piątek, 7 października 2016

Wracając wczoraj z koncertu, z bardzo przygnębiającego koncertu, cisnąc się w zakurzonym, przyciemnym autobusie, wspominałam Ciebie. Wspominałam, jak pocałowałeś mi przecięty palec, żeby szybciej się zagoił; wspominałam nasz śmiech i nasze pocałunki na wietrze; przypomniały mi się spacery po kamiennych ulicach Pragi. Rozmyślałam o tym, jak znaleźliśmy buty na środku chodnika i o tym, że przyniosłeś mi kasztana na pożegnanie. Zdałam sobie sprawę, że ja tak pięknie i cudownie za Toba tęsknię, aż mnie to boli. Że boli mnie ten autobus, ta cała moja bylejakość kiedy Ciebie przy mnie nie ma mnie boli. Bez Ciebie jestem szara i byle jaka. To Ty sprawiałeś, że czułam się zabawna; sprawiałeś, że czułam się mądra i sprawiłeś, że poczułam się lepszym człowiekiem. A teraz - w tym nocnym 136 cisnę się wraz z bandą nawalonych nastolatków i wszystko wydaje się być dzwine, tłuste, szare i przydymione. Ja sama jestem szara i przydywmiona. Chciałam wyjść, wyć, wydrzeć się. Że lecę, że pierdolę, że już mnie masz. Że tam jest moje miejsce - że od zawsze było. Życie podjęło decyzję za mnie - niedługo się pakuję. I polecę.
I już więcej mnie nie zobaczycie.

Brak komentarzy: