Rozstaliśmy się bez bólu.
Pytaliśmy tylko: dlaczego?
Nikt nie wiedział.
Rozeszliśmy się w dwóch zupełnie różnych kierunkach.
Pocałowaliśmy się w policzek.
Wracając do domu miałam przy sobie Philipa Lyotta śpiewającego mi w uszy "I'm still in love with you".
W sumie to ja siebie nie lubię z kimś.
Jestem wtedy taka rozemłana i na dwoje babka wróżyła.
Jest za mało czasu, by poświęcać go komuś. Jeszcze.
Nareszcie mogę skupić się na sobie i moich potrzebach.
Planuję Rzym.
Płakałam przy nim jak dziecko, nie mogąc uwierzyć, że zamykam kolejny rozdział.
Nie płakałam z powodu, że się rozstajemy, bo to było nieuniknione i dojrzewałam do tej decyzji od dawna.
Jednak nie jest miło, gdy po raz kolejny coś się kończy.
Zaczynasz pytać się siebie: dlaczego? Z jakich przyczyn? Czemu znowu?
Ze mną chyba jest zdecydowanie coś nie tak.
I'm still in love with you. - ten link to tak z przekory.
Nie zmarnowaliśmy naboi. Obiecaliśmy sobie spotykać się, by razem tworzyć. Z nikim mi się tak dobrze nie tworzy jak z nim. Z nikim nie byłam tak spokojna, opanowana i natchniona.
To był dobry związek. Tylko, że bez rewelacji.
I my to czuliśmy. Nie jesteśmy z kamienia.
czwartek, 7 sierpnia 2014
.
Autor:
Pola
o
czwartek, sierpnia 07, 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz