Oddajcie mi te wszystkie noce, kiedy zamiast tworzyć rzygałam na tęczowo w jednej z Praskich bram.
Chodź, załóżmy rodzinę, miejmy dom z ogrodem, psy i koty i udawajmy, że nie jesteśmy emocjonalnie niegotowi na to.
Weź mnie w miejsca, które lubisz. Skradnij mi całusa.
Chcę znów poczuć życie na nowo.
Teraz jestem już na takim etapie życia, że w ogóle nie potrafię zrozumieć, że byłam kiedyś tak do bólu zakochana. Że wszystko po kolei mnie raniło, byłam nadwrażliwa i łatwa do krzywdzenia. Teraz już tak chyba nie umiem. Ani kochać z pasją, ani dawać się ranić. Jakoś dziwnie to chodzi ze sobą w parze. I jest mi i smutno, i wesoło, że tego już nie ma. Z tym odeszła cząstka mnie, ale też duża dawka melancholii i przygnębienia.
niedziela, 9 października 2016
Autor:
Pola
o
niedziela, października 09, 2016
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz