Studiowała geografię. Nie znała żadnych z montralskich wybrzeży. Nie odróżniała stalaktydu od antarktydy. Zastanawiała się dlaczego bierze ją natchnienie na napisanie znów jakiejś ksiązki jak ma zasiadać do nauki. Pisała po nocach z wielką rozwagą. O podróżach. Nie do Grecji, czy Andaluzji. O podróżach wgłąb siebie.
Raz nawet wyjechała. Z pewnym panem, który palił czerwone Marlboro, miał wąsa i dawał jej 30 euro za to, że będzie go bić paskiem od spodni. Zwiedziła kilka klubów, przeszła się grecką ulicą ze dwa razy, po czym wróciła. Uciekła.
Po przyjeździe oglądała gorączkowo filmy Tima Burtona i pisała. Spadła o rok niżej w swej edukacji. Nie przejęła się tym. Codziennie otwierała nową paczkę gum-kulek i żuła wszystkie jednocześnie.
Nie skończyła tej szkoły.
Poznała mężczyznę o 5 lat starszego od niej. Spotykali się. Ona przypadkiem pokazała mu swoje książki. Napisane ręcznie, niebieskim atramentem. Spodobały mu się. Czytał jej okropny charakter pisma godzinami, po czym przepisywał na komputer. Pewnego dnia zaniósł druki do miejsca swojej pracy. Był wydawcą. Książki się przyjęły, zrobiły furorę. Ona dowiedziała się o swojej sławie na ulicy, patrząc na witryny pobliskich księgarń. Spytała go. On odpowiedział: niespodzianka.
Ona się obraziła, bo to był jej wewnętrzny świat, teraz każdy ma do niego dostęp za 35,50.
Zmieniła zdanie jak przyszedł czek.
Żyła długo i szczęśliwie.
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
The B.
Autor:
Pola
o
poniedziałek, sierpnia 16, 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz