czwartek, 27 lutego 2014

Gdyby Beksiński żył nadal.

Miałby swojego bloga zatytułowanego "Opowieści z Krypty" - narzekałby tam na współczesną muzykę (dobrze w sumie, że nie dożył tych czasów); przekonałby się do komputerów - jak każdy. Ja też długo nie mogłam dać się przekonać i hey, look at me, I'm having a blog! Nadal zagłuszałby remont u sąsiada Rammsteinem (w sumie ta muzyka tylko do tego się nadaje). Słuchałby "Tarkus" Emersona Lake'a & Palmera co wieczór. Powracałby chętnie na łamach bloga i w życiu codziennym do "The Reptile". Nadal miałby swój ząb w ścianie na kształt "Lokatora" Polańskiego. Narzekałby na wszystko, na sklepy, na kolejki, na kasy samoobsługowe (ja też to robię! może nie narzekam, ale straasznie się ich boję, a wiadomo, że jak człowiek się czegoś boi, to momentalnie darzy nienawiścią). Narzekałby na hipermarkety. Pokochałby TOOL. Pamiętałby "Moonchild" i "Stationary Traveller" Camela.

W studiu trójkowym byłam raz. Z 2 lata temu. Minęłam się z nim o całe wieki. Jednak wymieniliśmy się tym samym powietrzem, tymi samymi ścianami, tym samym pomieszczeniem.

Beksa, my jestesmy z tej samej gliny ulepieni. Mam jeszcze 13 (13! Jaka dziwna liczba) lat, by podjąć te same decyzje. Daj mi czas. See you soon - pogadamy wtedy o ludziach za wrażliwych na ten świat. Mamy sobie dużo do opowiedzenia. Umarłeś za wcześnie. Umarłeś jak małolat. Tak jak ja każdego dnia.

To dziwne uczucie, gdy znalazłaś w końcu bratnią duszę, której nie zdążyłaś podać ręki...

Czemu o tym piszę? Przyszła książka do Katowic. Nie mogę się doczekać, kiedy będzie w moich rękach. Jeszcze tylko kilka godzin. Wytrzymaj!

Brak komentarzy: