Byłam dzisiaj na spotkaniu z Reggie. I jakoś tak trafiło to do mnie, że ja tu MAM przyjaciół. Nie wiem jakim cudem to zrobiłam, ale poznałam wspaniałych ludzi. Tak znikąd, po prostu. Pojawiali się na ścieżce i zostali. Przypadkiem. Zrządzeniem losu... To niesamowite, że zmieniając miejsce zamieszkania, równocześnie nabawiasz się nowych znajomych, przyjaciół. Często takich, którzy by sobie dali za Ciebie rękę uciąć. Oczywiście tęsknie do Kato, tęsknię do Mon i do Mi... Ale, tutaj, są równie wspaniali ludzie. Ja nawet nie wiem jak udało mi się tego dokonać, że będąc samą, zupełnie, po środku wielkiego miasta, znalazłam ludzi, którzy o mnie dbają i zawsze pytają co u mnie.
Kolejna rzecz. Gregg wczoraj mi wyznał, że tęsknią za mną i czy bym nie chciała wrócić. Szczerze mówiąc to zdanie krąży mi od wczoraj w krwiobiegu i być może zdecyduję się wrócić. Chociaż... Chciałam stąd uciec. Odpocząć w domu jakiś miesiąc, a potem znów wyjechać. Bo, jak się okazuje, przychylnych ludzi spotyka się wszędzie. Nawet samotnie. Oni się po prostu pojawiają z czasem. Więc czemu nie Australia na przykład? Czemu nie mój upragniony Londyn, którego odkładam już za długo?
Muszę to wszystko przemyśleć. W Pradze na pewno nie zostanę na dłużej, tego jestem pewna.
Mimo cudownych osób poznanych tutaj, wolę być tutaj jednak gościem, niż mieszkańcem.
Wiem, że do niektórych miejsc będę powracać tu zawsze, ale mieszkać tu nie znoszę. Nie lubię tego miasta. Tutaj szybko się umiera. Czas wyjechać. Ale dokąd?... Czas zweryfikuje.
Wracać jednak będę zawsze.
Tutaj stało się za dużo złego, bym sobie mogła tak po prostu tutaj dalej żyć. Ostatnie wydarzenia przytłoczyły mnie i przygniotły. Potrzebuję przyjaciela i potrzebuję rady. Potrzebuję nowego powietrza i potrzebuję nie widzieć tego domu. I tej okolicy. Już dość kocich łbów. Już dość mostów. Czas na coś innego, zdecydowanie.
sobota, 6 września 2014
I ran the streets where I grew up.
Autor:
Pola
o
sobota, września 06, 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz