sobota, 1 marca 2014

"(...) Dlatego też tłumaczą to tak: zwariowałem, zszedłem na psy, syn dobrej rodziny, wykształcony, ale zdeklasowany półidiota, który nie nadawał się do poważnej pracy, wstyd rodziny..."

Z babcią lepiej. Nie wiem, wydaje mi się, że ja miałam wielki wpływ na jej ostatnie samopoczucie. Ja i moje przygody z ostatnich trzech miesięcy. Rozstroiło ją to, rozdwoiło na trochę. Przecież płakanie w rękaw dało ulgę tylko mi. Może moja wizja bycia podróżującą artystką wcale nie przypada jej do gustu. Może moje szczęście nie równa się szczęście innych. Staram się nad tym zastanawiać i zaczęłam po prostu rwać do przodu. I żyć własnym szczęściem. Chwil półzidiocenia mam teraz jakby więcej. Mam to swoje życie na zamówienie. Czekam na rozwój akcji. Przede mną cholernie długa droga. Jest jak staje się, próbuję nie myśleć.

Brak komentarzy: