Zimą... Zimą znów zaszyję się w domu i będę słuchać Porcupine Tree... I zasypiać przy "Recordings". Boję się tej zimy, bowiem jeszcze nigdy, albo od bardzo dawna przejście w tryb zimowy nie było tak trudne. Zawsze był ktoś przy kim zima wydawała się tylko dodatkiem, tłem do spędzania dni... A teraz zima zaatakuje, znów zaskoczy kierowców, uszczypnie w nos, a ja będę po środku tego wszystkiego totalnie rozbita na części...
Zauważyłam, że zimą zawsze słucham Porcupine Tree. To będzie okropna zima... Najokropniejsza ze wszystkich innych.
Ostatnio byłam na Gruszce u Agaty i Pawła, potem pojechaliśmy na urodziny Arkusa i Agaty do Acid (knajpa obok Zanzi) ale oczywiście okazało się, że mamy wejść za bar. I dogadaliśmy się z Pawłam, że będziemy się wymieniać co godzinę, aby każde z nas mogło się pobawić. Godzinę ja na urodzinach, on za barem, następna godzina na odwrót. W sumie urodziny się średnio udały. Lepiej mi się stało za barem niż było na tych urodzinach. Stali też nowi faceci i nie mogliśmy z Pawłem się bawić razem, bo zawsze ktoś miał być ze "stałej" ekipy (w tym już ja :)) aby pilnować młodych za barem, tak zwanych świeżych... Po urodzinach, okolo 4 nad ranem wyruszyłam do Myszy. Miałam bezpośrednio tramwaj do niego więc założyłam, że to jest lepsze rozwiązanie po ostatnim moim wracaniu do domu, gdzie do ronda jechalam 3 (!) tramwajami a od ronda pieszo. O 2 nad ranem! Takie wracanie było mi trochę nie w smak, więc uprzedzilam Myszę, że przyjdę. A że Mysza jest nocnym Markiem (tu to powiedzenie się niezwykle sprawdza, bo Mysza ma na imię Marek i jest nocny :P). Nazajutrz znów pojechaliśmy na Gruszkę (jak już się przebudziliśmy kolo tej 17) i posiedzieliśmy tam trochę przy wiśnióweczce :D Potem poszłam spać do K. Wczoraj natomiast prawie cały dzień przesiedziałam u K., spotkałam się z Misiakiem, a potem jeszcze pojechałam do Myszy pomoć mu sprzątać. Oczywiście nie zostalam doceniona że mu z własnej woli pomagam, tylko opieprzona że wylalam sos na podlogę:D Ja chyba muszę przestać być matką miłosierdzia dla wszystkich, bo daję z siebie wiele a spotykam się z niewdzięcznością. Poza tym - jak to mówił Arystoteles? Wdzięczność starzeje się najszybciej. Ale żeby aż tak?? :D Po sprzątaniu wrócilam do domu, padnięta jak koń po westernie, bo u K. mało spalam, nie wiem czy w ogóle. Wiercilam się cała noc. Mysza zniósł to dzielnie, chociaż sam się też wiele razy budził w nocy. Tak więc wróciłam do domu trochę zła, trochę smutna, trochhę nie w sosie, trochę naburmuszoona, trochę niewyspana i trochę zmasakrowana życiem :P A tu... Dziadkowie wrócili ze wsi... Od jakichś 4 miesięcy wracałam do pustego mieszkania, a jak się zobaczy dziadków w domu to zawsze jest taki trochęból, że nie możesz zostać sam na sam z paranojami, które zbudowaly Ciebie, tylko musisz wysłuchiwać, że nieposprzątane, że pościel niezmienona, że Bóg wie co jeszcze. Walnęłam się do łóżka w ubraniu o 12.30 w nocy, padłam na nos i obudziłam się dziś o 13. A dziś przyjeżdża do mnie Czeczen i idziemy gdzieś poszaleć :D Albo zostaniemy w domu i pogadamy na spokojnie... Jeszcze nie mamy sprecyzowanych planów. Miał przyjechać jeszcze Agatips, ale jej wojak przyjechał na 2 dni od miesiąca i Agatips chciała się z nim spotkać (a kto by nie wolał się spotkać ze swoim facetem miast z koleżanką - niekoniecznie zdrową psychicznie?? Ja niestety mam ograniczony wybór, bo faceta oczywiście brak! Stara dupa Lubosh wciąż do wzięcia, a może znowu do wzięcia?? :D Tak czy siak jestem singlem, bo to podobno teraz modne jest, a ja chcę być jazzy trendy i cool. Ostatnio doszlismy z Myszą do wniosku, że określenie cool już jest passe. Więc ja chcę byś trendy, jazzy i stajlisz! O!) Ok, muszę kończyć, bo siedzę w kiblu i mi się dobijają do drzwi... Żegnaj, samotne życie samotnego okrętu przy ul. Wyszyńskiego! Znów ci się zaczną dobijać do drzwi i mówić, że za dlugo siedzisz w/na kiblu... I tak całą zimę, calą zimę!! Rok w rok...
Zimą... Zimą znów zaszyję się w domu i będę sluchać Porcupine Tree...
Chcę lato cały czas i chcę spokojnie wejść do kibla też!!!!!!!!!!
Żegnam.
Może dziś spotkacie rudą kobietę na jednej z katowickich ulic z zabójczo piękną koleżanką. Tak, ja będę tą brzydszą :P
wtorek, 29 września 2009
WOREK NA CIAŁO
Autor:
Pola
o
wtorek, września 29, 2009
Etykiety: n
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz