Dzisiaj mi się przypomina tyle miałkich rzeczy. Przypomina mi się, jak z Kuczem za gnoja wdychaliśmy tabakę w jego pokoju, słuchając nowego kawałka Craddle Of Filth. Przypomina mi się nauka historii na balkonie. Pamiętam pierwszy papieros na śmietnikach z Mi. Przypomniało mi się, jak z Rodzynem rwaliśmy na otwarcie Silesii, bo to było wtedy takie na czasie. Przypomniała mi się Kryśka, która nazywała mnie swoją przyszłą synową. Pamiętam jak z Darią, Eweliną i Mi chodziłyśmy po Katowicach i rozdawałyśmy chłopakom róże na Dzień Kobiet...
Czasem to mnie nachodzi. Jeden znajomy zapach i wszystko wraca, a to przecież wszystko jest już przeterminowane. Teraz wszystko jest inaczej. Już nie chodzę po Katowicach. Jestem porozrzucana po świecie. Zbieram swoje resztki z Londynu, z Włoch, z Nowego Jorku. Próbuję się posklejać, poskładać, znaleźć ujście.
Dziś dowiedziałam się, że mój dział może się przenieść do Londynu... Kto chce, to może aplikować i będzie przeniesiony w odpowiedni dział na Wyspach.
Myślę intensywnie. O tym, co było i o tym, co będzie. A może by tak jednym machnięciem ręki wszystko uciąć? Zostawić przyjaciół i wyruszyć jednak już na te wyspy? Blisko do Moni, blisko do mojego ukochanego Londynu. Wszędzie blisko.
Urwać się. Zostawić. Machnąć ręką. Zniknąć.
A wiadomo, że umiem. Palę mosty. Nieczęsto. Tylko, jak coś bardzo drażni już aż nie do zniesienia. Palę. Spalam mosty, spalam życie. Ot, tak już mam.
środa, 15 lipca 2015
LDN [2].
Autor:
Pola
o
środa, lipca 15, 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz