poniedziałek, 9 marca 2015

Nie napisałam tej książki tak jak zamierzałam. A Sean mówił, żebym zabrała się za to jeszcze dzisiaj/teraz. Oczywiście, według mnie na wszystko jest czas. Bo babcia - informator - będzie żyła wiecznie. Jeszcze sobie pożyje przecież. Oczywiście, byłam znów głupia. Teraz, kiedy ona jest tak daleko i balansuje na krawędzi być lub nie, ja pluję sobie w brodę po raz setny w tym życiu, że nie posłuchałam, że nie spakowałam walizek, że nie napisałam tej powieści. O dziadku. Bo jest o kim opowiadać.

Obiecuję. Jeżeli się obudzisz, jeżeli kiedykolwiek jeszcze otworzysz oczy, ja pojadę, przyjadę i napiszę najlepszą powieść biograficzną stulecia. Powieść o powieściopisarzu. Tylko otwórz oczy. No? Zawalczysz? Walcz, proszę. Nie stać nas na kolejną stratę. Błagam, nie rób tego teraz, jeszcze tyle przed nami.

Jeżeli moje słowa są coś warte, to obiecuję. Tylko obudź się, noooo. Proszę... Jestem mistrzem kamuflażu jeżeli chodzi o moje uczucia, przeważnie. Są jednak takie dni i takie sytuacje, w których po prostu nie umiem udawać uśmiechu. To jest taki dzień. I nie mam zamiaru tu nikogo czarować, ani brać na litość. Nie o to tu chodzi. Chcę jedynie wykrzyczeć swój środek, wypisać to, co boli. Zapomnieć, pamiętając o tym. Babcia, walcz! Mamy przed sobą powieść do napisania! Tak, to jest ten czas! Przyjdę do Ciebie, usiądziemy przy pomidorówce, zaśmiejemy się i zaczniemy wspominać. Ja to zapiszę wszystko, spiszę jak Biblię. Obiecuję. Tylko zostań przy mnie.

Poza tym, to nie jest dobry czas na umieranie. Serio, babcia. No weź nie rób jaj.

Brak komentarzy: