Moje pijaństwo jakoś nigdy mi nie przeszkadzało dopóki pamiętałem o swoich urodzinach i urodzinach mojego kota. Zawsze przychodziłem wtedy z pracy, w urodziny kota mego i śpiewałem mu 100 lat otwierając kolejną Tatrę Mocną. Dawałem mu Whiskas, wygrzebany gdzieś na promocjach po 3,99.
Moje pijaństwo nawet świetnie ze mną współgrało. Co prawda, myłem zęby o najróżniejszych porach dnia i nocy, śniadanie jadłem w okolicach pory kolacji, a zmieniałem ubranie co 2 dni. Jednak czułem się spełniony otwierając białe wino pod koniec strudzonego dnia. Zawsze przed otwarciem butelki, tudzież puszki modliłem się o jutrzejszego niekaca. Traktowałem picie jako nagrodę za ciężki dzień, a kaca jako karę za nieodpowiednią nagrodę. To ciężko wytłumaczyć. Jeżeli miałem - w moim mniemaniu - ciężki dzień i pozwalałem sobie na 7 piwek przed pójściem spać, a ktoś inny nie uważał, bym miał ciężki dzień, to karał mnie kacem. Jeżeli rzeczywiście był to ciężki dzień i miałem podstawy ku temu, by nagrodzić się alkoholem, kaca nazajutrz nie było.
Z biegiem czasu i kac minął i zastanawiałem się, czy tak naprawdę ma być. Czy to jakiś podstęp i czy te wszystkie kace się nie skumulują w całość pewnego dnia pod postacią niewyobrażalnego bólu i kurczy mięśni. Okazało się, że nigdy po prostu nie trzeźwiałem, leciałem na gazie 24 godziny na dobę. W pracy szło mi wyśmienicie, ludzie mnie chwalili, ale ja miałem w sobie to poczucie winy za niekaca. Wyraz KAC wisiał nade mną jak fatum i czekałem tylko kiedy na mnie spadnie...
Pewnego dnia zapomniałem o urodzinach kota. Spojrzałem od niechcenia na kalendarz późną nocą już nieźle zrobiony. I oprzytomniałem. To dziś. A kot nie dostał Whiskas. Było już za późno, by cokolwiek kupić, tak więc schlałem się jeszzce bardziej, próbując zapomnieć o mojej porażce. Tego dnia straciłem przytomność. Nie odzyskałem jej już nigdy więcej.
niedziela, 3 października 2010
AA
Autor:
Pola
o
niedziela, października 03, 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz