niedziela, 16 maja 2010

Gin z tonikiem.

- W domu znów nie ma nic do picia. - mówię Gulaszowi.
- Weź się, wódka jest.
- Gulasz, kurwa, ja nie mogę codziennie chlać. Obudziłam się jeszcze najebana, nie będę doprawiać się wódką. - otwieram szerzej oczy tego brudnego ranka. Rozglądam się na boki. Kto tu wczoraj został na noc? Obok mnie Angelus i Macieńczuk. Na Oleśce leży Szpaku, obok nich Franek i Antek, potem, na samym końcu Alex i Szprycha. Gulasz chodzi po domu w majtkach w paski. Chyba zbiera się do łazienki. Na stole walają się kieliszki, niedopitki wódki. Widzę, że stół się klei od soku porzeczkowego. Niedopałki papierosów leżą na linoleum. W tle gra muzyka. Znów film się urwał, znów będzie kolektywna bezświadomość i próba odtworzenia sobie wczorajszego wieczoru. Pamiętam, jak zaczęłam tańczyć z Gulaszem do "Everybody's fool", a sąsiedzi walili przez ścianę. Chuj z nimi, jesteśmy młodzi, chcemy się bawić i mamy do tego święte prawo.
- Królestwo za wczorajsze wspomnienia, nagrywał ktoś? - zainteresował się Alex.
- Chuja, nie nagrywał! - krzyczy z łazienki Gulasz - wszyscy byliśmy tak najebani, że nie wiemy gdzie się podziały nasze telefony, znów będzie wielkie szukanie, kurwa mać!!
Poranek raczej szary, z kroplami deszczu na parapecie; zdecydowanie za smutny dzień na kaca...
- To jak, zbiorowe leczenie kaca? Musi ktoś coś dziś ogarniać?
Reszta ludzi obudziła się słysząc naszą głośna skądinąd rozmowę.
- Ja nie. -mówi Szprycha. W ślad za nią każdy mówi, że nie. Leżymy zatem dalej z rozkurwem we łbie. Lepiej jest przeżywać tego kaca razem, niż z osobna.
- Dobra - zaczyna Franek - to co się wczoraj działo?
- No na początek "Kosmatagon" - zdaje relację Antek - tam kilka kieliszków jeb jeb! Tequilla, 2 szybkie szoty i na parkiet, nie? Tam się wypociło, to do baru po następne. Kilka lasek przelizałem, kurwa, pasztety, z tego co pamiętam. Ile razy wam mówiłem, byście mnie zabierali od morświnów, jak mnie z jednym widzicie?
- A co ci będziemy zabawę psuć? - uśmiecham się do Antka, jednocześnie wypatrując Gulasza. Ciekawe czy usłyszał mój żart, czy się zaśmiał. Wczoraj powiedział mi, najebany już ostro, bym spierdalała. Ja oczywiście posłuchałam i poszłam wódkę pić. On odpadł, a ja topiłam żale z resztą ekipy. Jak spał, to nie spierdalałam, było już ostro nad ranem, a on jak się obudzi, to i tak nie będzie pamiętał, że tak powiedział. Zostałam. I piłąm tą wódkę. A teraz kac. Kac morderca. To wszystko, kurwa, przez Gulasza, bo jakby mi nie powiedział "spierdalaj", to bym się nie zapominała z tym piciem. A tak? Trzeba było zapić smutki...
- No a po "Kosmatagonie" co się działo? - wracam myślami do rozmowy.
- Jak to, kurwa, co?! - Gulasz wychyla się zza drzwi kibla - Żeście zrobili wiochę na ulicy. Za dużo zielska żeście spalili i chodziliście jak z "Akademii dziwnych kroków", Angelus to gacie nawet rozebrał. Laski się śmiały, no a jak, bo zjarane w chuj, mnie tam do śmiechu nie było, bo mieszkam na tej ulicy do chuja pana!
- Ej no luz, Gulasz. Agrafka się śmiała, a też tu mieszka.
- Tymczasowo - mówię - dopóki nie znajdę niczego innego, nie chcę wracać do rodziców.
- Ej, to dlatego, że ona się z tego śmiała, powiedziałeś jej wczoraj by spierdalała do rodziców? Tak coś mi świta... - zagaja Oleśka.
- Ej no kurwa, po co wywlekasz te brudy? To co było wczoraj, było wczoraj! Dziś jest juz zupełnie inne życie. I szare, i nudne... Daj jednak tą wódkę Gulasz.
- Sama se weź, nie jestem twoim murzynem.
- Gulasz, czy ty w ogóle lubisz tą agrafkę? Bo kurwa, ona wczoraj siódme łzy wylewała za tobą, a ty tak, jakbyś ją miał w dupie. Przeszkadza ci ona? Bo jak tak, może mieszkać u mnie!
- Oleśka kurwa, stul pysk! - Hamuję ją, a ona swoje.
- Niech jest, a że spierdalaj mówiłem to nie pamiętam. Musiałem być już ostro najebany, nie ogarniałem, no agrafka, wybacz, żalu nie ma.
- Spoko Gulasz... Nic się nie stało.
Podchodzi na łóżku, skrada się Oleśka i mówi półszeptem przez leżące osoby:
- Czemu ty się dajesz tak traktować, głupia? On cię poniża. Lubisz tak?
- Zawrzyj ryj. O wiele bardziej cię lubię jak jestem najebana!
- Dobra, kurwa, skończcie te babskie gadki, co się działo po "Akademii śmiesznych kroków"? - pyta Szpaku.
- Mnie się już film urwał tu. - zaznacza Antek
- No aj się nie dziwię! Tequilla podziałała! - odpiera Szprycha.
- Ty się nie pucuj Szprychalska, bo to nie ja rzygałem ludziom pod oknami. Jak ci wyszli popatrzeć, przez okno się wychylali, to żeś mówiła: "przepraszam, ja jestem z Łodzi, u nas inaczej się pije". No w ogóle what the fuck?? - odgryza się Antonio.
- Hahaha, mo rzygać rzecz ludzka, kurwa. Się wyrzygałam to lepiej mi było, nie to co ty, cały wieczór z dupy, bo cię trzeba było nosić wszędzie jak balast.
- Dobra, odchodzimy od tematu, co potem się działo? Wie ktoś? Przypomina sobie? - Macieńczuk drapie się po karku.
- Ja mam przebłyski... y... Dyskoteka? - Franek kontunuuje temat.
- Taaaa dyskoteka - schodzę z łóżka po wódkę i biorę łyka z gwinta. Nie czuję jej smaku, musiała wywietrzeć przez noc, bo nikt nie zakręcił butelki - dyskoteka numer dwa gdzie Antek siedział w boksie i lizał jakąś zwalistą blondynę.
- No nie mów, że to prawda!
- Prawda najświętsza, Gulasz świadkiem!
- Tak, tak, prawda. Kurwa, ty masz wzięcie u najobleśniejszych lasek w tym mieście. To się nazywa pech, stary.
- No i zwyczajnie - opowiadam dalej - polała się wiśnióweczka, piweczko i tequille. Gulasz zjebnął whiskey z lodem. Wyszedł na parkiet, na balety, na podrywy, coś go tam za tyłek macało, jakaś raszpla nieziemska...
- To gdzie my byliśmy na tej dyskotece w Kurwidołku Pener? - pyta Antek.
- No w "Zwyczajnej" byliśmy... - mówię.
- A potem? Potem? - dopytuje Oleśka.
- Potem przyszliśmy tu. Wzięliśmy jakiegoś kolesia z ulicy na chatę, zagubiony był, ponoć ekipę stracił swoją na mieście, to Gulasz przygruchał, wódeczką poczęstował. On tak siedział i siedział i nawet mądrze gadał o jakichś cząsteczkach w kosmosie i o egzoplanetach gadał... No i Gulasz poprosił mnie do tańca wtedy. Tańczyliśmy tylko my. reszta siedziała. To tak mi trochę głupio było samej tak z nim tańczyć...
- O! I wtedy ci powiedział byś spierdalała i poszedł spać! Tak tak! To wtedy było! Już pamiętam! Przypominam sobie!
- Kurwa i wielkie rzeczy ja pierdolę, stul pysk Oleśka bo jak boga kocham zaraz ci jebnę! - irytuję się nieco.
- Dobra, Agrafka luźno. Kurwa...
- Ale czekajcie, że co? Że jak? Ja kogoś na chatę zawinąłem wczoraj? Nieźle musiałem być najebany...
- No, Gulasz, po "Zwyczajnej" i po twojej whiskey to żeś się w sumie kurwa narąbał. Koelsia nie pamiętam, ale w sumie, to do ciebie podobne, że spraszasz ludzi. - mówi Franek.
- Wszyscy byliśmy wczoraj nieźle nadupieni. - pociągam znów wódkę z gwinta, ledwo się wzdrygam. Nie lubię pić wódki na kaca. Sok porzeczkowy cały na ziemi leży. Mam myśli, czy by nie zlizać...
- Kto do sklepu? - pyta Oleśka.
- Pierdolcie się wszyscy, mam taki czołg w mózgu, że ja do 18 stąd nie wychodzę! - mówi Antek.
- Ja kurwa też nie idę nigdzie - mówi Gulasz. W ślad za Gulaszem i Antkiem poszli wszyscy, nikt nie chciał do sklepu. Mnie się też nie chce, łeb napierdala jak oszalały. Tam mi chyba ktoś zamieszkał i wyżera mi mózg... Postanowiliśmy zamówić pizzę. Franek sennie sięga do swoich spodni, leżących niechlujnie na podłodze. Grzebie i grzebie, a z każdą sekundą rośnie w jego oczach przerażenie.
- Kurwa, portfela nie mam! Ja pierdolę, zgubiłem portfel! I komórkę!
- Ty, kurwa - Macieńczuk sięga do swoich spodni - ja też nie mam portfela!
Każdy zaczyna gorączkowo grzebać w swoich ciuchach. Nikt nie znalazł ani portfela, ani komórki.
- To jest kurwa niemożliwe byśmy wszyscy zgubili portfele!!! - mówi Antek.
- Ty, ale ten koleś! Ten co niby ekipę zgubił. Może on się nie bał i zajebał? - olśniło Angelusa.
- To jest myśl! Kurwa, złodzieja na chatę sprowadziłem. Chuj, kurwa!! Pierdolę! - Gulasz zaczyna panikować - Ktoś pamięta jak wyglądał?
- Co Ty, Gulasz, wszyscy najebani byliśmy. - mówi Szprycha.
- Agrafka, ty pozostałaś przy zmysłach najdłużej. Większość z nas nie pamięta jak się tu znalazła, tu u Gulasza. Ty jeszcze pamiętasz. Pamiętasz jak ten koleś wygląda? I kiedy poszedł? - pyta Franek.
- Jak przez mgłę - mówię - pamiętam. Taki wysoki, czarne włosy, kurtka zielona. Ale też najtrzeźwiejsza nie byłam... O której poszedł to nie wiem, nie zauważyłam.
- Ty, chwila, przypominam sobie! - krzyczy Oleśka - Bo Agrafka do Gulasza powiedziała, że ten gość to chyba nam coś z domu wynosi i że się dziwnie rozgląda. Agrafka była zaniepokojona w chuj, no nie? I mówi Gulaszowi, żeby go wziął stąd, bo jeszcze coś zwędzi. To było wtedy gdy tańczyli oni. No, gdy wy tańczyliście, no nie? I Gulasz mówi, że nie, że to jego gość, że on go tu sprosił i że na pewno nie ukradnie nic. Bo kurwa wódką poczęstowaliśmy i w ogóle... To Agrafka już nie chciała tańczyć, wolała tego gostka poobserwować, se siąść. I wtedy Gulasz ryknął, że jak ona mu nie wierzy to ma spierdalać, a to jakoś już po 3 było. I gdzie oan by się podziała, jak wszyscy tu są a do rodziców jej nie po drodze? I ta siadła wtedy i zaczęła pić. Chyba z Frankiem wtedy na kielony poszli ostro. A koleś kiedy zniknął to pojęcia nie mam...
- No, ja też nie, ale wiem, że zniknął z naszymi porfelami, do kurwy! - mówi Franek.
- Kurwa, kurwa, kurwa! Ja już nie piję! I nie sprowadzam obcych osób do domu! - przyrzeka Gulasz.
- Ja już nie piję i nie liże się z wielorybami! - przyrzeka Antek.
- A ja po prostu spierdalam stąd. Jak najdalej! - Wychodzę trzaskając drzwami - Chuj z wami! - schodzę po schodach uradowana, że czas tej pijackiej meliny mam już za sobą, a z drugiej strony zmartwiona, gdzie się pobędę. Nic, kazali spierdalać, to spierdalam, nie będę się nikomu narzucać. Kocham tego gnoja. Kocham. Ale nie mogę tak żyć. Oleśka ma rację: daję się poniżać. Koniec z tym! Dawno u rodziców nie byłam...

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Przerażająco się czyta tych pijackich dokonań. A na końcu same straty, fizyczne, materialne, moralne..

Pola pisze...

To aż dziw bieże że ktoś to czyta :)