środa, 2 listopada 2011

Urodzić się w święto zmarłych, niezły żart losu.
Choć nie do końca. Całe życie czułem się tak, jakbym się nigdy nie narodził.
Żyłem gdzieś obok życia.
Psy wyły, alarmy aut.
Ja śniłem o lepszym świecie, o seksie z tobą, o wiecznym nienarodzeniu.
Zawsze byłem na opak, przeważnie milczałem.
Znajomi mówili, że jestem dziwny.
Wyliczali mi błędy i towarzyskie foux pas.
Znajomi... Ludzie, których poznałem na drodze - na raz. Nic znaczącego.
Kiedy mówiłem, że mam urodziny w święto zmarłych, zawsze mówili: Ty to jednak masz poczucie humoru! Pozabijasz nas wszystkich śmiechem!
We mnie nie było nic śmiesznego! -Czasem jedynie uśmiechałem się na myśl o wybiciu ich wszystkich nożem przeznaczonym do odkrawania mięsa od kości.

...Nie pozabijałem ich śmiechem...

Brak komentarzy: