czwartek, 28 października 2010

xx

Przedarliśmy się przez przedmieścia zimy.

Z tabletkami na sen jest łatwiej.

O wiele łatwiej.

Łatwiej.

No i z tobą po lewej też jest łatwiej.

O wiele łatwiej.

O wiele.

sobota, 23 października 2010

stateless.

Zatańcz ze mną.
I módl się po cichu.
By to przeszło.
By cię zostawił
Smutek.

środa, 20 października 2010

czytajac to jutro chyba sama w to nie uwierze...

nie chce kurwa
nie ma tak
jestem nawalona jak messer schidt
nie chce tgo znow
i nie bedzie tego
trzeba tylko znalezc luke w mysleniu
nie chce!
nie chce!
ale co to zmieni jak bede to powtarzac?
chyba nic
Radiohead dla opornych...
nie chce i nie bedzie tak
i mysl tak sobie
do upadlego
do zdechlej ciebie
do zdechlej ty!
za duzo myslenia
za malo robienia
nic nie ma do robienia
a wiec ide
nawalona!
oooo takkk...
to lubie chyba najbardziej
chyba po to jest swiat.

updown

Zamieniasz mnie w przedświt, którym karmi się każdy koleś po wypiciu 3 piw.
Wszyscy mnie tu lubią, wiesz?
Oferują wódkę, nie chcąc nic w zamian.
Kocham ten stan.
Kocham Ciebie.
Nawet dziś podczas tej burzy.
Nie zniszczysz tego tak łatwo.
Budowaliśmy ten dom latami.
Nie zmusisz mnie znów.
Nie...

Name it after me.

And if you ever decide to escape
Remember that the dream you live is only in your mind.
Name it after me.

xxx

Postanowiłam polatać trochę nad tym gównem.

niedziela, 17 października 2010

Parapet.

Psy wyją
Na parapecie siedzę
Ulice zwieszone niezdarnie z tym chodnikiem kostrobatym w dole
Śnieg z lewej
Bo tutaj był zawsze
Na skraju dzielnicy od pola
Od wschodu wieje
Psy wyją
Do moich myśli
O tym spacerze w lesie, który się odbyć nie zdążył
Bo jesień...
A teraz zima
I wyją do moich bliskich
Których ubywa i giną
I nikną po miastach
Tak samo odległych jak moje
A raczej już wcale ich nie ma
A jeśli to nie wiem
Telefon zmieniłem...
Nie dzwonię
Siedzę i macham nogami
Z szóstego to sztuka cyrkowa i chwiejna
Framuga wstrzymuje mi ręce
A ręce wstrzymują mnie jednak
Inaczej już dawno bym przepadł
I przepadłbym w śnieg ów bym przepadł
Nad pola sunąwszy pod prąd ów
Pod śnieg ów niesiony
To wiatrem, to wyciem
Jak dobrze mi byłoby opaść
Z daleka od domu od okna
Na drzewa...
Na drogę...
Na lipiec...
Na środek świeżego miesiąca gdzie
Troski nie gryzą nie gniotą
A wokół nikogo i upał
Co włosy przemieniłby w złoto
Zapomnieć że zima i zgrzyty
Że wycie przenika przez ściany
I poczuć na sobie tę ciszę
I ową się ciszą dokarmić
I poczuć na sobie tę ciszę
I ową się ciszą dokarmić...

S&P

Nie, nie nie!
Nie nabierasz realnego kształtu!
Przestajesz brzmieć w moich ustach!
Przestaję cię wymawiać!
Przestaję w to wierzyć!
Za długo żyłam tą ułudą.
Jest za późno na papierowe myśli.
Nie chcę cię tu.
Możesz już iść.
Idź sobie.

fight me.

Nie mogę patrzeć dziś na świat.

Znienawidziłam ludzi.
Poddałam się eutanazji.

Nie było nas już tyle lat.

Aluminium przy ustach.
Węgiel w płucach.

Ciężkie godziny.

sobota, 16 października 2010

Up to do now.

Początek totalnego rozkładu myśli.

Zamknąć się w ścianie, założyć ciemny koc na codzienność.
Ułatwić sobie umieranie.
Wszczynać bójki.
Zaniemówić na trochę.
Wejść na szafę i śmiać się ze swojej pomysłowości.
Kupić sobie prezent i odpakować go na święta.
Zmienić ulubiony kubek.

Zaczynam wierzyć, że mi się uda to.

piątek, 15 października 2010

Przedziera się przez mgłę muzyka Stereophonics.
Przed chwilą była COMA.
Ja znów czuję jesień za dokładnie!

Nadal. to niewyobrażalne, że nadal!

WYJDŹ MI Z GŁOWY PANIE PŁOWY!!!

Zdelegalizować szczęście.

W sumie wymieniamy się bez drogi, bez znaczenia. To już niczego nie zmieni. Jesteśmy w kratkę. Jak ten cały ból świata. Bo cokolwiek powiesz, będzie wykorzystane przeciwko Tobie.
Nie ma w nas nic z magii, nie ma nas w tym międzyczasie.
Nie uzbieram nigdy tylu bzdur, nie nadławię się tlenem.

Drogi wiodące po nic.
Czego teraz nie wypowiem, czego nie zdołam zrobić...
Nie zdążę ponaglić czasu.
I jeszcze nie ocalają mnie noce płaczu.
Jeszcze nie zamierzam cię oswoić.
To jest w nas.
To trwa.

wtorek, 12 października 2010

Nieidealne nocne nieba.

Tu było coś napisane, ale zamazałam to.
Muzyka Stereophonics mnie przygnębia.
To już ten czas, gdy wychodzę na łowy.
Czas wyjść na świat.

xxx

Próbujemy unieszczęśliwiać się na siłę tej jesieni.
Jest w nas coś z tragedii w tych październikowych popołudniach.
Melancholijny posmak w ustach.
Czas pozamykać okna.

poniedziałek, 11 października 2010

Do człowieka.

Zastygam w niepozie
W niemrawości
W nieprawości
Do snu.

Te pretensjonalne popołudnia
schyłku lata
i pomarańczowy sen.

Wdychasz mnie
Zamierasz w niepokoju
W przedpokoju
Do nocy.

Postanawiasz mnie kochać.
Otwieram oczy.

sobota, 9 października 2010

Szepczę. Tak jakbym mówiła sekret.
Rozchylasz usta.
Nie wiedziałeś.
Ta wszechwiedza jest czarująca.
Odbieram Ci wolność.
Odbierasz mi sny.
Jest w nas coś z chemii.

Jaki sens ma ten gorzki posmak w ustach?
Kto dał nam prawo do ucieczki?
Jak się żyje po drugiej stronie muru?
Wiosna zielenieje z ptakami.
One zawsze niosą wiatr. Zawsze.
Dym wypełnia dni.
Jak mogłeś nie zauważyć tej wolności tuż tuż?
Umarłeś jak małolat.
Nikt nic nie wie.

xxx

Dziś młodo umiera świat.

poniedziałek, 4 października 2010

Zwyczajnie o tej porze.

Nie nakochawszy się do syta, nie wypaliwszy ostatniego w życiu papierosa i spojrzawszy w czarną maślaną noc, zamknąłem okno. Wróciłem do łóżka i postanowiłem umrzeć.

niedziela, 3 października 2010

AA

Moje pijaństwo jakoś nigdy mi nie przeszkadzało dopóki pamiętałem o swoich urodzinach i urodzinach mojego kota. Zawsze przychodziłem wtedy z pracy, w urodziny kota mego i śpiewałem mu 100 lat otwierając kolejną Tatrę Mocną. Dawałem mu Whiskas, wygrzebany gdzieś na promocjach po 3,99.
Moje pijaństwo nawet świetnie ze mną współgrało. Co prawda, myłem zęby o najróżniejszych porach dnia i nocy, śniadanie jadłem w okolicach pory kolacji, a zmieniałem ubranie co 2 dni. Jednak czułem się spełniony otwierając białe wino pod koniec strudzonego dnia. Zawsze przed otwarciem butelki, tudzież puszki modliłem się o jutrzejszego niekaca. Traktowałem picie jako nagrodę za ciężki dzień, a kaca jako karę za nieodpowiednią nagrodę. To ciężko wytłumaczyć. Jeżeli miałem - w moim mniemaniu - ciężki dzień i pozwalałem sobie na 7 piwek przed pójściem spać, a ktoś inny nie uważał, bym miał ciężki dzień, to karał mnie kacem. Jeżeli rzeczywiście był to ciężki dzień i miałem podstawy ku temu, by nagrodzić się alkoholem, kaca nazajutrz nie było.
Z biegiem czasu i kac minął i zastanawiałem się, czy tak naprawdę ma być. Czy to jakiś podstęp i czy te wszystkie kace się nie skumulują w całość pewnego dnia pod postacią niewyobrażalnego bólu i kurczy mięśni. Okazało się, że nigdy po prostu nie trzeźwiałem, leciałem na gazie 24 godziny na dobę. W pracy szło mi wyśmienicie, ludzie mnie chwalili, ale ja miałem w sobie to poczucie winy za niekaca. Wyraz KAC wisiał nade mną jak fatum i czekałem tylko kiedy na mnie spadnie...
Pewnego dnia zapomniałem o urodzinach kota. Spojrzałem od niechcenia na kalendarz późną nocą już nieźle zrobiony. I oprzytomniałem. To dziś. A kot nie dostał Whiskas. Było już za późno, by cokolwiek kupić, tak więc schlałem się jeszzce bardziej, próbując zapomnieć o mojej porażce. Tego dnia straciłem przytomność. Nie odzyskałem jej już nigdy więcej.

sobota, 2 października 2010

Zastanawiam się co napisać. Skoro nie wiem, to jaki jest sens pisania czegokolwiek? Nie chce mi się stwarzać dziś fikcyjnego świata, w którym i tak się nie znajduję, nie chce mi się wymyślać osób i osobowości, nie chce mi się pisać wierszem, nie chcę pisać rodzajem męskim, nie mam zamiaru też fałszować wspomnień. Może po prostu napiszę coś od siebie... Może po prostu będę sobą w ten wieczór... Ponoć Goethe miał tak, że on sam nie pił alkoholu, ale wszyscy jego bohaterowie chlali na umór, tak samo było z samobójstwem. On sam myslał o samobójstwie, ale żeby ostatecznie nie skończyć z sobą, kazał Werterowi strzelić sobie w łeb. G. przelewał cały Weltschmerz na swoich bohaterów. A ja dziś chcę coś od siebie... Więc co dokładnie to oznacza? Nie chcę nic przelewać? Widocznie nie. Nie chcę dziś nikogo schlać, nikogo zabić? Widocznie nie. Jakoś dziś jest tak dobrze jak jest i zastanawiam się JAKIM CUDEM? A tak jakoś. Prowadzę dialogi ze ścianą, rozmawiam z czasem. To jakoś mi wystarcza dzisiaj i nie mam się siły silić na zabicie kogokolwiek...

xxx

Borges? Niee chyba nie to jednak. Borges: Człowiek szczęśliwy nie chce pisać, w zasadzie nic nie chce robić, chce po prostu być. Czy to z Borgesa stan znowu? Ja mówię nie, ale co powie sam On? To już ten stan? Ej, Jorge Luis, to już ten stan?
/wydaje się nie, ale próbuj, próbuj wariatko!/

piątek, 1 października 2010

blagam zeby jak najpredzej zdelegalizowac szczescie wolnosc niech w paragrafach kare smierci ma uniewaznic abolicje stworzyc tajna policje i szczesliwej milosci tropic kazdy slad!!!!!!