Zastanawiam się co napisać. Skoro nie wiem, to jaki jest sens pisania czegokolwiek? Nie chce mi się stwarzać dziś fikcyjnego świata, w którym i tak się nie znajduję, nie chce mi się wymyślać osób i osobowości, nie chce mi się pisać wierszem, nie chcę pisać rodzajem męskim, nie mam zamiaru też fałszować wspomnień. Może po prostu napiszę coś od siebie... Może po prostu będę sobą w ten wieczór... Ponoć Goethe miał tak, że on sam nie pił alkoholu, ale wszyscy jego bohaterowie chlali na umór, tak samo było z samobójstwem. On sam myslał o samobójstwie, ale żeby ostatecznie nie skończyć z sobą, kazał Werterowi strzelić sobie w łeb. G. przelewał cały Weltschmerz na swoich bohaterów. A ja dziś chcę coś od siebie... Więc co dokładnie to oznacza? Nie chcę nic przelewać? Widocznie nie. Nie chcę dziś nikogo schlać, nikogo zabić? Widocznie nie. Jakoś dziś jest tak dobrze jak jest i zastanawiam się JAKIM CUDEM? A tak jakoś. Prowadzę dialogi ze ścianą, rozmawiam z czasem. To jakoś mi wystarcza dzisiaj i nie mam się siły silić na zabicie kogokolwiek...
xxx
Borges? Niee chyba nie to jednak. Borges: Człowiek szczęśliwy nie chce pisać, w zasadzie nic nie chce robić, chce po prostu być. Czy to z Borgesa stan znowu? Ja mówię nie, ale co powie sam On? To już ten stan? Ej, Jorge Luis, to już ten stan?
/wydaje się nie, ale próbuj, próbuj wariatko!/
sobota, 2 października 2010
Autor:
Pola
o
sobota, października 02, 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz