niedziela, 12 września 2010

Dziś tak jakoś wspaniale. Telefony sprzedają świetne wiadomości, listy pisane od serca. I pogoda raczej na plus. Do tego w głowie dawno niesłyszany szum. Muzyka Casiokids i przejmująca książka. Nie odbierzesz mi tego!

xxx
Zawsze rano, w deszczowe dni zbieraliśmy się razem na klatce schodowej modląc się o słońce. Jak nie było co robić, zapalaliśmy papierosai rozmawialiśmy o nowych grach komputerowych. Marta zawsze przynosiła jogurt z ziarnami zbóż (polubiłam go dzięki niej). Spędzaliśmy na tej klatce całe dni, kłanialiśmy się sąsiadom. Błażek przynosił z domu ciepłą herbatę i cukierki. Ja wynosiłam z domu obiad i dzieliłam się z sąsiadami. Każdy zresztą przynosił obiad. Mentos opowiadał o kolejnej nieudanej randce, nie wiedząc że Maga oddałaby duszę diabłu za jeden film z nim na pół. Inni sąsiedzi skarżyli się na dym na klatce. Zazdrościli nam po prostu, że mamy co robić w deszczowe dni.
Jak było słonecznie, wszyscy wychodziliśmy na rower. Puszczaliśmy sobie nawzajem sygnały na stacjonarny i było wiadome, że za 15 minut na dole z rowerem. Czasem w środku nocy zdarzały się sygnały. Schodziłam zatem z moim Scottem na dół i jazda parku! Była nas szóstka. Marta, ja, Błażek, Mentos, Maga i Szi. Za to, że było mi dane mieszkać w jednej klatce z nimi - dziękuję.
Teraz wszystko się rozpadło raczej. Mentos i Maga założyli rodzinę na drugim końcu Polski, Maga jest w ciąży po wielu nieudanych próbach. Dziś przyszedł od niej list. Mentos jest szefem w wykwintnej restauracji (zawsze obiady jakie przynosił były najsmaczniejsze, może ma z tym związek jego późniejszy zawód?) Marta mieszka nadal w tym samym bloku i jest nauczcielką w szkole podstawowej, praktycznie nie mamy już ze sobą kontaktu. Błażek się doktoryzuje na Wydziale Nauk o Ziemi. Szi założył swój własny biznes i często podróżuje do Chin, nie ma go praktycznie w kraju. Zastanawia się nad przeprowadzką do Chin. Wpada czasem na święta, wtedy idziemy na piwo i opowiadamy sobie o naszych teraźniejszych życiach jak i wspominamy przeszłe... Dziś napisał, ze wraca w grudniu i że się musimy spotkać. Ponoć zapuścił włosy i przestał nosić okulary (soczewki...). Jakoś to życie idzie naprzód. Błażek planuje wesele w marcu.
A ja? Teraz jak idę do Tesco na piechotę (to wcale niedaleko) to zabieram ze sobą jogurt z ziarnami zbóż i zdarza się, że wieczko w torebce pęka...

Brak komentarzy: