Słucham "Splinter" Sneaker Pimps i przemierzam ten świat, w którym niegdyś chodziłyśmy z Mi na wagary. Tutaj po raz pierwszy piłam piwo, a tutaj po raz pierwszy chłopak chwycił mnie za rękę. W tym domu przeżyłam najdziwniejszą domówkę mojego życia, a tutaj z Mo upiłyśmy się do nieprzytomności. Pod rondem ganiałyśmy się z Mi w kółko... Tak trudno mi się przyzwyczaić do tego, że to już wszystko jest inne. Pozbawione jakiejkolwiek daty produkcji i ważności. Tęsknię do tego miejsca, jednak już nie tego samego. Wszystko się pozmieniało. Jednakże to miasto, przykryte pod powłoką ciężkich chmur i smogu; szare, obskurne, ze smutnymi ludźmi w tramwajach i autobusach - jest moim miastem. Jest jak drzazga pod skórą, której nie chcę się pozbywać. Chcę pamiętać. Chcę jednak pamiętać to dawne miasto - kiedy jako czternastolatka chowałam się w krzakach pod Spodkiem i gdzie z Mi ganiałyśmy się po rynku. Tu teraz wszystko jest inne. Wyzbyto się mojej młodości tutaj. Usunięto relikwie, zabrano przedmioty, pomniki. Pozostaje to w moich snach. Czasem wraca do mnie to słoneczne miasto z "szesnastką" zawracającą jeszcze na Pętli Słonecznej i z budynkiem DOKP.
Żyć trzeba dalej.
W innym mieście. W innym kraju.
Bo tu jakoś za smutno, by żyć.
piątek, 26 lutego 2016
Autor:
Pola
o
piątek, lutego 26, 2016
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz