelnym życiu myślisz o mnie czasem. Ale tylko wtedy, gdy trzeba wynieść śmieci. I czasem się uśmiechniesz na myśl o mnie, bowiem pamiętasz te namiętne noce w Montrealu.

Nie przyznasz się, ale często ci się śnię.

Dzwonisz do mnie o 2 nad ranem. Wiesz, że normalni ludzie już o tej godzinie śpią? Masz rację, ale to nie ja, więc co chciałeś?

xxx

W powietrzu czuć zimę. Ja nie chcę. 10 stopni i kurtka jesienna.

xxx

Weekend miałam fajny, Bonobo na żywo. Cały czas tym żyję. I mały afterek u mnie. Ładnie, ładnie.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Siedzę na balkonie, jest ani zimno, ani ciepło.
Na całej dzielnicy czuć jedzeniem.
Sąsiad będzie miał spaghetti na obiad.
Kocham to niedzielne lenistwo każdego dnia.
Z wiatrem na ty.
Ze słońcem na już.
Za to, że nie trzeba ubierać kurtki, kiedy wygląda się za okno.
Dziękuję.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

The B.

Studiowała geografię. Nie znała żadnych z montralskich wybrzeży. Nie odróżniała stalaktydu od antarktydy. Zastanawiała się dlaczego bierze ją natchnienie na napisanie znów jakiejś ksiązki jak ma zasiadać do nauki. Pisała po nocach z wielką rozwagą. O podróżach. Nie do Grecji, czy Andaluzji. O podróżach wgłąb siebie.
Raz nawet wyjechała. Z pewnym panem, który palił czerwone Marlboro, miał wąsa i dawał jej 30 euro za to, że będzie go bić paskiem od spodni. Zwiedziła kilka klubów, przeszła się grecką ulicą ze dwa razy, po czym wróciła. Uciekła.
Po przyjeździe oglądała gorączkowo filmy Tima Burtona i pisała. Spadła o rok niżej w swej edukacji. Nie przejęła się tym. Codziennie otwierała nową paczkę gum-kulek i żuła wszystkie jednocześnie.
Nie skończyła tej szkoły.
Poznała mężczyznę o 5 lat starszego od niej. Spotykali się. Ona przypadkiem pokazała mu swoje książki. Napisane ręcznie, niebieskim atramentem. Spodobały mu się. Czytał jej okropny charakter pisma godzinami, po czym przepisywał na komputer. Pewnego dnia zaniósł druki do miejsca swojej pracy. Był wydawcą. Książki się przyjęły, zrobiły furorę. Ona dowiedziała się o swojej sławie na ulicy, patrząc na witryny pobliskich księgarń. Spytała go. On odpowiedział: niespodzianka.
Ona się obraziła, bo to był jej wewnętrzny świat, teraz każdy ma do niego dostęp za 35,50.
Zmieniła zdanie jak przyszedł czek.
Żyła długo i szczęśliwie.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Ty jesteś mi znana! Jak ta rosa niedzielna. Wdzierasz się nam do ogrodu, rujnując zapasy. Jesteś mi znana. Niecodzienna, z nienacka, z zaskoczenia. Jesteś mi znana. I Twój uśmiech... Twoje włosy. Bywałaś tu i ówdzie. Znam Cię dobrze. Nic o tym nie wiesz. Wiem, jak się uśmiechasz i jak ogarniasz włosy do tyłu. Uwielbiam cię słuchać w tłumie, udaję, że się znamy. Ty mnie nie znasz. To Ty jesteś mi znana. Wiem, gdzie mieszkasz i wiem jak nie wymawiasz "r". Jestem tylko trochę ciekaw jak zaistniałaś w tym świecie. To przecież nie Twoja bajka, to przecież nie Ty. Ty jesteś mi znana, a w opowiadaniach ludzi zupełnie inna.
Czasem odwiedzisz mnie w snach. Opowiesz jakiś ciekawy żart. I znikasz.
Nie umiesz pływać, nie cierpisz kuchni meksykańskiej, nie nauczyłaś się norweskiego mimo wielu starań... Nigdy nie kłaniasz się pierwsza, nie śmiejesz się z nieśmiesznych żartów, nie lubisz kobiet. Przecież Ty jesteś mi znana! Nie słuchasz Boba Dylana i Deep Purple, lubisz za to mięso. Możesz je jeść na kilogramy. I kukurydzę.
Czasami widzę cię w przedśnie, czasem mówisz do mnie. Opowiadasz mi o tym , jak pragniesz miłości i o tym, jak bardzo chcesz być kimś.
Jesteś przecież kimś. Dla mnie. Dla muzyki, którą tworzysz chodząc. Nie pytam Cię o nic, sama odpowiadasz na niezadane pytania.
Uwielbiam Cię. Bo właśnie Ty jesteś mi znana.