sobota, 29 sierpnia 2009

W oddali czuć było tę pustkę. Smog unoszący się w powietrzu wieczoru. Ten zapach wiosennej burzy... Znajome drętwienie ust. Tak, Harry, koniec już bliski.

On jedyny sprawił, że płakałem. Płakałem ze szczęścia, z zachwytu, z żalu, smutku, bliżej nieokreślonej furii...

Zaiskrzyło coś z daleka. Ta duchota, ten skwar i spanie przy otwartym oknie, bys mógł dosłyszeć wszystkie odgłosy miasta. Czy tylko tego chciałeś, Harry?
Ktoś próbował wybudzić z wieczngo snu.

Wieczny sen.
Wieczny zywot.
Pióro wieczne.

Twoje dzieciństwo, Harry. Mówili ci, że to ty wszystko popsułeś.

Ubrania na podłodze - ty tak zawsze... Nie nienawidź się za to.

Kolekcjonujesz zapachy, a każdy jeden kojarzy ci się z innym etapem twojego zycia. Czy możesz mi je wszystkie zliczyć?
Po co to robisz, Harry?

Zapomnij.

Szklane meble w twoim domu. Nazbyt kruche byś mógł z nich korzystać.
Ale pamiętaj, że twoje serce nie jest ze szkła.

Wieczna ciemność. Umierasz już. Od środka gnijesz.

Pamiętasz? Kiedyś ręka usychała ci od pisania opowiadań, które teraz zbierają kurz w twojej szufladzie.
Teraz ręce pachną ci kwiatami.

Idź spać.

I nie myśl za dużo, bo podobno od nadmiernego myślenia biorą się te wszystkie przeokropne choroby psychiczne.
Nie stań się jednym z nich. O to cię proszę...

Brak komentarzy: