czwartek, 31 lipca 2014

SOHN

Nobody can leave me lying by the side of the road like you can

If you're thinking of letting me go then it's time that you do

wtorek, 22 lipca 2014

Czuję jak wzbiera się we mnie płacz.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Ada.

Ada don't talk about reasons why you don't want to talk about reasons
why you don't wanna talk
Now that you got everybody you consider sharp
all alone, all together, all together in the dark
leave it all up in the air

Ada put the sounds of your house in a song
try to be speechless for a minute
if you think you gonna faint go out in the hallway
let them all have your neck
Ada don't stay in the lake too long
it lives alone and it barely knows you
it'll have a nervous breakdown and fall
into a thousand pieces around you

Stand inside an empty tuxedo with grapes in my mouth
waiting for Ada
Ada hold onto yourself by the sleeves
I think everything counts a little more than we think
leave it all up in the air

Ada
Ada I can hear the sound of your laugh through the wall

Ada don't talk about reasons why you don't want to talk about reasons
why you don't wanna talk
now that you got everybody you consider sharp
all alone, all together, all together in the dark
leave it all up in the air

Ada I can hear the sound of your laugh through the wall
Ada, Ive been hoping you know your way around.

piątek, 11 lipca 2014

Polska.
Do widzenia.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Robiąc dziś kurczaka z warzywami, doszłam do wniosku, że muszę znów stanąć na nogi i walczyć. Znów trzeba powstać jak Feniks z popiołów i wygryźć dziurę w murze. Przebić głową. Do kości, do krwi, do bólu. By potem - jak gdyby nigdy nic - podnieść głowę, zsiniaczałą od przebijania muru i powiedzieć sobie: "znów ci się udało, wariatko!"

Takie tam przemyślenia chujowej pani domu.

Walczyć, drapać, gryźć, nie dać się. Czuję, jak staję się silniejsza. Zaczynam być dumna. Zaczynam się zmieniać. Dorośleję. Chyba.

Nie wiem...

niedziela, 6 lipca 2014

Zelivskeho.

"Nie rozpamiętywać i nie wspominać zbyt wiele. Cieszyć się. Realizować zachcianki. Kupować sobie prezenty. I cieszyć się z tego, że ja, że słońce, że park, że Praga, że my... Musisz się wreszcie nauczyć, że nie można cię wiecznie ciągnąć za rękę..."

Znowu uciekłam. To jest już tradycja. Uciekanie od rzeczy. Nie mam jaj kompletnie. Nie chcę mieć zresztą. Wolę uciec, zostawić za sobą, spalić mosty, spierdalać. Nie wiem, czy tak jest łatwiej, ale jest spokojniej. Nie wiem, czy jest lepiej, czy gorzej - jest inaczej. Nie chcę o tym myśleć za wiele, ale dręczą mnie myśli. Zapominam cały cel tego wszystkiego. Wsłuchuję się w pociągi i tramwaje. W przejeżdżające samochody. Tęsknię. TęskniĘ do rzeczy, od których uciekłam, a które niegdyś były mi tak bliskie... Tęsknię za prostym "cześć" na ulicy. Za rozmowami na chodniku, za tą bliskością. Nie wiem... Za wszystkim, co przeszłe.

Nigdy więcej - powtarzam w myślach - nigdy więcej. I nigdy więcej właśnie się dzieje.
Jestem zdana tylko na siebie w tym wielkim mieście. Upinam włosy w kok. Przyprawiam się o mdłości i uśmiech. Zmieszana trochę odruchem wymiotnym schodzę na przystanek tramwajowy. Codziennie to samo. Praca, Praga, pierdolenie.

Czerwona od słońca, spocona od łez, siadam na oknie z widokiem na balkon. Odpalam papierosa. Palę wszystkie mosty zapalniczką. Spalam życie.

Jestem sama.
.

Nie mam z kim iść na spacer.