sobota, 8 października 2016

Smutnych ludzi nikt nie lubi.

Jestem rozszarpywana. Między ciebie, a Ciebie, a nich. Dziobią mnie kruki, wrony, nadszarpuje mnie czas i świadomość tego, jak bardzo nie radzę sobie w życiu.

Czytając "Najgorszego człowieka na świecie" odczuwam wielką chęc podrapania się po lewym udzie. Podrapania się wszędzie tam, gdzie mnie swędzi. Nagle nachodzi mnie chęć posiadania tego wyciorka do naczyń- tego, którym czyści się wazy i długie szklanki; chcę go mieć i podrapać nim całe wnętrze. Wszystko wyczyścić, wydrapać, wyjąć - co mnie drażni, swędzi, co mi przeszkadza.

Jestem smutna.

A wiadomo - smutnych ludzi nikt nie lubi, więc siedzę cicho. Siedzę cicho przy barze pełnym osób, sącząc trzecią sangrię. I milczę. Jestem milcząco tak bardzo smutna. I idę na spacer nawet. Z muzyką w uszach i z piwem w ręku. I śpiewam. Śpiewam na cały głos "Got it good" Kaytranady i myślę sobie jednocześnie, że ja to nie mam "good" ani trochę. No nic, ale siadam na ławce, wyśpiewuję żale i zastanawiam się nad opcją niepicia - biorąc kolejnego łyka piwa - wiadomo. Zastanawiam się jakby to wszystko wyglądało bez alkoholu. Wszyscy mówią, że zupełnie inaczej. Coś pamiętam - jak przez mgłę - że rzeczywiście świat wyglądał trochę mniej podle sobotniego poranka, kiedy się nie piło. Może warto spróbować? [łyk piwa]. Spróbuję. [Łyk piwa].

I ci terapeuci. Zamnknięci z Tobą w jednym pokoju o białych ścianach. Ty vis a vis człowieka z zeszytem. Obcy człowiek. I ja nagle mam teraz stać/ siedzieć/ leżeć i mówić mu całą mnie. Mam mu teraz powiedzieć, co jest nie tak. Nie wiem co jest nie tak! Gdybym wiedziała, to by mnie tu nie było! Zapisuje coś w zeszycie. Zawsze ciekawiło mnie, co oni zapisują w tych zeszytach? Nigdy nie dają spojrzeć. Być może są to bardzo fachowe spostrzeżenia na temat psychiatrii bechawioralnej, a może jest to coś w stylu "LOL ale debil", "Naiwna dupa myśli, że facet do niej wróci ha-ha!". Czuję się w tym pokoju źle, będąc opisywaną. Mówię cały ból, wszechstronny Weltschmerz, wszystko, co mam w głowie - a oni ołówkiem po papierze - ciach ciach. Dziwi mnie ten fakt, bo tego, co ja mam w głowie nie sposób opisać - czy im się to naprawdę udaje? A może jedyne co piszą w tych zeszytach o mnie, to to, że

Jestem smutna.

Pójdę dziś na spacer, na pchli targ, na rower, nad rzekę. To miasto jest pełne przygód. Tylko ja ich nie widzę, bo nos mam ciągle w kieliszku. Na ocasach, ze szminką, z ciuchami z Camaieu i z cieniami do powiek od NUDES, ale wciąż w kieliszku. Chcę przeżyć to życie inaczej. To mi się znudziło i tego już nie lubię. Muszę jednak znaleźć siłę, żeby pozbierać się do kupy po wielu porażkach i mieć odwagę, by zacząć na nowo. Dręczy też mnie mój wiek. Nie wiem, czy nie jestem za stara na jakieś rewolucje? Być może to taki kryzys wieku średniego - że zmienić, ale nie wiadomo co w co? Być może to tylko takie moje widzi-mi-się? Czas chyba najlepiej to wszystko zweryfikuje, czas w którym ciągle, bez ustanku, bez przerwy, bez pytań i odpowiedzi

Jestem smutna.

A że smutnych ludzi nikt nie lubi -

Jestem sama.

2 komentarze:

blackn'blue pisze...

Choć Cię nie znam pobyłabym chętnie smutna razem z Tobą, zawsze chyba raźniej być smutnym z kimś więcej niż samym sobą?
Będę Cię obserwować, Polu.

Pola pisze...

Dziękuję.