środa, 9 grudnia 2009

Pogodaszaruga, pogoda za długa, pogoda w kratkę, pogoda w paski... Pogoda dla wytrwałych, pogoda dla zmarniałych. Pogoda dla pogodnych!

Ujście zimy znajduje się w moim pokoju, w czterech ścianach mojego jestestwa, w szarudze dnia, w niebieskości ścian na wskroś.

Pamiętasz jak zaciskałaś pięści i jak sine one były? Skąpana w nicości dnia, poprzez wiatr i śnieg, otulona swoim alkoholem, w bezpieczeństwie upojenia, tańczyłaś z liśćmi... To wszystko jest wyrwane z kontekstu, to wszystko jest bez sensu, to wszystko może kiedyś sens będzie miało, rzeczywistość: to już mi zmarniało!

Noce są za długie, by je przesypiać, nie śpi się przy silnym pięknie; te noce skąpane w nowiu są za ciężkie, by je móc pokonywać. Przygniatają ciężarem i nie dają się wyswobodzić z objęć. Dużo czarów, dużo magii, dużo niczego, za mało wszystkiego.

Zawsze lubiłaś się uśmiechać patrząc na mnie. Myślisz, że nie zauważyłem? Jak kradniesz mi spojrzenia, jak się wynurzasz spod znaku cienia, jak przyciągasz zapachy, jak wirujesz, jak wzbudzasz ochy, achy!

Ta historia jest i długa, i niczyja, ta historia się nie kończy, nie zaczyna.
Ta historia jest i o mnie, i o Tobie, ta historia jest już taka sobie.

xxx

Na muszkach jesiennych osiadł wiatr.

xxx

W sumie nie wiem po co znów zaczynam po raz enty, już przecież wszystko jest tu nieważne, pozbawione daty produkcji. Te dni są wyrwane z kalendarza tak jak ja. Jak ja. Nie ma daty ważności, a jednak wiem, że to jest przeterminowane! To lato, ten skwar, siedzenie na balkonie (balkonie!), to jedzenie nocą już jasną, ten niedosyt. To zakochanie! Zakochana byłam w tylu rzeczach naraz. Pasja ta wielka, niczym ucieczka. Pisanie? Spanie? Malowanie? Żałowanie? Czytanie? PISANIE. PI-SA-NIE! NIE! I nie mogłam sobie odżałować tylu rzeczy, tylu słów, tylu marzeń; i nie mogłam przegapić tylu zdarzeń. ZakochaNIE. Przyrzekłam sobie na nie. Nigdy więcej już żałości w sercu, nigdy więcej radości na zmianę ze śmiercią. Nigdy więcej marzeń o rzeczach wielkich. Bo co, bo nic...

Wtargnęło jednak, rozruszyło (rusycyzm?) porządek dnia, zabrało wenę, zabrało mnie. Jakoś się z tym pogodzę, jak ze wszystkim. Zawsze mówię ciche "tak", jak po środku krzyczę nie. Zawsze kiwam głową nie przecząco. Po środku świata stoję ja, ja jak każda inna. INNA! Z szumem w głowie, z pająkiem na ręce, z wiecznymi skarpetkami nie do pary...

Patrzę na to jak świat z telewizora wycieka mi na buty. Zasrał całą rzeczywistość. I już jesteśmy zpikselowani, już jesteśmy w kratkę, już nie mamy o czym śnić...! To takie prawdziwe! To takie ludzkie nie być ludzkim! To takie żenujące, krępujące, osaczające.

Jakoś nie chce mi się zmieniać tej domeny, mimo, że już wszystko opisane tutaj jest poza terminem, tak więc kontynuuję tu, a jednak na nowo. Może tym razem się uda. Uda się? Uda?

Brak komentarzy: