czwartek, 1 grudnia 2011

Ja.

Nikt nie lubi dziewczyn w przykrótkich włosach. I w okularach. No trudno.

poniedziałek, 28 listopada 2011

za dni.

Szare są psy. Wiszą w przestrzeni na niewidzialnych smyczach. Ścieżki usłane niedoczekaniem, czekaniem na nic.

W ustach posmak krótkich rękawków i szybkiego papierosa w oknie.

W lustrze śmieję się do siebie.

Dziwna jesień. Pełna niedopowiedzeń, czekania, marnowania dni.
Dni są przykrótkie, nie starcza ich na myślenie. Mechanizm dnia codziennego.

Sranizm.

środa, 2 listopada 2011

Urodzić się w święto zmarłych, niezły żart losu.
Choć nie do końca. Całe życie czułem się tak, jakbym się nigdy nie narodził.
Żyłem gdzieś obok życia.
Psy wyły, alarmy aut.
Ja śniłem o lepszym świecie, o seksie z tobą, o wiecznym nienarodzeniu.
Zawsze byłem na opak, przeważnie milczałem.
Znajomi mówili, że jestem dziwny.
Wyliczali mi błędy i towarzyskie foux pas.
Znajomi... Ludzie, których poznałem na drodze - na raz. Nic znaczącego.
Kiedy mówiłem, że mam urodziny w święto zmarłych, zawsze mówili: Ty to jednak masz poczucie humoru! Pozabijasz nas wszystkich śmiechem!
We mnie nie było nic śmiesznego! -Czasem jedynie uśmiechałem się na myśl o wybiciu ich wszystkich nożem przeznaczonym do odkrawania mięsa od kości.

...Nie pozabijałem ich śmiechem...

środa, 28 września 2011

Popołudnia bezkarnie cytrynowe.

Nad miastem różowe łuny pulsują po zmroku
Bezkształtne wagony złudzeń sterują do domów
Nie zasną zmęczeni słońcem stalowej równiny
Latarnie bezwiednie mruczą szalone modlitwy

Jak marnie w tunelach pędu trwoniło się siły
Nieważne od kiedy bez lęku polegam na ciszy
Znalazłem jedyne źródło i cel wszelkiej racji
Zaprawdę niewiele zabrakło a byłbym cię stracił

Nie wiem komu i jak
Podziękować za los
Co nasycić się dał
Współistnieniem przez nasz
Podwójny czas

Bezkarne żółte południe oddycham przytomnie
Przeważnie pijemy wódkę przy stole w ogrodzie
Niestraszne kosmiczne dziury i groźba wieczności
To zabawne jak nic nie znaczyłby świat bez miłości

Nie wiem komu i jak
Podziękować za los
Co nasycić się dał
Współistnieniem przez nasz
Podwójny czas

Popołudnia bezkarnie cytrynowe
Popołudnia bezkarnie cytrynowe

Słońce na wylot przenika przez głowę
Życie mi płynie przy tobie cytrynowe, cytrynowe
Szczęście na co dzień odbiera mi mowę
Popołudnia bezkarne i cytrynowe, cytrynowe

Słońce na wylot przenika przez głowę
Życie płynie przy tobie cytrynowe, cytrynowe
Szczęście na co dzień odbiera mi mowę
Popołudnia bezkarne i cytrynowe, cytrynowe

sobota, 24 września 2011

Kayleigh.

Do you remember
chalk hearts melting on a playground wall
Do you remember
dawn escapes from moon washed college halls
Do you remember the cherry blossom in the market square
Do you remember
I thought it was confetti in our hair

By the way didn't I break your heart?
Please excuse me, I never meant to break your heart
So sorry, I never meant to break your heart
But you broke mine

Kayleigh is it too late to say I'm sorry?
And Kayleigh could we get it together again?
I just can't go on pretending that it came to a natural end
Kayleigh, oh I never thought I'd miss you
And Kayleigh I thought that we'd always be friends
We said our love would last forever
So how did it come to this bitter end?

Do you remember
barefoot on the lawn with shooting stars
Do you remember
loving on the floor in Belsize Park
Do you remember
dancing in stilettoes in the snow
Do you remember
you never understood I had to go

By the way, didn't I break your heart
Please excuse me, I never meant to break your heart
So sorry, I never meant to break your heart
But you broke mine

Kayleigh I just wanna say I'm sorry
But Kayleigh I'm too scared to pick up the phone
To hear you've found another lover to patch up our broken home...

Kayleigh I'm still trying to write that love song
Kayleigh it's more important to me now you're gone
Maybe it will prove that we were right
Or ever prove that I was wrong ?

środa, 14 września 2011

za chwilę.

Za moment rozpadnie się mój świat ze słów.
Nie mam siły już mówić.
Nie mam siły już silić się na słowa.

Jesteś za mgłą.
Teraz liczy się nieposkładanie.
Tym żyję.
Tym oddycham
Tym chaosem.

wtorek, 5 lipca 2011

Gryząc słomki.

Wkurzało mnie tak wiele rzeczy w niej. Ten jej głupkowaty śmiech i te pomysły, na które raz po raz wpadała. Nikt inny nie przejmuje się tym jak pod ziemią oddycha kret. Ona się przejmowała. Często marszczyła brwi w zadumie. Jak ja tego nie lubiłem! Wiedziałem, że zbliża się apogeum. Że znów padnie pytanie. Nie myliłem się.
-Jak dobrą pamięć mają koty? Bo wiesz, miałam kiedyś kotkę, która urodziła małe - O nie! Znów to bezsensowne opowiastki z jej życia!
-I co dalej? -przytaknąłem z pokorą.
-No i kiedyś zimą, ta kotka schowała się z małymi w aucie taty, koło silnika. Kiedy tata próbował zapalić auto, kotka wyskoczyła z auta jak poparzona. W sumie chyba była poparzona...
-Mówi się "oparzona". Wyskoczyła jak oparzona.
-A to nie to samo co poparzona?
-Kontynuuj -prychnąłem w geście rezygnacji.
-Małych nie dało się uratować, wszystkie zginęły.
-A jak się to ma do kociej pamięci? -to zadziwiające, że wciąż jej słuchałem!
-Bo chcę mieć pewność, że ona tego więcej nie zrobi swoim młodym... Że już ich nie wsadzi koło silnika...
Głupia! Aż bałem się pomyśleć, ile jeszcze takich bzdetów siedzi jej w głowie...
Wkurzały mnie jej zabawy. Głupie ganianki w parku, głupie kreowanie sztucznej rzeczywistości. Nie rozumiałem też, jak można aż tak bardzo lubić ptaki. Gdy widziała wróbla, świat przestawał istnieć. Ja już się w ogóle wtedy nie liczyłem. Liczył się tylko wróbel. Mówiła do niego tak, jak starsze kobiety mówią do dzieci: "wlóbelek psileciał? Psileciał wlóbelek?" - coś okropnego. Lubiła jeździć na rolkach i grać w paletki. Wyciągała mnie do parku na to bezlitosne zmaganie się z naturą. Zakładała rolki i pokazywała jak mam się odpychać. W gorsze dni graliśmy w paletki na rolkach. Czułem się wtedy jak kompletny świr i modliłem się, by żaden kumpel mnie nie zauważył. Sam nie wiedziałem, dlaczego z nią wtedy byłem. Może dlatego, że miała niesamowicie złote loki. Burzę loków na głowie. Te sprężynki opadały na moją twarz podczas dzikiego seksu w Monte Carlo. Taką ją chciałem pamiętać. Taką chciałem. Z wiecznie gołą piersią i z wiecznie opadającymi falami loków na moją twarz. W łóżku bywała dzika. Ale przypominało to raczej przedstawienie, performance, dla niewidzialnej publiczności, aniżeli chęć zrobienia mi przyjemności. Lubiłem, gdy grała dziwkę, ale wiedziałem jednocześnie, że nie gra dla mnie, ona sama chciała się sprawdzić w roli aktorki i przekonać się, czy da radę zagrać przekonująco i zadowalająco na tyle, by mogła startować do szkoły aktorskiej.
Szkoła aktorska. Następne niespełnienie i godziny marudzenia. Wiecznie prawiła o aktorach. Kogo poznała, kogo pozna, kogo nie chce poznać. Tak naprawdę gówno mnie to obchodziło i nie słuchałem zbytnio. Wyłączałem się na trajkotanie i miałem w końcu czas dla siebie. Męskie sam na sam. Wtedy czułem się tak, jak wtedy, kiedy po raz pierwszy się onanizowałem. W tajemnicy przed wszystkimi, moje małe męskie ja. Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz, że nie słuchasz jej. -Obiecuję. Tak było i tutaj. Podczas gdy ona krytykowała żałosną grę drugorzędnych aktorek, ja przeżywałem rozkoszne sam na sam ze sobą. W moim umyśle. W mojej tajemnicy.
Tak naprawdę nie było z nią spokoju. Paletki, rolki, aktorzy ptaki. I tak w kółko. Pętla życia. Pętla na mojej szyi. Paletki, rolki, aktorzy, ptaki. I głupie pytania do tego.
Wpinała spinki we włosy dla ozdoby, a nie po to, by spinały włosy, gryzła słomki, piła wódkę hektolitrami na imprezach, po czym rzygała jak kot do naszego łóżka. Była jak nieporadne dziecko, które nie uczy się na błędach. Czułem się bardziej ojcem niż kochankiem.
Za każdym razem, gdy wyrzygała już resztki ogórka ze swojej dietetycznej sałatki, obiecywała, przyrzekała, że to ostatni raz. Że ostatni raz się tak spiła.
Mhm, akurat.
Tyle razy zbierałem się w sobie, by jej powiedzieć, że już jej nie chcę, by sobie poszła. Ale jakoś zawsze wkupywała się w łaski. Jakimś cudem zostawała. Nie miałem serca kłamać, że ją zdradziłem. To by ją zabiło. Nie mogłem jej tego zrobić. Starałem się jej jakoś wytłumaczyć, że do siebie nie pasujemy, że lepiej będzie się spotykać z innymi ludźmi. Nie rozumiała tego.
-Ale przecież spotykam się z innymi ludźmi. Czasem chodzimy na kawę. Nie rozumiem zatem o co ci chodzi.
Zastanawiałem się, czy faktycznie jest taka głupia i infantylna, czy wręcz przeciwnie: udaje, że tego nie rozumie, by dłużej przy mnie zostać.
Chciałem mieć ją z głowy. Męczyła mnie. Wiecznie roześmiana, rozgadana, roztańczona. Doprawdy nie wiem, kto ją tego nauczył i kto jej wmówił, że to nie jest męczące.
Wydawało mi się, że nie ma żadnych zainteresowań. Nie lubiła czytać książek, nie potrafiła śpiewać (a niestety, robiła to nadto często), nie znała się na geografii i nie obchodziło ją to, kto napisał "Władcę Much". Siedziała zakopana w tych aktorach, ale czy można to nazwać zainteresowaniem z prawdziwego zdarzenia? Chyba nie.
Nie myła po sobie wanny.
Nie czesała włosów.
Goliła nogi moją golarką.
Nie obchodziło ją, co ludzie powiedzą.
Nie odpowiadało mi takie życie. Jako prezes poważnej firmy nie mogłem pozwolić sobie na łażenie w sukience po parku, bo ona tak chciała. Nie rozumiała tego. Tak, jak nie rozumiała masy innych rzeczy.
Pewnego dnia odeszła. W całkiem słoneczny poranek znalazłem list na kuchennym blacie. "Odchodzę. Nie pasujemy do siebie. Przepraszam, że pojęłam to dopiero teraz. Jestem głupia." - Boże! Nie była głupia! Była moja! I chciałem ją z powrotem! Jak mogła tak po prostu sobie pójść?! Ten dzień przywitał mnie pustką. Ten dom jeszcze nigdy nie był taki bezpłciowy. Był bez wyrazu, był bez niej. Błagam, wróć! Kocham wszystko w Tobie!!!

wtorek, 10 maja 2011

iks iks i iks.

Bezsilność.
Beznadzieja.
Bez na drzewach.
Wiosna kurwa!

niedziela, 20 marca 2011

!!!

Zdziwiłabyś się, w ilu miejscach byłem wraz z Tobą.

piątek, 18 marca 2011

Life is the thing you could die for.

Zostawiam ślady pudru na wyświetlaczu mojego telefonu.
Wszyscy przypominają sobie o mnie w piątki.
Rozmawiam z nimi bez większej emocji.
Tusz do rzęs kruszy mi się na policzki.

Papierowy romans.
Elektroniczny romans.
Przykryję swoje odbicie w lustrze kocem i udam, że dziś nie żyję.
Wyłączam telefon, skrzynkę mailową.
Porzucam marzenia o gwiazdorstwie.
Nie czas dziś na to.

Uśmiechem próbuję kłuć.
Żartem próbuję gryźć.
Nie do twarzy mi dziś z ludźmi.

Ja dziś się hipnotyzuję
Izoluję.
Pasuję.
Idę.
Ale nie z nimi.

środa, 16 marca 2011

2002.

Latem, w krótkim rękawku, w aucie bez dachu, z wiatrem we włosach, z głośnikami przy uszach, w słońcu, w nieznajomej drodze.
Ja.
Będę.!

sobota, 12 marca 2011

Zamaskuję mój uśmiech milionami powodów, dla których nie powinnam się uśmiechać.
Wydobywam myśli z podjaźni, zamieram w bezruchu po raz kolejny.
Wymyslę się na nowo, umaluję usta i pójdę marzyć o tobie.
W nocy przytulam się do swoich wspomnień.
Taka magia wieczoru, takie wieczory jak ten.

Zamieniam cię w dzieło sztuki.
W zwierzątko domowe.
We wszystko, czego nie miałam dotychczas.
Jeżeli teraz zostaniesz, uśmiechnę się bez zastrzeżenia.
Twoja obecność jest puchem na mój upadek.
To dobrze.
To się śni.

niedziela, 6 marca 2011

środa, 23 lutego 2011

excess

Po raz któryś przepełnia mnie to uczucie. I nie umiem go zwalczyć. Ja bardzo dobrze je znam. To uczucie podobne do tego, które się odczuwa zaraz przed tym, jak ktoś wypruwa sobie żyły. Wkurwia wszystko. Nawet zmrużenie oczu. Drzazga tkwi gdzies głęboko. Ktoś mnie zepsuł. I już nigdy nie będę mogła być odpowiedzialna za to, co oswoję. Tzn... może inaczej. Nie mogę brać odpowiedzialności za to, co oswoję. Bo to coś się pałęta za blisko. A ja albo daleko, albo za blisko. Nie widzę wyśrodkowania. Wkurzam się na tyle małych rzeczy, na tyle nieistotnych rzeczy. Mam ochotę rozwalić lustro. W lustrze, oczywiście, uśmiecham się do siebie i mówię sobie: Ty idiotko.
Jest mi niedobrze z tym odbiciem, nie do twarzy. Chciałabym być znów Panią własnego losu. Czasem mam przebłyski. Już nie tak, ja chcę znów z powrotem rejs. Boję się, że to bilet w jedną stronę - w którąkolwiek ze stron nie pójdę. Już tam zostanę. I nie wiem sama , czy to dobrze, czy to źle. Czas pokaże. Na razie czekam na skrzyżowaniu...
Totalny bezsens.

sobota, 5 lutego 2011

why?

Jest mi w tych oczach nie do twarzy. I z tym uśmiechem. I ze mną całą. Jest źle mi.
Pokroić kogoś na części. Wykroić duszę, wydłubać oczy, upić się w samotności.
Lista zadań na jutro....
Zbrodnia doskonała, zbrodnia twojego serca. Nie zasypiaj tak przy mnie, proszę cię.
Zjem cię.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Tyle razy próbowałam, ale zawsze kończyło się skasowaniem. Przecież wiadomo, że ja tutaj chodzę od święta, że przypadkiem czasem skrobnę.