poniedziałek, 10 października 2016

Mózg mam podziurawiony myślami.

Kiereszują mnie uczucia i emocje.

Tyle dobrze, że skupiam się na sobie.

Coraz częściej zastanawiam się nad sobą, więc chyba jest progres. Kiedyś w ogóle nie myślałam o sobie i trwałam w dniu. Nie miałam wpływu na nic - nie chciałam mieć. Teraz zaczynam czuć moją decyzyjność. Jeszcze nie jestem decyzyjna, ale czuję, że mogę być.

To coś nowego.

Odkrywam się, zaczynam się zastanawiać nad tym, co lubię robić. Lepię się do nowych rzeczy - malowałam cały weekend. I odkrywam, że lubię to robić. Porzuciłam malowanie tak dawno temu... Teraz wracam jak syn marnotrawny, z podkulonym ogonem i mówię sobie: spróbujmy.

Trzeba walczyć, trzeba drapać pazurami, trzeba gryźć, trzeba wydrapać ze mnie gnijące części mnie.

Trzeba mieć wobec siebie oczekiwania i czasem ich nie spełniać. Bo każdy czasem popełnia błędy. Nauczyć się jednak, jak tych błędów popełniać mniej.

I nie przejmować się zbytnio. Otoczeniem. Innymi. Inni boją się tak samo i mają to samo w głowie. Niektórzy jednak dobrze to skrywają. Trzeba skupić się na sobie i na tym, co ma się u siebie w głowie. I na tym, jak bardzo nie chcemy tego mieć...

Żyć dla siebie.
W równowadze ze sobą.
W zgodzie.

Odkrywać świat na nowo i próbować go namalowć. Opisać. Stworzyć.

Brak komentarzy: