niedziela, 14 marca 2010

The boy that you loved is the man that you fear.

Ja to Cię nawet lubię, wiesz?
Jakoś nadal tak. Tak jakoś.
I sama pukam się w czoło. Jak?
Ale ja to Cię nawet lubię...

Jakoś tak, a jak, na wspak.
Dziś mam fajnie w głowie
Nawet dziś lubię Ciebie.

Rozejm?
Ej?
Rozejm?

Rozjemcy z nas. Zawsze przecież. Nawet jak wojujemy. Bo jedno drugiemu pomaga w biedzie. Bo za dobrze się znamy. Przecież to ty jesteś moją playground love.
Zawsze już będziemy tak właśnie ze sobą żyć. I ja wiem, że będziesz zawsze gdzieś obecny. Zawsze byłeś no i będziesz. I muszę się z tym pogodzić. Ale nie umiem Cię pokonać. Nawet nie wiem czy chcę. A bądź se już, tylko bądź cicho.

To chyba w tym jest najśmieszniejsze, że ja nadal mogę na Ciebie liczyć. Śmieszny żart życia, by za nudno nie było. Ja czasem nie umiem się nadziwić jak moje życie odbiega od normy. Zawsze gdzieś się znajdzie ten jeden zwój mózgowy odpowiedzialny za Ciebie. Ale to dobrze. Bo gdybym zapomniała, to nic bym nie wyniosła z tej nauczki. Źle się wspomina, ale dobrze się pamięta.

Aha, i tak by the way - fuck you anyway.

Brak komentarzy: