czwartek, 19 grudnia 2019

Boję się śmierci
Boję straty
Boję strachu

Mamo przysięgam - chcę umrzeć przed tobą
ŻE kiedyś nie będę miał z kim tego dzielić
ŻE kiedyś przestanę to wszystko doceniać
ŻE znajdę twój włos zagubiony w pościeli
To tego się boję, a nie Slendermana

I te myśli wracają do mnie jak demony
To mnie niepokoi jak belfrzy ze szkoły
A ty głupia powiedz mi: czego się boisz?
Złych ciuchów, zakupów, opinii, kalorii

Już mam tego dosyć, nie spoglądam w tył
Naprawdę mam dosyć, nie spoglądam w tył
Słyszę dziwne głosy, kolorowe włosy
No bo nawet nie chcę wyglądać jak ty

Bo chodzę gdzie chcę, bo robię co chcę
Wyglądam jak chcę, nie chcę być jak wy
Wszędzie są normalne, dobre chłopaki
Wtedy wchodzę ja nienormalny I zły

Wszystkie demony I diabły są tutaj
Więc pomyśl: jak puste musi być piekło?
Szepnęła, że drugi raz nie oszukam
I wyszła z płaczem, a słowo się rzekło

To był naprawdę mój największy błąd
Lecz kiedyś nie miałem o tym pojęcia
Postanowiłem, że pójdę pod prąd
Mimo, że byłem na drodze do szczęścia

Jak lałem wódę pomijałem sok
Bo wtedy czułem, że to życie sens ma
I nie spodziewałem się, że za rok
Będzie już potrzebny mi terapeuta

Moje demony
Moje demony nie mogą nic kazać mi ani zabronić, nie
Moje demony, dla moich rodziców byłem prezentem
Który się ciągle pakował w kłopoty

Bracia tu dali na dłoni mi serce
Ludzie wmawiali mi, że to demony, jak tak, to moje demony
Nigdy nie chciałem sprzedać duszy
A diabeł się tylko uśmiechnął

Niestety, ale przetarg ruszył
Odkąd pamiętam no to dwa demony wciąż mącą mi w głowie
I siedzą na barkach, a ty zdziwiona, że ból mam na twarzy
Gdy we mnie bez przerwy odbywa się walka

Moje demony mnie męczą po nocach I nie dają spać mi
Każdy mój demon się drze jak niemowlę
Choć chyba z nich większość to illuminaci

Kiedyś to były berbecie ciamajdy
W sumie to miałem z nimi trochę frajdy
Dzisiaj pracują na pełnych etatach
W konkretnych oddziałach, gdzie mają deadline'y

Moje demony zrzeszają się w związki
Robią protesty, ej
Kiedy spadają wyniki depresji śpiewają mi „Yesterday”

Czasami jadą gdzieś sobie wypocząć
I chwilowo jest mi lżej
Potem wracają, latają nad głową olbrzymie jak NBA

Moje demony uciekły na urlop, ale niedługo wrócą z wyprasowaną koszulą
Podjadą służbową furą
Wszystkie demony I diabły są tutaj
Więc pomyśl: jak puste musi być piekło?
Szepnęła, że drugi raz nie oszukam
I wyszła z płaczem, a słowo się rzekło