poniedziałek, 7 lipca 2014

Robiąc dziś kurczaka z warzywami, doszłam do wniosku, że muszę znów stanąć na nogi i walczyć. Znów trzeba powstać jak Feniks z popiołów i wygryźć dziurę w murze. Przebić głową. Do kości, do krwi, do bólu. By potem - jak gdyby nigdy nic - podnieść głowę, zsiniaczałą od przebijania muru i powiedzieć sobie: "znów ci się udało, wariatko!"

Takie tam przemyślenia chujowej pani domu.

Walczyć, drapać, gryźć, nie dać się. Czuję, jak staję się silniejsza. Zaczynam być dumna. Zaczynam się zmieniać. Dorośleję. Chyba.

Nie wiem...

Brak komentarzy: