Hej ty, za murem, samotna, zziębnięta, roztrzęsiona.
Czujesz mnie? Ktoś cię porzucił. Siedzisz ze słuchawką w ręku i
płaczesz... a przecież nie powinnaś się poddawać bez walki. Przykładasz
ucho do muru i nasłuchujesz, czy ktoś nie woła. Pomożesz mi nieść ciężar
skamieniałej krwi? Otwórz swoje serce, tu będzie nasz dom. Przetrwamy
razem, oddzielnie zginiemy.
[...]
Muszę wrócić do domu. Zerwać z tym wszystkim. Wypisać się z tej
imprezy. Odsunąć się na ubocze. Ale przedtem chcę wiedzieć, czy sam jestem
sobie winien?
OSKARŻYCIEL: Witaj Robaku, Najwyższy Sędzio! Tego
oto więźnia schwytano na gorącym uczynku, kiedy przejawiał co najmniej
ludzkie uczucia! A tak nie wolno! Wzywam świadków oskarżenia!
DYREKTOR: Od początku wiedziałem, że nic dobrego z niego nie
wyrośnie. Mogłem go wziąć w obroty, ale to syn artysty, więc wszystko mu
uchodziło na sucho.
MATKA: Chodź do mamy, malutki, wezmę cię w ramiona. Mama zawsze
dobrze ci życzyła, a ty odsunąłeś się od rodziny. Chciałeś być
"niezależny". I co z tego masz?
SĘDZIA: Dowody są wystarczające!
Nigdy nie spotkałem kogoś, kto bardziej zasługiwałby na pełny wymiar kary!
Przez twój idealizm, nadwrażliwość i felietony ucierpieli wszyscy! Rzygać
mi się chce! Czy chcesz coś powiedzieć, nim wydam wyrok?
Gdy bytem
dzieckiem, zauważyłem coś kątem oka. Odwróciłem się; chciałem spojrzeć
dokładniej... ale to mi się wymknęło, żeby nigdy już nie powrócić. Dziecko
dorosło. Sen się skończył. Ogarnęło mnie wygodne odrętwienie.
SĘDZIA: Wiemy już, czego się boisz, więc wyśmiejemy twój
idealistyczny świat! Zburzyć mur!
Chyba jestem szalony. Mimo że
konstrukcja runęła, wszyscy są jak za niewidzialną szybą. Moi przyjaciele,
wrogowie, byłe i potencjalne ukochane. Jedni są sami, inni spacerują
grupami. Czasem próbują do mnie dotrzeć, ale ja już tego nie chcę. Teraz
ich kolej przekonać się, jak to miło rozbijać sobie serce o mur.
[...]
Zaczynasz się czuć jak pod lupą. Dookoła czai się
krwiożercze stado życzliwych osób. Poznawszy twoją wybrankę, rodzina
radośnie gdacze, że "nareszcie się ustabilizujesz". Analizujesz znaczenie
tych słów i dochodzisz do wniosku, że chcą z ciebie zrobić taką jak oni
kołtuńską glistę z maszynki do mięsa w The Wall. Wiedzą lepiej, czego ci
potrzeba do szczęścia. Zaś najbliższa (?) osoba zaczyna ci wytykać, że
twój świat to fikcja i że trzeba dołączyć do stada zachłystującego się
pełnią życia przy kieliszku w zadymionym pubie. W zamian za miłość oferuje
persyflaż (Do you love me? Like I love you?). Nie wystarczą sztuczne
cycki, tytuł naukowy na uniwersytecie i koszulka z napisem "I'm not a
piece of ass, I am a doctor" - trzeba naprawdę być czymś więcej. Ze zgrozą
pojmujesz, z kim żyłeś przez ponad rok. Twój zamek marzeń staje w ogniu, a
potem tonie w bagnie.
[...]
Ciekawi cię Most Karola w Pradze?
Włączasz Mission Impossible i możesz dodatkowo przyglądać się, jak Jon
Voight wpada do Wełtawy. Byłem na Moście Karola o 7.00 rano. Nuda, wieje
wiatr, zimno. Most jak most.
[...]
PS. Ale
tak z zupełnie innej beczki. Moim największym marzeniem było kiedyś
objechać cały świat z tą jedyną, ukochaną osobą przy boku. I oglądać
wszystko jej oczami, dzielić się każdym wrażeniem... Wtedy nie byłby to
tylko głupi wyjazd turystyczny. Byłby to wyjazd RAZEM. Przed siebie. Ale
sza! Jesteśmy w krypcie. Okna są pozasłaniane, bo nikt nie wykupił biletów
na podglądanie wampira. Światła są przygaszone. To martwa strefa. A różne
warianty życia stoją na półkach w dużym pokoju. Kim chcemy być dzisiaj?
Znowu Drakulą? No dobrze, wszak dla miłości umiera się tak cudownie...
sobota, 22 lutego 2014
Moja nowa miłość - Beksiński.
Autor:
Pola
o
sobota, lutego 22, 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz