wtorek, 15 września 2009

Lap nadal zdechły...

Wczoraj byłam u Misi na noc. Nie zdała, ale za to napisała wspaniały list do profesora na pisemnym. Gratulacje! Tak trzeba z nimi postepować, po co odpowiadać na pytania jak można napisać list o tym, że słońce świeci i ptaki ćwierkają? Ona jest jedyna w swoim rodzaju. I za to ją kocham :)
Szakira miała wczoraj u siebie imprezkę. To wstąpilyśmy na chwilę do góry, był tam Gurgul, przyjaciel Pieczary, Beatka i Szakira. Posiedzialyśmy trochę z nimi, wypiłyśmy piwka, pooglądaliśmy filmy na Youtube, a około czwartej poszliśmy spać. Wstalam kolo jedenastej, bo obudziła nas kukiełka telefonem. Musiałam po południu odsypiać co już mi ssię długo nie zdarzało...
Dziś Misia spotyka się z Szcz. Jest magia w przyjaciołach z dawnych lat, którzy pokazują się w naszym życiu na chwilę, a potem znów znikają na parę lat. Tacy są dla siebie Mi i Szcz. Też mam takiego przyjaciela, tylko, że to ja jestem dla niego Szcz. Zjawiam się zazwyczaj znienacka, niezaproszona, zostaję na kilka dni, po czym znów wyruszam dalej. Kiedy tylko jestem w pobliżu, to go odwiedzam. Kiedy nie ma go akurat w domu, to zostaję w pobliżu dopóki się nie zjawi. A jak się zjawia to są łzy szczęścia i radość. Widujemy się średnio co dwa lata, a ja zawsze pamiętam, by odwiedzić go na szlaku. Lubię go. A on mnie. I dzwonimy do siebie w urodziny...
Lubię być czasem powracającym wspomnieniem

(dobrym mam nadzieję :P)

Brak komentarzy: