- I wiesz... I spotkałam się z nim ostatnio. Powiedział mi, że on nie umie żyć w związku. Że to nie dla niego. I że on poza tym już w związku jest...
- W związku z czym?
- W związku z kobietą. Ale otwartym. Spytałam, że niby na czym ta "otwartość" polega. No on mi mówi, że śpią z innymi ludźmi, bo lubią. Ale on jest jej oddany... Czujesz? Bzyka inne dupy, ale "oddany".
- Co to za szit?
- No właśnie. Mówię mu, czy on tak naprawdę? On mi prosto w oczy, że tak. Że nawet zasady swoje mają. Jak się zabezpieczać i czego nie robić... I zawsze wraca na noc do niej. Ona się na to godzi. Sama chyba też z kimś tam sypia... Pytam się go więc, czy on ma zamiar to kiedyś zmienić. On, że nie, że on to wyniósł z domu.
- Jak to: z domu??? Kto wynosi wolne związki z domu?
- Słuchaj. Najlepsze to dopiero będzie. Jego rodzice byli jakoś 10 lat po ślubie, gdy jego matka znalazła listy do swojego męża, a jego ojca, od niejakiej Japonki. Takie wiesz... Na czasie, pisane niedawno. Na bank ich coś musiało łączyć, treść na to wskazywała. Matka zamiast się wkurwić i chłopa wyrzucić na zbity pysk, to stwierdziła, że to w sumie romantyczne i poprosiła męża, by ta Japonka WRAZ Z MĘŻEM I DZIEĆMI przeprowadzili się do ich mieszkania... No obłęd, mówię ci. Jak powiedzieli, tak zrobili. Mieszkali tak wszyscy na jednej kupie, w komunie. I nagle mąż Japonki wpadł na pomysł, że byłoby fajnie, gdyby ta Japonka miała dziecko z tym drugim, z ojcem jego! Tak więc Japonka zaszła w ciążę z mężem jego matki. Opowiadał. Ja nie mogłam uwierzyć.
- No telenowela!
- Takie pojebane rzeczy pisze życie. Po tej rozmowie stwierdziłam, że to nie dla mnie, że się wypisuję. Skasowałam jego numer.
- Całe szczęście. No more drama.
Takie scenariusze NAPRAWDĘ pisze życie...
piątek, 17 lipca 2015
Autor:
Pola
o
piątek, lipca 17, 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz