czwartek, 27 sierpnia 2009

Czasem wieczory są puste. Przepełnione są nicością i beznadzieją. Człowiek w taki wieczór stara się znaleźć swoje miejsce na ziemi. Czasem, w takie wieczory, wszystkie fotografie wydają się zakłamane i nic niewarte. I przed oczyma staje wyraźne pytanie: Kto Cię odprowadzi do domu kretynko?? Kto cię przeprowadzi przez te wszystkie opadające liście?
W te wszystkie wieczory świata desperacko szukasz wybawienia. I wmawiasz sobie, że to daje ci szczęście i ukojenie.
Czasem, w te brudne wieczory szukasz siebie. I w pewnej chwili zaczynasz bardzo tęsknić Za niczym. Za wszystkim. Zdaje ci się, że wszystkiego już w życiu wysłuchałaś: że on kocha, ona nienawidzi, że oni są i będą szczęśliwi... I już cię nic nie zaskakuje w takie wiczory jak ten. Nie ma już miejsca w sercach ludzi na twoje telefony rozpaczy, na łzy, na śmiech. I na krzyk. Pozostało ci jedynie dotykać kogoś, kto nigdy nie istniał w zaciszu czterech ścian, które zbudowały ciebie.
W te wieczory często płaczesz. Bo nikt nie przegląda listów od ciebie, a ktoś wyjmuje z ramki twoje zdjęcie. Całe powietrze milczy. Twój płacz przykrył cały hałas świata.
W ten wieczór, w te wszystkie niewyraźne najciemniejsze wieczory są z tobą ci wszyscy ludzie, do których nie było ci dane się uśmiechnąć. Ludzie, których nie było ci dane dotknąć, przytrzymać za rękę... Poczuć zapachu nie było ci dane, smaku... Ludzie, z którymi cię łączy więcej niż z innymi, bo oni czują tak samo, wyjmują ci z ust słowa, których ty nigdy nie byłabyś w stanie wypowiedzieć, bo rozumieją, bo chodzą spać z taką samą tęsknotą i budzą się z taką samą nadzieją.
Czasem, w niektóre wieczory, niebo zdaje się przykrywać, przygniatać świat swą wielkością.
Patrzysz w lustro - to nie ty, to ktoś, kto żyje wraz z tobą. Jego oczy mają ten sam blask co wtedy...
Tylko, że to nie ten sam świat.
To brak świata.

Brak komentarzy: