Mózg mnie przeraźliwie boli. Serce mi pęka. Pod stopami topnieje lód. Chyba nigdy nie dojrzeję do tego, by zapytać się siebie: co robisz nie tak, kretynko? co znowu źle, idiotko?
Nigdy jakoś nie miałam czasu ani ochoty spojrzeć w głąb i spytać się siebie... Tak po prostu, po przyjacielsku, kładąc sobie rękę na ramieniu: "DLACZEGO?"
Jest wokól mnie tyle zła, które sama generuję, nawet nie zdając sobie z tego sprawy... Jest mi źle sama ze sobą. Policzkuję się w lustrze codziennie, pluję w twarz. Za to kim jestem. Nie za to kim się stałam, za to KIM JESTEM. Kim się urodziłam. Czuję, że nie potrafię inaczej BYĆ.
Generuję sobie w mózgu milion przeraźliwych myśli.
Czasem w nocy krzyczę przez sen. Śnię o płaczu, przerażeniu, samotności. A gdy się budzę, sen staje się realnością. Nie ma od tego ucieczki. Nikt nie potrafi zakleić tej dziury. Nawet ja sama.
Czuję się samotna, ale TO JA tą smotność generuję. Nie chcę dopuszczać do siebie ludzi. "Nie taką cię chciałem" - przebrzmiewa mi w myślach. ...Ja siebie też takiej nie chciałam. "To jaką mnie chciałeś więc?" - nachodzi mnie w myślach za późna odpowiedź. ...Jaką ja siebie chcę?
Wszyscy ludzie wokół są tak agresywnie szczęśliwi, że to aż boli. Ale jednocześnie wiem, że ja to nieszczęście sama generuję. Może po to się urodziłam? - By żyć i umrzeć nieszczęśliwa. Może jest jakiś wyższy cel? ...Nie wiem. Nie wiem nic.
Nie widzę dla siebie wyjścia. To strasznie smutne. Od tego przeraźliwie boli mnie mózg.
piątek, 22 stycznia 2016
Spowiedź.
Autor:
Pola
o
piątek, stycznia 22, 2016
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz