"Nie rozpamiętywać i nie wspominać zbyt wiele. Cieszyć się. Realizować zachcianki. Kupować sobie prezenty. I cieszyć się z tego, że ja, że słońce, że park, że Praga, że my... Musisz się wreszcie nauczyć, że nie można cię wiecznie ciągnąć za rękę..."
Znowu uciekłam. To jest już tradycja. Uciekanie od rzeczy. Nie mam jaj kompletnie. Nie chcę mieć zresztą. Wolę uciec, zostawić za sobą, spalić mosty, spierdalać. Nie wiem, czy tak jest łatwiej, ale jest spokojniej. Nie wiem, czy jest lepiej, czy gorzej - jest inaczej. Nie chcę o tym myśleć za wiele, ale dręczą mnie myśli. Zapominam cały cel tego wszystkiego. Wsłuchuję się w pociągi i tramwaje. W przejeżdżające samochody. Tęsknię. TęskniĘ do rzeczy, od których uciekłam, a które niegdyś były mi tak bliskie... Tęsknię za prostym "cześć" na ulicy. Za rozmowami na chodniku, za tą bliskością. Nie wiem... Za wszystkim, co przeszłe.
Nigdy więcej - powtarzam w myślach - nigdy więcej. I nigdy więcej właśnie się dzieje.
Jestem zdana tylko na siebie w tym wielkim mieście. Upinam włosy w kok. Przyprawiam się o mdłości i uśmiech. Zmieszana trochę odruchem wymiotnym schodzę na przystanek tramwajowy. Codziennie to samo. Praca, Praga, pierdolenie.
Czerwona od słońca, spocona od łez, siadam na oknie z widokiem na balkon. Odpalam papierosa. Palę wszystkie mosty zapalniczką. Spalam życie.
Jestem sama.
.
niedziela, 6 lipca 2014
Zelivskeho.
Autor:
Pola
o
niedziela, lipca 06, 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz